06-03-2018, 14:19
Była bieganina, ucieczka w nocy. Z kimś tam się spotykali w różnych miejscach, coś wymieniali. Krążenie wokół, szukanie innych. Nie wiem jak to opisać, działo się dużo i mało z tego zapamiętałem.
Jakiś starszy zarośnięty facet przed kimś uciekał. Ktoś go obserwuje. On stoi na podwyższeniu na łodzi. Ma przed sobą ekran, pociąga za rączkę i losuje mu się miejsce dokąd ma uciec, chyba gdzieś za granicą. Tłumaczy sobie, że tam na pewno jest jego znajomy wujek, on go przyjmie z przyjemnością. Pokazują się jakby jego myśli. Ten niby jego wujek, bardzo gruby, siedzi na wózku inwalidzkim. Tamten do niego podchodzi i wchodzi do otwartego brzucha wujka. Brzuch się zamyka, przykrywa kocykiem, a inwalida uśmiecha się do kamery.
Ktoś był wolny w jasności. Znalazł setki ludzi uwięzionych w ciemności w podziemiach. Leżeli ciasno obok siebie, nie mogli się ruszyć. W ciemności pojawiło się coś podobnego do wyładowań elektrycznych. Mógł być to zegar z odliczaniem do czegoś, a może kosmiczna mapa przedstawiająca gwiazdy. Tamten powiedział nam uwięzionym (raczej telepatycznie), że na chwilę jak to się stanie (wybuch?), on to odłączy i będzie w stanie to cofnąć.
Mam uczucie wznoszenia się. Widzę drzewa w dole. Mówię siostrze, że oglądam Harrego Pottera i jest ta scena z lotem i pewnie po tym będzie mi się śniło, że lecę. Mam wrażenie, że to blisko plaży. Obserwuję dziwne zdarzenie z wysoka. Z innego wymiaru wyłania się całe miasto, jakoś się usadawia pomiędzy drzewami i szarymi budynkami. Jest żarówiasto różnokolorowe. Mruga, przez co sprawia wrażenie hologramu, jeszcze się nie ustabilizowało. Teraz znajduję się w środku. Są tam małe pomieszczenia z małymi ludkami ubranymi w tak samo różnokolorowe ubrania jak całe to miasto. Jednak grupa w pośpiechu opuszcza pomieszczenie. Zostaje inna i rozsiada się. Mówię siostrze, że jak tamci uciekli to pozostali ci, no, Muzułmanie, muslimy. Ona się dziwnie na mnie patrzy i odpowiada, że to raczej niemożliwe.
W tym miejscu co te ludziki były jest teraz szkoła. Kucam, bo leżą tam jakieś drobne przedmioty, breloczki, np. półcentymetrowe nożyczki. Podchodzi do mnie dziewczyna z plecakiem i albo ona coś mi daje, albo ja jej jedną z tych drobnych rzeczy. Odchodzi pod klasę. Ktoś siedzący na schodach polecił mi, abym uruchomił ten nowy komputer. Ten komputer też jest na tych schodach. Ma jakąś rączkę, na końcu której jest włącznik. Wtedy nie zastanawiałem się nad dziwnym miejscem tego przycisku. Wciskam go i wtedy się budzę.
Przed kimś się jakbym ukrywał w niewielkim pomieszczeniu, będącym prawdopodobnie łazienką. Zamiast typowego wyposażenia jak lustro, zlew, krany, były na całej ścianie zwoje grubego srebrzystego drutu. Pomiędzy tymi drutami dopatrzyłem się słów. Przeczytałem "czas". Coś mi podpowiadało, że jest to związane z podróżą w czasie. Trzeba było to jeszcze włączyć. Bałem się jednak porażenia prądem lub zbyt silnego pola elektromagnetycznego i wyszedłem.
Czytałem jakąś książkę z krótkimi tekstami różnych autorów. Jeden z nich zatytułowany był "Dziedziczka". Autorka przepraszała i chciała zwrócić uwagę na to, że "Dziedziczka" nie jest kolejną częścią "Dziedziczki Hrabiego" tylko osobną powieścią. Nie wiem po co poszedłem do siostry i dałem jej ten kawałek do przeczytania, że niby ona to miała czytać i aby czytała odpowiednie książki w odpowiedniej kolejności. Popatrzyła, ale nie chciało się jej tego czytać.
Jakiś starszy zarośnięty facet przed kimś uciekał. Ktoś go obserwuje. On stoi na podwyższeniu na łodzi. Ma przed sobą ekran, pociąga za rączkę i losuje mu się miejsce dokąd ma uciec, chyba gdzieś za granicą. Tłumaczy sobie, że tam na pewno jest jego znajomy wujek, on go przyjmie z przyjemnością. Pokazują się jakby jego myśli. Ten niby jego wujek, bardzo gruby, siedzi na wózku inwalidzkim. Tamten do niego podchodzi i wchodzi do otwartego brzucha wujka. Brzuch się zamyka, przykrywa kocykiem, a inwalida uśmiecha się do kamery.
Ktoś był wolny w jasności. Znalazł setki ludzi uwięzionych w ciemności w podziemiach. Leżeli ciasno obok siebie, nie mogli się ruszyć. W ciemności pojawiło się coś podobnego do wyładowań elektrycznych. Mógł być to zegar z odliczaniem do czegoś, a może kosmiczna mapa przedstawiająca gwiazdy. Tamten powiedział nam uwięzionym (raczej telepatycznie), że na chwilę jak to się stanie (wybuch?), on to odłączy i będzie w stanie to cofnąć.
Mam uczucie wznoszenia się. Widzę drzewa w dole. Mówię siostrze, że oglądam Harrego Pottera i jest ta scena z lotem i pewnie po tym będzie mi się śniło, że lecę. Mam wrażenie, że to blisko plaży. Obserwuję dziwne zdarzenie z wysoka. Z innego wymiaru wyłania się całe miasto, jakoś się usadawia pomiędzy drzewami i szarymi budynkami. Jest żarówiasto różnokolorowe. Mruga, przez co sprawia wrażenie hologramu, jeszcze się nie ustabilizowało. Teraz znajduję się w środku. Są tam małe pomieszczenia z małymi ludkami ubranymi w tak samo różnokolorowe ubrania jak całe to miasto. Jednak grupa w pośpiechu opuszcza pomieszczenie. Zostaje inna i rozsiada się. Mówię siostrze, że jak tamci uciekli to pozostali ci, no, Muzułmanie, muslimy. Ona się dziwnie na mnie patrzy i odpowiada, że to raczej niemożliwe.
W tym miejscu co te ludziki były jest teraz szkoła. Kucam, bo leżą tam jakieś drobne przedmioty, breloczki, np. półcentymetrowe nożyczki. Podchodzi do mnie dziewczyna z plecakiem i albo ona coś mi daje, albo ja jej jedną z tych drobnych rzeczy. Odchodzi pod klasę. Ktoś siedzący na schodach polecił mi, abym uruchomił ten nowy komputer. Ten komputer też jest na tych schodach. Ma jakąś rączkę, na końcu której jest włącznik. Wtedy nie zastanawiałem się nad dziwnym miejscem tego przycisku. Wciskam go i wtedy się budzę.
Przed kimś się jakbym ukrywał w niewielkim pomieszczeniu, będącym prawdopodobnie łazienką. Zamiast typowego wyposażenia jak lustro, zlew, krany, były na całej ścianie zwoje grubego srebrzystego drutu. Pomiędzy tymi drutami dopatrzyłem się słów. Przeczytałem "czas". Coś mi podpowiadało, że jest to związane z podróżą w czasie. Trzeba było to jeszcze włączyć. Bałem się jednak porażenia prądem lub zbyt silnego pola elektromagnetycznego i wyszedłem.
Czytałem jakąś książkę z krótkimi tekstami różnych autorów. Jeden z nich zatytułowany był "Dziedziczka". Autorka przepraszała i chciała zwrócić uwagę na to, że "Dziedziczka" nie jest kolejną częścią "Dziedziczki Hrabiego" tylko osobną powieścią. Nie wiem po co poszedłem do siostry i dałem jej ten kawałek do przeczytania, że niby ona to miała czytać i aby czytała odpowiednie książki w odpowiedniej kolejności. Popatrzyła, ale nie chciało się jej tego czytać.





