19-03-2018, 14:56
Pierwszy chyba raz we śnie doświadczyłem czegoś takiego. Idę sobie, a tu się nagle po środku pojawia plama szarości. Zaczyna się to od jaskrawych zielonych liści drzewa i rozszerza się na cały widziany przeze mnie obszar snu. Widzę tylko w odcieniach szarości. Trochę później jest już lepiej, jednak nadal większa część obrazu jest poszarzała, tylko niektóre elementy mają kolor. Wygląda to jak brak synchronizacji kolorów. Do tego dochodzi gorsza widoczność, coś jakby śnieżenie w kineskopowym telewizorze. Schodzę stromą, piaskowo trawiastą górką. Zauważam moje stopy. Nie mam butów i krwawię. Moje ręce są fantomowo przezroczyste. Ktoś mnie podtrzymuje i pomaga zejść. Razem idziemy uliczką.





