Kroniki Astralnych Motyli
#27
Dzień 15


Patrzyłam w otchłań, a ona również… stop! Otchłani żadnej nie było. Przynajmniej w najbliższej okolicy mojej mojej enklawy. Wpatrywałam się w pagórek przede mną, aż ten pagórek też zaczął wpatrywać się we mnie.
Po przeczytaniu „Ciała astralnego” postanowiłam się przekonać, jaka część tej całej pokręconej treści ma coś wspólnego z rzeczywistością. Większość dość szybko musiałam odrzucić. Do tej pory nic nie wskazywało na to, że ten świat jest dodatkową warstwą częściowo przenikającą ten prawdziwy… pardon, fizyczny. Tutaj byłam wrzucona w kompletnie odrębną rzeczywistość. Nawet nie przypominało to innej PLANETY, raczej sen albo grę. Wirtualną rzeczywistość. Matrix. 
Tym samym możliwość kontaktu z innymi ludźmi, nawet ograniczoną przez przebywanie w innym wymiarze, również musiałam wykluczyć. A zatem i wywieranie na nich wpływu albo podleganie wpływom. Różne wydumane teorie o zaświatach, duchach zmarłych i reinkarnacji – których opisy niepokojąco przypominały mi relację z bad tripu po ciężkim przedawkowaniu grzybków – mogłam pominąć od razu.
Najprościej było chyba zbadać siebie. To, czym tutaj byłam. Oglądałam swoje dłonie na tle nieba doszukując się wokół nich jakiejś energetycznej otoczki. Jeśli dobrze zrozumiałam opisy, to powinnam cała otoczona być owalem z barwnego światła. Czymś, co przychodzi na myśl, gdy człowiek słyszy słowo „aura”. Nie byłam pewna, czy to też mam włożyć między bajki, czy raczej uznać, że jeszcze nie do końca rozwinął mi się astralny wzrok. Ale w końcu chyba już w tym momencie byłam tym całym ciałem astralnym, czyż nie?!
Próbując wypatrzeć coś wokół ręki, mimowolnie widziałam niebo wokół. No, w tym Powell się nie mylił, zresztą akurat na to zwróciłam uwagę już na samym początku. Światło rzeczywiście było rozproszone, tak, że niemożliwością byłoby wskazanie jego źródła.
Opuściłam rękę, jednocześnie podążając za nią wzrokiem. Potem położyłam dłoń na kolanach. Przede mną, przed pniem, na którym siedziałam, znajdowało się porośnięte trawą wzniesienie. I właśnie pomiędzy tymi trawami pojawiła się para świecących żółtawych oczu. A sam pagórek zadrżał, bo nagle postanowił sobie wyrwać się z miejsca w którym tkwił. Wyrósł ponad ziemię, wspierając się na niezgrabnych ramionach i nogach, póki nie wstał, pękaty golem, o grzbiecie i karku wciąż porośniętym trawą. Trawiasta grzywka opadała na te jego świecące oczy, próbował ją odrzucić do tyłu, potrząsając łbem. Z całego ciała posypały się grudki gleby i kamyki. Wobec tego i mnie chyba wypadało wstać.
- Żywiołak ziemi czy ki diabeł? - spytałam. Ręce miałam opuszczone wzdłuż boków, ale palce już odruchowo zgięłam w szpony i nawet nie musiałam na nie patrzeć, żeby domyślić się, że energia zaczyna otaczać dłonie lotną warstewką. Czułam to, a odczucia pomagały zachować spokój.
- Nowa w Krainie Czarów – to było raczej stwierdzenie niż pytanie. Żywiołak miał niski, dudniący głos.
- Tak to widać? - spytałam. Koniecznie siląc się na kiepski żart, jak to w takich sytuacjach bywa. Kiedy stworzenie odwzajemniło uśmiech (co wyglądało w pewien sposób rozczulająco), mnie tknęła nagła myśl. Powinnam go sprawdzić.
- A ty tutaj od kiedy? - oczywiście musiałam zachować ten swobodny ton, żeby wypadło to całkiem naturalnie.
- Nasza obecna generacja od trzystu osiemnastu Cykli.
Oczywiście tego właśnie mogłam się spodziewać, mętnej odpowiedzi, która nie mówiła mi zupełnie nic. Jeśli był wytworem mojego umysłu, nie mógłby odpowiedzieć inaczej. Ewentualnie mógłby jeszcze coś zmyślić.
- A po ludzku ile to będzie?
- W tym wypadku 299 lat, 3 miesiące i 9 dni – westchnął żywiołak – Chociaż ostatni Cykl niemiłosiernie się dłuży… Zresztą sama możesz to wszystko sprawdzić.
No cóż… Sęk w tym, że nie mogłam. I nie byłam pewna, o co mogłabym się założyć, że on doskonale o tym wiedział. No chyba, że jednak…
W którymś momencie przestałam emitować z rąk energię, nawet nie mogłam stwierdzić, kiedy dokładnie. Widocznie mój umysł nie potrafił wystarczająco zaangażować się w kilka rzeczy jednocześnie przez dłuższy czas.
Żywiołak odwrócił się, postąpił parę kroków i na chwilę znów się zatrzymał. Wymruczał coś, że jeśli zamierzam ćwiczyć, nie będzie mi przeszkadzał. A wówczas ja, ku własnemu zdziwieniu, zmieniłam zdanie. Poprosiłam, żeby zaczekał. Pozwolił mi, żebym z nim szła. Nie przeszkadało mu to, wyglądało na to, że jest mu to całkowicie obojętne. Jedynym uczuciem, jakie przez chwilę okazał, było łagodne zdziwienie. A to z kolei zdziwiło mnie – przez co tym bardziej poczułam potrzebę towarzyszenia mu w wędrówce przez las. 
Zamierzałam odtworzyć drogę do Lamgdo. Bezskutecznie szukałam jakichś znajomych punktów, ale chyba tym razem znalazłam się w kompletnie innym miejscu, chociaż początkowo miałam wrażenie, że idziemy we właściwym kierunku. Te lasy były w końcu rozległe. Kilka razy widziałam między drzewami w oddali kolumny z szaro-zielonawego kamienia a możliwe, że także jakieś mechanizmy, których z tej odległości nie mogłam rozpoznać. W takich chwilach wahałam się między przejściem dalej a podjęciem ryzyka utraty z oczu mojego przewodnika, żeby obejrzeć to z bliska. Mimo wszystko wolałam jakoś trzymać się w pobliżu żywiołaka, kamienne budowle mogły poczekać. Może któraś w końcu znajdzie się blisko naszej drogi. To było nawet trochę zabawne. Miałam do swojej dyspozycji cały ten świat, licho wie jak rozległy, a coś kazało mi kurczowo trzymać się innych istot, aby wyznaczały mi cel i prowadzącą do niego drogę.
- Zabawne albo żałosne.
Nie dałam się wkręcić w wewnętrzny konflikt. Jeśli coś było częścią mojego umysłu i mojej jaźni, ja poprzez wolę i świadomość powinnam nad tym zapanować.
(poznaj swój umysł i jego możliwości tutaj)
Próbowałam objąć myślami idącego kilka kroków przede mną żywiołaka. Kolejna próba, mój kolejny eksperyment. Musiałam jakoś sprawdzić, co rzeczywiście mnie z nim łączyło, miałam wrażenie, że od tego zależą moje zdrowe zmysły. Żywiołak był obiektem znacznie bardziej opornym niż stworzenia z mojego astralnego domu. Trudniej było w ogóle go wyczuć. Fakt, iż cały czas szliśmy krętą i czasem nierówną ścieżką raczej mi tego nie ułatwiał. Kiedy bardziej się koncentrowałam, zwalniałam, potem musiałam biec, aby nie zgubić mojego przewodnika wśród drzew, pnączy i kwitnących krzewów. Tutaj droga była kwestią raczej umowną, kiedy już dotarliśmy do miejsca, gdzie bujna roślinność była bardziej gęsta. Pod stopami uginała się miękka warstwa mchu.
Żywiołak miał tu znacznie większą swobodę ruchu. Mógł torować sobie drogę przez bardziej gęste zarośla, rozpychając je jak taran. Widziałam jak gałęzie i sznury splątanych łodyg czasem zdzierały z jego ciała grudki gleby i pył, ale nie wyglądało na to, żeby w ten sposób poniósł jakąś szkodę. Jeśli chciał, zapadał się i wnikał w glebę, gdzie kierunek jego ruchu znaczył wybrzuszający się na powierzchni wał i niekiedy umykające przed nim owady, jaszczurki i inne drobne zwierzęta. Miałam wrażenie, że w ten sposób poruszał się szybciej niż kiedy szedł zwyczajnie piechotą. 
W którymś momencie zatrzymał się. Stanął przed kamiennym słupkiem, na pierwszy rzut oka prawie niewidocznym wśród plątaniny bluszczu i innych roślin. Przykucnął, pogładził jeden z czterech boków, nie starając się odtworzyć wyrytych na nim symboli, potem położył dłoń na wierzchołku ściętym w płaski ostrosłup. Odchylił głowę i zamknął oczy, gasząc ich żółtozielone światło.
Podeszłam nieśmiało bliżej. Spróbowałam się wyciszyć i skupić na odczuwaniu. I nie ingerować, brońcie bogowie, nie przeszkadzać, tylko obserwować z boku. Z pewnością nie zdołałam tak jak żywiołak chwilę wcześniej natychmiast wejść w głęboki trans, nawet nie próbowałam. Tylko tyle, żeby cokolwiek wyczuć. A to „cokolwiek” nie było jakieś szczególne, ot tylko kilka zawirowań energii w otoczeniu, seria skoków jak bijące w brzeg fale. Nie zdziwiłabym się, gdyby ten obraz był zatarty i uproszczony przez niedoskonałość moich nierozwiniętych jeszcze bardziej subtelnych zmysłów. Pewnie powinnam się, jak to określali niektórzy DOSTROIĆ.
Ziemia wybrzuszyła się w dwóch miejscach w pobliżu i coś ruszyło w naszą stronę. 
Spokojnie, tylko spokojnie. Skoro żywiołak pozostawał w transie (a ani przez chwilę nie zwątpiłam, że doskonale zdawał sobie sprawę, że nie jesteśmy tu sami), raczej nie było to nic groźnego. To tylko… no oczywiście. Z ziemi wynurzyły się dwa kolejne żywiołaki. I one też nie zdołały zachować całkowitej obojętności, mój widok tutaj chociaż na krótką chwilę ich zaskoczył. Aż poczułam potrzebę wytłumaczenia się, że w niczym przeszkadzać nie zamierzam, ja tak tylko chodzę i się przyglądam. Że tylko winni się tłumaczą? Cóż, pewnie zawsze mogli to jakoś SPRAWDZIĆ. Gdyby nie stracili mną zainteresowania jeszcze szybciej. Poczekali chwilę na tego pierwszego żywiołaka i teraz razem kontynuowali marsz. I skoro do mnie nic najwyraźniej nie mieli, dalej za nimi podążałam. Patrząc na ich niezgrabny, sztywny chód mogłam chociaż częściowo zapomnieć o kompleksach, jakich nabawiłam się wobec driad. Przy tej trójce stąpałam lekko jak primabalerina. Teren czasem wymuszał na mnie skoki nad rowami albo balansowanie na leżących pniach. Żywiołaki w takich sytuacjach po prostu integrowały się ze swoim żywiołem i przeszkody przestawały dla nich istnieć.
Kolejny raz zatrzymaliśmy się na wzniesieniu, gdzie las miejscowo się przerzedzał. Jak to na terenie mniej zasłoniętym przez drzewa, więcej rosło tu krzewów i kwiatów. Niby norma, ale tutaj zwróciło moją uwagę. Jakie to miało znaczenie, skoro przy tym rozproszonym świetle w lesie nie było tak znacznie ciemniej? Jakąś różnicę czułam, ale była właściwie nieistotna.
Powell twierdził, że w tych astralnych i mentalnych światach źródłem światła było Słońce. Hmmm, cóż, nie byłabym tego taka pewna. Odkąd tu pierwszy raz trafiłam, nie widziałam Słońca, żadnego innego ciała niebieskiego zresztą też. Czy w ogóle tutaj kiedykolwiek zapadała noc?!
W pobliżu znajdowała się prostopadłościenna budowla z szaroniebieskiego kamienia. Na jednym z krótszych boków znajdowały się rzeźbione w koncentryczne owale drzwi, także kamienne, chociaż znacznie bardziej gładkie, zagłębione w niszy tworzonej przez zagłębienie ściany, dwa filary po obu stronach, oparte na nich niewielkie zadaszenie i sięgający nieco dalej do przodu podest. Na skraju podestu i wokół drzwi wmurowano mozaikowe czerwono-zielone płytki. Na pierwszy rzut oka konstrukcja wydawała się niepozorna, ale po chwili odnalazłam kilkanaście metrów dalej podobny prostopadłościan, niższy, bardziej zanurzony w ziemi. Dalej kolejne, niektóre połączone, fragmenty budowli, ukryte wśród drzew, bardziej złożone, ozdobione wieżyczkami i płaskorzeźbami. Byłam właściwie pewna, że w rzeczywistości poprzez wyższe wymiary połączone są ze sobą wszystkie elementy. Żeby to zobaczyć musiałabym pewnie wejść do środka. Na szczęście miałam na to czas. Wyglądało na to, że żywiołaki zamierzały zatrzymać się tu na dłużej. 
Widziałam, jak rozglądały się po okolicy. Badały ją. To było chyba właściwe określenie. Najbardziej ich uwagę zwracały słupki albo okrągłe kamienne płyty na ziemi, z wyrytymi symbolami, nieraz dodatkowo podkreślonymi lekko świecącym barwnikiem. Zatrzymały się także na chwilę, kiedy trafiły na małe zbiorowisko Mechanicznych Grzybów. Kładły dłonie na tych obiektach i koncentrowały się, albo na chwilę wchodziły w trans. Przekazywały energię? Bardziej kojarzyło mi się to z jakimś systemem łączności, nadawaniem sygnału. Nie miałam za bardzo możliwości skanowania ich umysłem w takich chwilach, nie potrafiłam wystarczająco wyciszyć myśli przez ten czas, kiedy któryś z żywiołaków pozostawał w tym stanie.
Pozwalałam sobie na oddalanie się od łąki na wzniesieniu maksymalnie na taki dystans, na jaki odchodziły żywiołaki podczas swoich działań. Nie czułam, żeby to mnie zbytnio ograniczało. Krążyłam między drzewami, po prostu podziwiając widoki wokół. Znów pomyślałam o teoriach Powella – nie on jeden zapewne je głosił – jakoby to wszystko nakładało się na fizyczny świat. A figa i guzik z pętelką! Gdzie niby miałoby się znajdować takie nieskalane destrukcyjną ludzką działalnością miejsce?! Te budowle, nieodkryte, nieogrodzone barierkami, ewentualnie z ograniczonym i bardzo kosztownym dostępem. Przecież tego by tak nie zostawili, rozdrapaliby jak sępy, wyssali duszę do cna, albo w imię wiedzy, albo zysków. O, tak! Siła jest na dziwów, lecz nad wszystkie sięga dziwy człowieka potęga!
Z gałęzi drzewa przyglądało mi się jakieś brunatne skulone stworzenie z długim ogonem, kilkakrotnie większe od wiewiórki. Kiedy podeszłam bliżej, zwinnie wspięło się po pniu na wyższe gałęzie, ale nadal stamtąd na mnie patrzyło, bardziej zaciekawione niż przestraszone. Nieco dalej natknęłam się na coś podobnego do gigantycznej ropuchy z oczami na szypułkach i wyrastającymi z grzbietu szarymi grzybami. Najwięcej było owadów, dosłownie wszędzie, gdzie tylko się obejrzałam. Różnej barwy i wielkości, niektóre naprawdę niepokojąco wyrośnięte. Na szczęście dla mnie były bardziej zainteresowane tym czy innym gatunkiem spośród dość licznie występujących tu kwiatów. Na ziemi przysiadł gad-ptak o niebieskich piórach. Tym razem chyba nie pojawił się nikt, kto zdołałby siłą umysłu go powstrzymać, dlatego drapieżnik w spokoju pożywiał się właśnie szczątkami jakiegoś gryzonia o jasnej sierści. Niedługo potem natrafiłam na samotną driadę kawałek dalej, pośród wysokich krzewów paproci. Jakoś tak bardzo nie dawało mi to spokoju, że musiałam spytać o tego-gada ptaka. Pierwszą odpowiedzią driady było zdumione spojrzenie. Najwyraźniej nie wiedziała, o co w ogóle mi chodziło.
- No, polują – powiedziała w końcu – Taki jest porządek rzeczy.
- I nie próbujecie ich powstrzymywać? - spytałam. Driada była w tym momencie bardziej zainteresowana dwumetrową rośliną o częściowo zdrewniałym pniu, od którego odchodziły liście-kwiaty zwinięte w otwarte na końcach stożkowate rożki, jasnozielone u nasady, dalej coraz bardziej niebieskie, przechodzące w błękitnawą szarość w bordowe cętki. Driada sięgnęła do jednego z takich kielichów i nachyliła go tak, aby mogła pić zebraną w nim przejrzystą ciecz lekko zabarwioną na fioletowo.
Uznałam, że to nie jest trujące i sama chwyciłam inny kielich. Płyn smakował trochę podobnie do wody brzozowej, tylko smak był bardziej wyczuwalny. Zdałam sobie w tym momencie sprawę, że w tym świecie nie odczuwałam głodu ani pragnienia. Jedzenie i napoje wydawały się istnieć tutaj nie dla zaspokajania jakichś potrzeb ale dla przyjemności odczuwania smaków. Nie byłam całkowicie pewna, ale jak dotąd wszystko na to wskazywało.
Próbowałam jeszcze wypytywać driadę o scenę, której te parę dni wcześniej byłam świadkiem, ale zrezygnowałam. Tyle zrozumiałam, że wtedy była to jakaś sytuacja jednorazowa. Zaistniał powód, dla którego tamta driada powstrzymała gada-ptaka. Potrzeba sytuacji.
Wróciłam na wzniesienie. Wybrałam sobie akurat dobry moment, żeby dostąpić zaszczytu oglądania jak jeden z żywiołaków częściowo traci spójność swojego utworzonego z wilgotnej ziemi i roślinnych szczątków ciała, rozmywa się na chwilę w nieco bardziej bezpostaciową masę, po czym rozdziela na dwie części, z których każda szybko przybrała podobny kształt ziemnego golema. Dwie istoty były mniejsze od pierwszego żywiołaka przed podziałem, ale bardzo nieznacznie. Na pewno nie był to podział materii na dwie połowy. Jeden z nich szybkim krokiem ruszył w dół wzniesienia i zniknął w lesie po przeciwnej stronie, drugi przykucnął, podpierając się rękami. Zaniepokojona, podeszłam bliżej i położyłam mu dłoń na ramieniu.
- Wszystko w porządku? - spytałam. Pomyślałam, że gdybym miała większą wprawę, w razie potrzeby mogłabym przekazać mu trochę energii.
- A dlaczego miałoby nie być? - odpowiedział pytaniem.
- To było trudne? - spytałam – To znaczy… no wiesz…
Wykonałam ręką gest który mógł oznaczać wszystko albo nic. Żywiołak uśmiechnął się.
- Nie. To jest naturalne. A ty chyba naprawdę jesteś tu nowa.
Kiedy w polu widzenia pojawił się kolejny żywiołak (nie było chyba sposobu, żeby ich odróżniać), uznałam, że mogę chyba bez obaw odejść. Tego siedzącego na łące wolałam mimo jego zapewnień nie zostawiać całkiem samego.
Przeszłam w końcu przez te kamienne drzwi. Było to tak jak przy wchodzeniu do astralnego domu, na chwilę wessała mnie czerń i nicość. Po drugiej stronie czekało na mnie wnętrze w barwach brązu i szarego błękitu, podobnego jak kamienna budowla z zewnątrz. Tu jednak powierzchnie były gładkie, w dotyku trochę podobne do marmuru. Znajdowałam się na początku szerokiego korytarza, ciągnącego się znacznie dalej niż oglądany z zewnątrz kamienny prostopadłościan tej części budowli. Posadzka tworzyła coś w rodzaju mostu, z obu stron do ścian brakowało ponad metra, a w dole widziałam bezdenną przepaść. Wzdłuż ścian przebiegały grube pionowe rury, niektóre wykonane z podobnego gładkiego brązowego kamienia, inne przejrzyste, szklane albo z jakiegoś rodzaju kryształu. Rury zebrane były w grupy po kilka, rozmieszczone w regularnych odstępach. Sufit tworzył krajobraz przenikających się wielościennych brył, prętów i bruzd, wszystko w kolorze zbliżonym do miedzi. Kryształy różnych kształtów i rozmiarów rozmieszczone na tej przestrzennej strukturze, połączone lekko wypukłymi liniami, jakby ścieżkami na płytce drukowanej, tworzyły skomplikowany wzór podobny do Drzewa Życia. Pomiędzy tymi barwnymi punktami, po ścieżkach co jakiś czas przebiegały iskry, od jednego kryształu do drugiego, wzdłuż całej długości linii.
Przeszłam dalej, odkrywając kilka pomieszczeń, w większości dużo mniejszych niż ten korytarz. W jednej komnacie, pustej z wyjątkiem szerokiego filara pośrodku, praktycznie całe ściany i sam filar pokryte były pionowymi rzędami run. W innych pomieszczeniach widziałam kamienne maszyny, przenikane przez włókna pulsującej tkanki, rozrośniętej jak korzenie albo żyły, wnikającej końcówkami dalej w podłogę i ściany. W centralnej części dwóch takich maszyn skupiska tkanki były bardziej zorganizowane, tworząc trudne do rozpoznania organy. 
Wycofałam się i opuściłam budynek, odrzucając lekką pokusę zagłębiania się dalej. Nie chodziło o strach, nie sądziłam, że mam się tutaj czego bać, zwyczajnie nie byłam pewna, jak daleko mogły się ciągnąć te korytarze i komnaty i ile czasu upłynie, zanim znajdę drogę powrotną do wyjścia.
Przed wyjściem czekało na mnie dwóch żywiołaków. Jeden z rozbawieniem spytał, co robiłam, przy okazji poinformował mnie, że miejsce, które przed chwilą zwiedzałam nazywa się Drakkut. Miło wiedzieć.
- Czasami dobrze się zastanowić i wiedzieć, gdzie się włazi – stwierdził drugi żywiołak – Żeby potem nie było niemiłego zaskoczenia, kiedy nagle wessie cię czarna dziura.
- Jaka czarna dziura?
- Nie traktuj go poważnie – odrzekł pierwszy żywiołak – Tylko żartował, nowa.
- Maddigan – poprawiłam odruchowo – Nazywam się Maddigan.
Dopiero jakiś czas później dotarło to do mnie. Nieistotna, zdawałoby się rzecz, łatwa do przeoczenia błahostka. Żywiołaki nie znały mojego imienia. W przeciwieństwie do stworzeń na moim terenie chyba nie wiedziały, kim jestem.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Wiadomości w tym wątku
Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-08-2017, 17:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 21-08-2017, 18:11
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-08-2017, 18:22
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-08-2017, 02:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-09-2017, 23:44
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 03-09-2017, 10:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-10-2017, 23:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-10-2017, 01:31
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-11-2017, 00:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 02-11-2017, 21:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-11-2017, 21:43
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 02-11-2017, 23:27
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 03-11-2017, 00:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-11-2017, 20:54
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-11-2017, 03:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-11-2017, 04:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-12-2017, 03:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-12-2017, 03:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-12-2017, 01:58
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 01-01-2018, 20:40
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-01-2018, 23:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 13-01-2018, 22:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 14-01-2018, 13:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-01-2018, 23:16
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 25-01-2018, 20:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-01-2018, 18:20
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 11-02-2018, 20:24
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 12-02-2018, 17:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 12-02-2018, 21:46
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Skipper - 15-02-2018, 00:30
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-02-2018, 00:38
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Skipper - 15-02-2018, 00:50
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-02-2018, 19:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 27-02-2018, 00:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 05-03-2018, 17:44
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Solnik - 05-03-2018, 18:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 08-03-2018, 22:16
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-03-2018, 15:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 30-06-2018, 21:13
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 01-07-2018, 22:34
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-07-2018, 23:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-11-2018, 19:41
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 29-11-2018, 21:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-11-2018, 21:56
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 29-11-2018, 22:10
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-12-2018, 00:50
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 26-12-2018, 13:08
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2019, 00:26
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 04-03-2019, 19:54
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2019, 21:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-04-2019, 23:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-07-2019, 22:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-08-2019, 00:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-11-2019, 00:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-11-2019, 18:20
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 30-11-2019, 03:10
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-12-2019, 12:28
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-12-2019, 23:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 11-12-2019, 19:58
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 12-12-2019, 13:01
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-12-2019, 23:11
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-12-2019, 02:30
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-12-2019, 02:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 06-01-2020, 23:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 08-01-2020, 19:12
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-01-2020, 23:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-01-2020, 00:57
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-01-2020, 21:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 23-01-2020, 22:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 24-01-2020, 13:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-02-2020, 03:22
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-02-2020, 22:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-02-2020, 01:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 22-02-2020, 03:36
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2020, 02:13
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 05-03-2020, 23:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 06-03-2020, 20:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-04-2020, 23:26
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 28-04-2020, 01:17
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 28-04-2020, 11:25
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 24-03-2021, 22:38
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 31-12-2021, 15:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-01-2022, 02:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-01-2022, 14:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 17-01-2022, 20:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 11-09-2022, 11:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-09-2022, 02:04
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-07-2023, 16:17

Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  iSenowe Kroniki Filmowe Slavia 6 3,944 12-05-2018, 22:40
Ostatni post: Slavia

Skocz do:

UA-88656808-1