Kroniki Astralnych Motyli
#37
Dzień 18


Zdobyłam się na odwagę, aby spróbować w medytacji osiągnąć najgłębszy trans jaki zdołam. Owo zbieranie odwagi zajęło mi praktycznie cały ten czas, jaki upłynął pomiędzy wizytami w tym Fokusie. Niezbyt mi się to spodobało. Do tej pory oddzielałam grubą kreską sprawy dotyczące tego innego wymiaru od mojego codziennego życia. Tyle, że czasem pomyślałam przez chwilę o tym, co powinnam zrobić przy następnym pobycie i pozwalałam tej myśli się ulotnić. Jak dym. Jak świecąca manifestacja mojej astralnej energii. Teraz po raz pierwszy rozmyślania wypełniły cały mój dzień.
Z jednej strony spragniona byłam mistycznych przeżyć, z drugiej strony nie potrzebowałam, aby owe przeżycia były tak… przytłaczające. Bałam się tej otchłani, przypominającej mi żart jednego z żywiołaków, o tej czarnej dziurze, która mnie pochłonie. To był właśnie mój problem – nie miałam pojęcia, czy to był żart, czy jednak kryło się w tym coś więcej. Bo może moje ciało astralne nie było bezpośrednio zagrożone, ale umysł, czysta świadomość, jak najbardziej mogła zostać pożarta. Na to byłam może nie tyle zła, ale przynajmniej lekko zirytowana. Dobrze wiedzieli, że jestem tu nowa i prawie nic o tym świecie nie wiem, dlatego nie powinni nawet w żartach tak mnie straszyć.
Usiadłam w pobliżu odkrytego poprzedniego dnia niewidzialnego muru. Wtedy zdołałam stwierdzić, że otoczony tą barierą teren ma promień średnio czterystu metrów i poza budynkiem w centrum i altanką w obrębie jego granic mieszczą się jeszcze fragmenty murów z białego kamienia, łuki i filary, przypominające antyczne ruiny z ilustracji w podręcznikach historii. Część tych konstrukcji w jakimś stopniu została zalana przez odnogi rozległego stawu, na ile mogłam to ocenić poprzez drzewa i wzniesienia, jakby celowo nasypane góry ziemi.
Kiedy tylko poczułam lekkie otępienie i utratę kontaktu z miejscem, w którym siedziałam, skupiłam się na utrzymaniu się na powierzchni rzeczywistości. Liczyłam na to, że jeśli nie pogrążę się zanadto, nie wejdę w obszar zdradzieckiej ssącej siły czarnej nicości. Próbowałam wyczuć energię otoczenia, nie koncentrując się z nadmiernym wysiłkiem, żeby nie przerwać transu. Miałam wrażenie – które mogło być równie dobrze wrażeniem i niczym więcej – że zaczynam rozumieć na czym otwieranie umysłu miało polegać. Należało wyciszyć się, w zależności od sytuacji, i być może potrzeb i celu, w mniejszym lub większym stopniu i dopiero wówczas spróbować zobaczyć coś więcej, jakąś inną warstwę tego Matriksa. Nie jedno albo drugie, ale jedno i drugie naraz.
Tym sposobem mogłam już zauważać niewielkie zawirowania energii, naturalną różnorodność wynikającą z istnienia drzew i innych obiektów oraz przestrzeni między nimi.

Czym jest rezystancja? To tak jakby jechać motocyklem przez las, ale najprostszą drogą, uderzając w każde drzewo, odbijać się od niego i jechać dalej, spowolnionym przez nie.

Wyciszając się jeszcze bardziej rozszerzałam swoje postrzeganie, dosięgając w końcu do niewidzialnego muru. Tym nieokreślonym „czuciem” mogłam lokalizować go bez problemu. Nie byłam jednak w stanie draństwa przeniknąć! Stanowił on granicę, za którą rozciągała się terra incognita, biała plama, pustka i niewiadoma.
Po kilku próbach wstałam, zirytowana. Na szczęście nie zdołałam całkowicie wybić się z tego odmiennego, bardziej podatnego stanu umysłu. Spróbowałam wykorzystać to do sprowokowania tych krótkodystansowych przeskoków. Znów postarałam się osiągnąć spokój. Teraz przyszedł niemal jak na zawołanie.
Znalazłszy odcinek mniej więcej prostej drogi na równiejszym terenie, zaczynałam biec, po kilku krokach koncentrując się. Nie byłam na tyle naiwna, żeby wierzyć, iż wystarczy pomyśleć, że chcę to zrobić i od razu to nastąpi. Nie wiedziałam jednak, jak inaczej mogłabym to osiągnąć. Tym sposobem po jakimś czasie doszłam do skuteczności mniej więcej raz na siedem prób. Nie było to może osiągnięcie rewelacyjne, ale już coś. A ja byłam jeszcze mocno zielona i w swoich próbach błądziłam całkowicie po omacku. Nie miałam absolutnie żadnego wpływu na to, jaki dystans w ten sposób pokonywałam. Czasem był on dłuższy, innym razem przenosiło mnie zaledwie kilka metrów w przód.
Z przyczyn oczywistych, mimo iż tym sposobem łącznie pokonałam kilka kilometrów pozostawałam ciągle po jednej stronie rzeczki. Przejść zdecydowałam się kiedy natrafiłam na punkt w którym gałęzie i inne naturalnego pochodzenia śmieci tworzyły coś w rodzaju luźnej tamy, nie przeszkadzającej jednak przepływowi wody. Samo to nie wystarczało, musiałam dopiero na tym stworzyć coś w rodzaju mostu, przeciągając na wierzch tej sterty dwa z leżących w okolicy konarów, oba dwukrotnie dłuższe niż mój wzrost i grubości mojego ramienia, z odgałęzieniami, które nie zostały całkowicie usunięte i których usuwanie teraz zajęłoby zbyt wiele czasu. Przynajmniej tyle dobrego, że tutaj były lżejsze niż należało się spodziewać w normalnych warunkach.
Już po drugiej stronie mój entuzjazm do teleportacji w znacznym stopniu opadł. Podjęłam jeszcze trzy próby, w tym jedną zakończoną powodzeniem. Nie czułam, żeby te eksperymenty jakoś szczególnie mnie zmęczyły, zwyczajnie nie bawiło mnie to tak jak na początku. Potem po prostu szłam przed siebie, prostopadle do rzeki, wśród rzadziej rosnącego już tutaj lasu.
Zatrzymałam się ponad kilometr dalej, obok grupki drzew o jasnej, prawie białej, gładkiej korze. Położyłam rękę na najbliższym z pni i spróbowałam pobrać trochę energii. Robiłam to dla ćwiczeń, nie czułam, żeby naprawdę istniała taka potrzeba. Potrzebowała tego najwyżej moja znów rozbudzona ambicja.
Znowu weszłam w płytki trans. Żeby coś wyczuć musiałam przenieść uwagę z obiektów na przestrzeń wokół nich, tak jakbym przenosiła spojrzenie z czegoś znajdującego się tuż obok na ignorowane wcześniej tło. „Zobaczyłam” energię drzewa, zajmującą tę samą przestrzeń co jego namacalna postać. Koncentrując się na tej warstwie rzeczywistości, mogłam, patrząc na swoją rękę, czuć się prawie tak, jakby była ona przezroczysta. Mogłam w niewielkim stopniu wessać energię w głąb tej „pustki” w sobie. Jakiś efekt osiągnęłam, chociaż odczułam to dopiero później, kiedy zdążyłam już odejść od drzewa. W bliżej nieokreślony sposób czułam w sobie, w swoim astralnym czy eterycznym ciele RÓŻNICĘ. Nieznaczną zmianę właściwości, jakby do roztworu o stałym wcześniej składzie wprowadzony został inny, nowy składnik. Nie był on lepszy ani gorszy. Po prostu inny.
W oddali przed sobą widziałam coś, co równie dobrze mogło być formacją skalną albo zabudową. Trudno było to jednoznacznie określić z takiej odległości. Obrałam ten kierunek i może w ciągu kilku godzin nawet bym tam dotarła, ale niespodziewane okoliczności doprowadziły do tego, że ostatecznie zmieniłam zdanie. W pewnym momencie, idąc przed siebie i o niczym szczególnym nie myśląc, usłyszałam głos. Dokładniej śpiew, a przynajmniej po chwili tak uznałam. Pierwsze skojarzenie – driady. Jeśli ktoś miałby śpiewać w lesie, to przede wszystkim one. Wsłuchując się uważniej, stwierdziłam, że głos jest raczej męski. Zaczęłam się rozglądać, próbując zlokalizować, skąd ten głos dobiegał. Jedynymi żywymi stworzeniami w okolicy były owady
(a może latające gady?)
podobne trochę do morskich koników obdarzonych błoniastymi skrzydłami. Coś jeszcze czasem poruszało się wśród zarośli, kiedy się zbliżałam. Nie byłam już w stanie odpowiednio wyciszyć się i skoncentrować, żeby ułatwić sobie zadanie, mózg rozpaczliwie protestował na samą myśl o kolejnym mentalnym wysiłku. Słusznie poniekąd. Musiały mi wystarczyć podstawowe – chociaż zdawało mi się, że i tak już na stałe wyostrzone – zmysły. Mimo wszystko jakimś sposobem podążałam mniej więcej we właściwym kierunku. Słyszałam ten głos coraz wyraźniej, tak, że mogłam już rozpoznawać słowa.

Ty, który z ogniem igrasz wciąż,
Wydając się na łup,
Dlaczego pragniesz, by jak wąż
Pełzała u twych stóp

Podążać dłonią dziwnie źle
Tam gdzie nie sięga wzrok
Zaprawdę ona tylko chce,
Byś cofnął się o krok

Zatrzymałam się, kiedy zobaczyłam siedzącą na pniaku postać podobną do człowieka. Dotarło do mnie, że to właściwie pierwszy raz. Pierwszy raz po prawie trzech tygodniach spędzonych w innym wymiarze spotkałam istotę wyglądającą normalnie jak człowiek! No, prawie normalnie. Kiedy podeszłam jeszcze trochę bliżej, skradając się za drzewami, zobaczyłam, że ów młody człowiek posiada parę wyrastających z pleców skrzydeł o banalnie białych puszystych piórach. Z tego powodu zapewne to, co z daleka brałam za koszulkę, w rzeczywistości było szerokimi pasami owijającymi jego tors i ramiona prawie jak bandaże mumii. Anioł cholerny jak widać. To nic dziwnego, że śpiewał. Tylko liry albo harfy (na czym w końcu te anioły grają?!) brakowało, w zamian za to w pobliżu na trawie leżała gitara. Złotoloki anioł w tej chwili nie grał, śpiewając ostatnią zwrotkę.

Gdy dusza płonie, ciało drży,
Lecz ty chcesz dla niej śnić
Zaprawdę powiadam ci,
Ze źródła będziesz pić

Jakieś dwa metry za plecami anioła stało zwierzę podobne nieco sylwetką i ubarwieniem do strusia, miało jednak cztery nogi, dużo większy dziób i obwisłe długie uszy. Na jego grzbiecie czasem przysiadał pstrokaty rajski ptak, co stworzenie przyjmowało obojętnie. Ptak zresztą nie siedział w jednym miejscu zbyt długo, krążąc wokół młodego anioła, lądując w różnych punktach po to, żeby znów za chwilę zerwać się do lotu. Nie wiem, które z tych dwóch zwierząt zobaczyło mnie jako pierwsze, ale po chwili spoglądały w moją stronę oba. Potem chłopak, jakby telepatycznie wyczuwając ich zainteresowanie, także uniósł głowę. Uśmiechnął się i pomachał do mnie ręką, jak mi się zdawało, wołając, żebym podeszła.
- Cześć – powitał mnie, wstając – Zgubiłaś się? Pierwszy raz cię tu widzę.
Zgubiłam się… W pewnym stopniu takie właśnie miałam wrażenie, ale oczywiście szybko zaprzeczyłam. Spróbowałam przywołać choćby wrażenie pewności siebie i przedstawiłam się. Przyznałam się też, że jestem w tej Krainie Czarów od niedawna, ale starałam się powiedzieć o tym w sposób nie zdradzający jak bardzo zielona jestem. On mógł jakoś mimo wszystko to wyczuć?!
- Ja jestem Ireasz, poeta – przedstawił się. Dosłownie w taki sposób.
- Jesteś aniołem?
Ireasz zaczał się śmiać.
- Nie, człowiekiem jak i ty. Tylko tutaj mam skrzydła. Szkoda, bo w normalnym życiu też by się czasem przydały…
Przyjrzałam mu się badawczo… A co tam! Nazwę po imieniu, przyglądałam mu się nieufnie. Bo i ufać nie miałam powodu, podobnie jak wierzyć w cokolwiek, co mi mówił. Jakiś dziwny zbieg okoliczności
to był, że właśnie teraz, kilka dni po tym, jak zdołałam sformułować swoje podejrzenia wobec całego tego pięknego świata, natknęłam się na tego anioła-wcale-nie-anioła, twierdzącego, że nie jest wytworem mojego mózgu, ale istniejącą realnie, autonomiczną jednostką. Mój umysł mógł tak się bronić, albo wręcz przeciwnie, drwić ze mnie i moich prób zachowania dystansu i zdrowych zmysłów. A czy ja miałam jakikolwiek sposób, żeby to sprawdzić? Wyczuć, jak to któryś z żywiołaków powiedział. Wyczuć, czy kłamie, ale to też mogło się nie udać, nawet jakbym była w stanie tak z marszu osiągnąć odpowiedni stopnień koncentracji. Chłopak mógłby przecież tak być stworzony, tak zaprogramowany, że dla niego byłoby to prawdą. Jak w snach, kiedy przeszłość i wspomnienia zdeterminowane są przez scenariusz.


W obliczu chaosu nic nie jest prawdziwe
Wszystko jest dozwolone


~ Peter Caroll „Liber Null”


Ireasz spojrzał na mnie pytająco.
- Co jest? Pierwszy raz widzisz, jak kogoś trochę zmieniło? Jeśli tak, to chciałbym poinformować, że takie coś się tu zdarza i to wcale nie jakoś ekstremalnie rzadko.
Uznałam, że niczym nie zaryzykuję, mówiąc mu w tym wypadku prawdę.
- To nawet nie to. Ja pierwszy raz widzę tutaj człowieka.
Ireasz uniósł brwi, ale to była jego jedyna reakcja świadcząca o zaskoczeniu.
- No, mogłem się domyślić. Skoro jesteś nowa, to mogłaś nie mieć okazji. Od jak dawna tu bywasz?
Oględnie powiedziałam, że nieco krócej niż miesiąc, co było zasadniczo prawdą. Na szczęście nie drążył tematu za bardzo, po prostu przyjął moje wyjaśnienie.
- Ja tak miałem chyba przez tydzień jak pamiętam – odparł – Jak jeszcze nie umiałem się poruszać w Astralu. Nawet jak wiedziałem, że nie jestem tu sam, ciężko było mi znaleźć znajomą.
Odwrócił się, spojrzał na gitarę. Przez chwilę patrzył na nią, zagryzając wargę, potem podszedł do niej, uniósł nad nią rękę i wykonał kilka szybkich gestów palcami. Na ziemi wokół gitary rozbłysł żółtawy krąg z kilkoma znakami na obwodzie, następnie zmienił kolor na czerwony i zniknął wraz z instrumentem. Przyglądałam się temu ze zdumieniem, podziwem i lekką zazdrością. Nie wyglądało to jakby Ireasz chciał się przede mną popisać, zrobił to zupełnie naturalnie, niemal odruchowo jak coś, co człowiek przywykł robić codziennie. Tej swobodnej naturalności zazdrościłam mu chyba najbardziej.
Nie wiem czy wyczuł moje myśli, czy po prostu zauważył moje zdziwione spojrzenie, bo zaraz pospieszył z wyjaśnieniem.
- Ten świat daje duże możliwości ułatwienia sobie życia. Potrzeba odrobiny wprawy i zdolności koncentracji, i z czasem takie drobne rzeczy same przychodzą.
- Pewnie znajomość odpowiednich słów mocy i gestów też się przyda – podsunęłam, jednocześnie zastanawiając się, czy przypadkiem taka biegłość w manipulowaniu rzeczywistością nie świadczyła raczej o tym, że ów skrzydlaty chłopak był tylko kolejnym wytworem tego świata iluzji.
- Owszem, ale to też z czasem przyjdzie – stwierdził Ireasz – Ja akurat nigdy nie starałem się uczyć tego na siłę, chociaż wiem, że inni uparcie próbują wyuczać się na pamięć.
Powoli zaczął iść, jak po chwili się zorientowałam, mniej więcej w tę samą stronę, w którą podążałam wcześniej. Zapytany o to powiedział, że teraz spaceruje sobie tak bez celu. Dodał też, że „nie zmusza, ale gorąco zachęca” abym do niego dołączyła. „Żebym nie wkręciła się w solipsyzm” jak wyjaśnił. Śmiał się przy tym, ale w taki sposób, że raczej nie mogłam uznać, że sobie ze mnie żartuje. Potem przyznał mi się, że jeszcze nigdy wcześniej nie miał sytuacji, w której spotkałby kogoś praktycznie całkiem nowego i nieobeznanego z tym światem i nie czuł się przez to jak mentor, do której to roli zdecydowanie kwalifikacji nie posiadał. Bywał tu od dwóch lat z kawałkiem, więc siłą rzeczy trochę wiedzy musiał zdobyć, ale - co wielokrotnie podkreślał – nie uważał się w żadnym wypadku za doświadczonego. Zapewne dlatego, że nie dociekał tak na siłę… Chociaż jak powiedział później, eksperymentować też mu się zdarzało.
Starałam się bardziej zadawać pytania niż przyznawać się do swoich, w większości nieskutecznych prób. Przynajmniej na razie taka taktyka wydała mi się bezpieczniejsza.
Zwierzęta, które wcześniej towarzyszyły Ireaszowi, dalej trzymały się w pobliżu. Przynajmniej do momentu, kiedy brunatnego stwora o długiej szyi i bezwłosych nogach chłopak odesłał, polecając mu wracać do domu. Ptakowi pozwolił pozostać, ale musiał w jakiś sposób dać mu do zrozumienia, żeby trzymał się na dystans, bo tamten wzbił się wysoko w powietrze.
- Chowańce – wyjaśnił – Tulpy. Dajmony… Wiesz co to?
- Części twojego umysłu – odpowiedziałam z pewną satysfakcją – I jak widzę, można mieć takich więcej niż tylko jednego.
Ireasz wzruszył ramionami.
- O jakichś odgórnych ograniczeniach nie słyszałem.
Cholera… Chciałam, żeby ten młody człowiek okazał się prawdziwy. Tak bardzo, tak rozpaczliwie tego pragnęłam. Nawet nie ze względu na niego samego – może trochę, ale nie tylko dlatego – ale ze względu na to, jakie to niosło ze sobą konsekwencje. Jeżeli on rzeczywiście był istniejącym człowiekiem, a nie projekcją mojego umysłu, wzrastały szanse na to, że inne rzeczy, które widziałam wokół siebie również mogły (nie musiały ale mogły!) być ode mnie niezależne.
Potrzebowałam tylko jakiegoś potwierdzenia.




# Odautorski bełkot

Tekst o rezystancji usłyszałam na początku studiów od wykładowcy fizyki. 
Fragmenty piosenki to utwór, który wymyśliłam i śpiewałam w czasach nawracającej depresji.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Wiadomości w tym wątku
Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-08-2017, 17:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 21-08-2017, 18:11
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-08-2017, 18:22
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-08-2017, 02:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-09-2017, 23:44
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 03-09-2017, 10:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-10-2017, 23:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-10-2017, 01:31
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-11-2017, 00:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 02-11-2017, 21:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-11-2017, 21:43
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 02-11-2017, 23:27
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 03-11-2017, 00:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-11-2017, 20:54
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-11-2017, 03:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-11-2017, 04:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-12-2017, 03:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-12-2017, 03:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-12-2017, 01:58
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 01-01-2018, 20:40
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-01-2018, 23:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 13-01-2018, 22:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 14-01-2018, 13:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-01-2018, 23:16
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 25-01-2018, 20:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-01-2018, 18:20
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 11-02-2018, 20:24
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 12-02-2018, 17:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 12-02-2018, 21:46
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Skipper - 15-02-2018, 00:30
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-02-2018, 00:38
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Skipper - 15-02-2018, 00:50
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-02-2018, 19:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 27-02-2018, 00:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 05-03-2018, 17:44
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Solnik - 05-03-2018, 18:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 08-03-2018, 22:16
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-03-2018, 15:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 30-06-2018, 21:13
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 01-07-2018, 22:34
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-07-2018, 23:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-11-2018, 19:41
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 29-11-2018, 21:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-11-2018, 21:56
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 29-11-2018, 22:10
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-12-2018, 00:50
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 26-12-2018, 13:08
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2019, 00:26
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 04-03-2019, 19:54
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2019, 21:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-04-2019, 23:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-07-2019, 22:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-08-2019, 00:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-11-2019, 00:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-11-2019, 18:20
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 30-11-2019, 03:10
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-12-2019, 12:28
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-12-2019, 23:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 11-12-2019, 19:58
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 12-12-2019, 13:01
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-12-2019, 23:11
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-12-2019, 02:30
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-12-2019, 02:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 06-01-2020, 23:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 08-01-2020, 19:12
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-01-2020, 23:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-01-2020, 00:57
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-01-2020, 21:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 23-01-2020, 22:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 24-01-2020, 13:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-02-2020, 03:22
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-02-2020, 22:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-02-2020, 01:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 22-02-2020, 03:36
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2020, 02:13
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 05-03-2020, 23:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 06-03-2020, 20:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-04-2020, 23:26
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 28-04-2020, 01:17
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 28-04-2020, 11:25
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 24-03-2021, 22:38
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 31-12-2021, 15:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-01-2022, 02:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-01-2022, 14:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 17-01-2022, 20:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 11-09-2022, 11:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-09-2022, 02:04
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-07-2023, 16:17

Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  iSenowe Kroniki Filmowe Slavia 6 3,943 12-05-2018, 22:40
Ostatni post: Slavia

Skocz do:

UA-88656808-1