11-03-2018, 18:46
"Powrót do szkoły"
11.03.18r.
Na początku przed byciem w szkole było pewnego rodzaju inne jakby wstępne marzenie senne o którym wspomnę, ale z którego nastąpiło bezpośrednie przeniesienie. Chwilę czasu spędzałem z jakąś znajoma i jej dzieckiem za swym domem w ogrodzie. Rozmawialiśmy na jakiś temat pochłonięci rozmową, chodź prócz rozmowy w tle w moim umyśle miałem sprawę huśtawki na której huśtała się ową znajoma z dzieckiem. Była to huśtawka drewniana wykonana przeze mnie i nie miałem pewności czy wytrzyma pod ciężarem ze względu na wiek i ubytki tej hustawki. Teraz w rzeczywistości nie istnieje ona parę lat już. Był bardzo ładny, słoneczny i ciepły dzień. W trakcie rozmawiania zorientowaliśmy się, że nie ma lodów, a byliśmy z dzieckiem (przypuszczając z dziewczynką) szkoda wiec by nie było lodów. Miałem już wyjeżdżać do sklepu kiedy znalazłem się gdzie indziej. Była to dość duża sala szkolna i niestety lekcja matematyki której nigdy nie lubiłem. Dobrze chociaż, że nie bałem się się akurat czegokolwiek, a wręcz przeciwnie czułem się lekko i dobrze. Wibracja tej szkoły była zupełnie inna niż z rzeczywistości, zupełnie jakby było się w domu, lub nawet w świecie bez bólu.. Lekcję matematyki prowadziła jakaś nie za stara normalna Pani profesor, chodź lekcja z nią przebiegała jakoś bez namiętnie jak typowa matma. Będąc tak na tej lekcji trochę rozmyślałem, że prócz pracy mam zajęcia w szkole i doszedłem do wniosku, że uczę się zaocznie. Sala była realistyczna - duże okna na całej długości ściany z roletami, światło słonecznego dnia, kolory, duża biała tablica.. Pani profesor przepytywała uczniów i przywoływała do tablicy. Nikt nie wrzeszczał, nikt nie rozmawiał, nie hałasował. Zupełne skupienie tylko na przebiegającej lekcji matematyki. Było mi duszno i gorąco mając już na myśli zapytać się czy mogę otworzyć okno, ale zorientowałem się, że wszystkie są uchylone. Pomysł z otworzeniem okna więc oddalilem i po chwili zaraz także ja zostałem wezwany do tablicy. Miałem rozwiązać jakieś równanie z podstawianiem do wzoru z xem, a ja sparaliżowany tworzyłem jakieś malutkie nie czytelne znaczki pisząc to co mi Pani profesor dyktowała. Było to dla mnie niezwykle realistyczne, bardzo wiarygodne zmysłowo. Sytuacja rozeszła się po kościach po czym nastąpiło przeniesienie na korytarze szkolne. Tutaj znaczniej odczuwałem przyjazną energię tego miejsca, gdyż zupełnie nie była to typowa betonowa "buda". Sam budynek był bardzo duży, korytarze były przestronne, ściany zdobione płaskorzeźbami, łuki i sklepienia, nie bagatelne poręcze i schody. Przypominało to pałac, zwłaszcza kiedy nie było tłoczno, choć mógł być to czas trwania lekcji. Przebywanie tam wyciszało i uspokajało, zwłaszcza kiedy jeszcze było te przyjemne światło słonecznego, popołudniowego dnia...
11.03.18r.
Na początku przed byciem w szkole było pewnego rodzaju inne jakby wstępne marzenie senne o którym wspomnę, ale z którego nastąpiło bezpośrednie przeniesienie. Chwilę czasu spędzałem z jakąś znajoma i jej dzieckiem za swym domem w ogrodzie. Rozmawialiśmy na jakiś temat pochłonięci rozmową, chodź prócz rozmowy w tle w moim umyśle miałem sprawę huśtawki na której huśtała się ową znajoma z dzieckiem. Była to huśtawka drewniana wykonana przeze mnie i nie miałem pewności czy wytrzyma pod ciężarem ze względu na wiek i ubytki tej hustawki. Teraz w rzeczywistości nie istnieje ona parę lat już. Był bardzo ładny, słoneczny i ciepły dzień. W trakcie rozmawiania zorientowaliśmy się, że nie ma lodów, a byliśmy z dzieckiem (przypuszczając z dziewczynką) szkoda wiec by nie było lodów. Miałem już wyjeżdżać do sklepu kiedy znalazłem się gdzie indziej. Była to dość duża sala szkolna i niestety lekcja matematyki której nigdy nie lubiłem. Dobrze chociaż, że nie bałem się się akurat czegokolwiek, a wręcz przeciwnie czułem się lekko i dobrze. Wibracja tej szkoły była zupełnie inna niż z rzeczywistości, zupełnie jakby było się w domu, lub nawet w świecie bez bólu.. Lekcję matematyki prowadziła jakaś nie za stara normalna Pani profesor, chodź lekcja z nią przebiegała jakoś bez namiętnie jak typowa matma. Będąc tak na tej lekcji trochę rozmyślałem, że prócz pracy mam zajęcia w szkole i doszedłem do wniosku, że uczę się zaocznie. Sala była realistyczna - duże okna na całej długości ściany z roletami, światło słonecznego dnia, kolory, duża biała tablica.. Pani profesor przepytywała uczniów i przywoływała do tablicy. Nikt nie wrzeszczał, nikt nie rozmawiał, nie hałasował. Zupełne skupienie tylko na przebiegającej lekcji matematyki. Było mi duszno i gorąco mając już na myśli zapytać się czy mogę otworzyć okno, ale zorientowałem się, że wszystkie są uchylone. Pomysł z otworzeniem okna więc oddalilem i po chwili zaraz także ja zostałem wezwany do tablicy. Miałem rozwiązać jakieś równanie z podstawianiem do wzoru z xem, a ja sparaliżowany tworzyłem jakieś malutkie nie czytelne znaczki pisząc to co mi Pani profesor dyktowała. Było to dla mnie niezwykle realistyczne, bardzo wiarygodne zmysłowo. Sytuacja rozeszła się po kościach po czym nastąpiło przeniesienie na korytarze szkolne. Tutaj znaczniej odczuwałem przyjazną energię tego miejsca, gdyż zupełnie nie była to typowa betonowa "buda". Sam budynek był bardzo duży, korytarze były przestronne, ściany zdobione płaskorzeźbami, łuki i sklepienia, nie bagatelne poręcze i schody. Przypominało to pałac, zwłaszcza kiedy nie było tłoczno, choć mógł być to czas trwania lekcji. Przebywanie tam wyciszało i uspokajało, zwłaszcza kiedy jeszcze było te przyjemne światło słonecznego, popołudniowego dnia...





