18-02-2018, 12:01
Idę na piechotę do domu. Zbaczam z drogi. Idę przez błoto. Rozglądam się. Jestem w innym mieście. Przed wysokimi budynkami stoją stare drewniane domy. Zauważam faceta, który wyciera sobie głowę ręcznikiem. Ma rosną urodę. Wpadam w panikę, że weszłam do osiedla dla wybranych gdzie obca kobieta może nie być mile widziana. Podchodzi do mnie para staruszków, witają mnie ciepło, zapraszają do chaty. Siadamy przy ciemnym masywnym drewnianym stole. Znają mnie. Opowiadają o moim pochodzeniu. W lustrze widzę, że wyglądam jak Rossatti. Rozpraszam się i oglądam meble, które są w części staro dawne, a w części nowoczesne. Zaraz śni mi się praca, po tym, że mieszkam z jakimś facetem w małym domku. Na koniec chodzę po podwórku tak jak wtedy kiedy byłam dzieckiem. Przychodzi jakiś chłopak i mówi, że zaraz przyjdzie reszta. Przychodzi następny. Podaje mi rękę. Widzę twarze, co rzadko się zdarza. Szybko chcę zorganizować miejsce i przekąski dla reszty. I znowu zmiana tematu na sprawy rodzinne, ale mało pamiętam.





