23-02-2018, 13:31
Dwóch agentów CIA stało na balkonie i sprawdzało śnieg na płocie. Jeden z nich dotknął śnieg gołą ręką i coś go ugryzło albo raczej poraziło prądem. Wiedzieli już, że w śniegu żyją mikroorganizmy, jakieś robale (pewnie zmutowane) z kosmosu. Chcieli to oczywiście ukryć przed wszystkimi ludźmi. Obserwowałem ich i wszystkiego się domyśliłem. Jako, że ich zauważyłem zabrali mnie ze sobą. Udaliśmy się jak najszybciej do ich tajnej siedziby. Po schodach weszliśmy na górę. Weszli oni i zamknęli drzwi, miałem chyba czekać. Jakaś pani pilnująca wejścia otworzyła i zamknęła drzwi dając mi znać, że nie powinienem tam jednak wchodzić. Użyłem telekinezy i udało mi się otworzyć zamek drzwi. Była tam sala jak w szkole i uczniowie, którzy mieli zostać tajnymi agentami uczyli się z książek. Też dostałem grubą książkę. Najpierw przekartkowałem ją zauważając, że zawiera dużo kolorowych zdjęć i stwierdziłem, że zacznę ją oczywiście czytać. Książka zawierała mnóstwo zakazanych informacji, wiedzy ukrywanej przed ludzkością, przez co nie można było jej wynosić na zewnątrz. Wyszedłem na chwilę. W holu siedzieli na kanapach jacyś ludzie. Był tam mój dawny kolega. Chciałem komuś przekazać wiedzę na temat tego, że w śniegu znajdują się te robale czy wirusy, aby ktoś to wiedział, więc mu to powiedziałem. On się położył na kanapie i płakał, nie wiedziałem z jakiego dokładnie powodu. Wróciłem na górę do sali. Powiedzieli nam, że mamy na coś tam tydzień.





