06-02-2018, 17:15
Przebywałam w wielkim domu, prawie willi, zbudowanym na grobli pomiędzy jakimiś dużymi zbiornikami wodnymi, według fabuły należącym do mojej mamy. Zbliżało się lato a wraz z nim jakieś święto. Potocznie mama mówiła na to Święto Owsa. Miałyśmy porządkować dom, chociaż nie było tam właściwie nic do sprzątania, ogromne pokoje były praktycznie puste. W jednym takim bardzo wysokim pomieszczeniu z jasnym parkietem i rzędem wąskich długich okien na jednej ścianie, mama zaczęła zasuwać purpurowe zasłony. Spytałam ją, po co to robi i jak sobie wyobraża taką ciemność w domu w święta. Wyjaśniła mi, że jak nie wpuści się latem światła do środka domu, w pomieszczeniach nie będzie się nadmiernie nagrzewać.
===============================================================
Stałam przed domem nauczyciela w miejscowości, w której wcześniej mieszkałam. Trzypiętrowy blok wyglądał trochę jak podniszczona kamienica z surrealistycznego horroru, wydawał się też niższy niż w rzeczywistości. W sennej adaptacji balkony znajdowały się od strony podwórza, nie miały barierek i były jakoś podwieszone na łańcuchach, zamiast być dobudowane do ściany. Łatwo było z czegoś takiego spaść prosto na żwir na dole. Ja stałam na najwyższym balkonie, na niższym - i w jakiś sposób umieszczonym nieco dalej od ściany - stała jedna z moich koleżanek ze szkoły podstawowej. Tutaj miałyśmy chyba jakieś kilkanaście lat. Koleżanka, sięgając w górę, trzymała mnie za nogę i próbowała ściągnąć na dół. Ja stawiałam opór, żeby nie skończyć na podwórzu. Zdołałam się uwolnić i przeskakując po innych balkonach i podwieszanych półkach, zeszłam na schodki przed wejściem na klatkę. Obok stała inna moja koleżanka z podstawówki, będąca w przeszłości moim wrogiem. Zaczęła krzyczeć na tę pierwszą, że co jej odbiło, czy naprawdę chciała mnie zrzucić z drugiego piętra. Byłam tym zaskoczona, bo zupełnie nie spodziewałam się, że to ona będzie mnie bronić, już prędzej oczekiwałabym sytuacji odwrotnej.
===============================================================
Ja, X., V. i parę osób mieliśmy dostać się do starej Jaskini Nerdów. Poszliśmy na ich wydział, przeszliśmy skręcający w lewo korytarz. Wokół przechodziło mnóstwo osób. Myślałam coś o tym, żeby wczuć się w swoją intuicję, to będę wiedzieć, w którą stronę dalej iść. Później pomyślałam, że to jest bezcelowe, bo przecież ja w rzeczywistości żadnych paranormalnych zdolności nie posiadam i to właściwie zawsze było tylko zwykłe zgadywanie a nie nadprzyrodzona wiedza. Za którymś zakrętem korytarza zatrzymaliśmy się. Ktoś z nas powiedział, że od czasu remontu nie da się normalnie dostać do Jaskini Nerdów, bo gdzieś po drodze przejście zostało zamurowane. Postanowiliśmy zatem wysadzić tę ścianę w powietrze za pomocą zbudowanej przez nas bomby, aktywowanej przez program napisany przez któregoś z Nerdów. Rozstawiliśmy się na środku korytarza z całym tym złomem i zaczęliśmy go składać do kupy. Jakoś tak to wyglądało, że główny element V. postawił na podłodze przed sobą i stał pochylony, grzebiąc w tym. Potrzebował drugiej osoby, żeby potrzymała tam coś z dwóch stron. Poprosił mnie, bo akurat stałam naprzeciwko. Bałam się to zrobić, bo jednym z elementów tego ustrojstwa były naczynia z grubego szkła i rurki z wrzątkiem. Nie byłam pewna, czy w trakcie uruchamiania tego nie wyleje mi się to na ręce. Z drugiej strony nie chciałam okazać, że im nie ufam albo nie wierzę w powodzenie planu. Jak spróbowaliśmy to ruszyć, pojawił się w powietrzu między nami hologram pokazujący kolejne kroki odpalania programu, który pokazał, że na dość wczesnym etapie coś nie poszło, po czym zrobił się kolorowy i zaczęły pojawiać się chińskie napisy jak na koniec jakiegoś anime.
# Taaaak, ostatnio znów wróciłam do oglądania filmów Miyazakiego
===============================================================
Stałam przed domem nauczyciela w miejscowości, w której wcześniej mieszkałam. Trzypiętrowy blok wyglądał trochę jak podniszczona kamienica z surrealistycznego horroru, wydawał się też niższy niż w rzeczywistości. W sennej adaptacji balkony znajdowały się od strony podwórza, nie miały barierek i były jakoś podwieszone na łańcuchach, zamiast być dobudowane do ściany. Łatwo było z czegoś takiego spaść prosto na żwir na dole. Ja stałam na najwyższym balkonie, na niższym - i w jakiś sposób umieszczonym nieco dalej od ściany - stała jedna z moich koleżanek ze szkoły podstawowej. Tutaj miałyśmy chyba jakieś kilkanaście lat. Koleżanka, sięgając w górę, trzymała mnie za nogę i próbowała ściągnąć na dół. Ja stawiałam opór, żeby nie skończyć na podwórzu. Zdołałam się uwolnić i przeskakując po innych balkonach i podwieszanych półkach, zeszłam na schodki przed wejściem na klatkę. Obok stała inna moja koleżanka z podstawówki, będąca w przeszłości moim wrogiem. Zaczęła krzyczeć na tę pierwszą, że co jej odbiło, czy naprawdę chciała mnie zrzucić z drugiego piętra. Byłam tym zaskoczona, bo zupełnie nie spodziewałam się, że to ona będzie mnie bronić, już prędzej oczekiwałabym sytuacji odwrotnej.
===============================================================
Ja, X., V. i parę osób mieliśmy dostać się do starej Jaskini Nerdów. Poszliśmy na ich wydział, przeszliśmy skręcający w lewo korytarz. Wokół przechodziło mnóstwo osób. Myślałam coś o tym, żeby wczuć się w swoją intuicję, to będę wiedzieć, w którą stronę dalej iść. Później pomyślałam, że to jest bezcelowe, bo przecież ja w rzeczywistości żadnych paranormalnych zdolności nie posiadam i to właściwie zawsze było tylko zwykłe zgadywanie a nie nadprzyrodzona wiedza. Za którymś zakrętem korytarza zatrzymaliśmy się. Ktoś z nas powiedział, że od czasu remontu nie da się normalnie dostać do Jaskini Nerdów, bo gdzieś po drodze przejście zostało zamurowane. Postanowiliśmy zatem wysadzić tę ścianę w powietrze za pomocą zbudowanej przez nas bomby, aktywowanej przez program napisany przez któregoś z Nerdów. Rozstawiliśmy się na środku korytarza z całym tym złomem i zaczęliśmy go składać do kupy. Jakoś tak to wyglądało, że główny element V. postawił na podłodze przed sobą i stał pochylony, grzebiąc w tym. Potrzebował drugiej osoby, żeby potrzymała tam coś z dwóch stron. Poprosił mnie, bo akurat stałam naprzeciwko. Bałam się to zrobić, bo jednym z elementów tego ustrojstwa były naczynia z grubego szkła i rurki z wrzątkiem. Nie byłam pewna, czy w trakcie uruchamiania tego nie wyleje mi się to na ręce. Z drugiej strony nie chciałam okazać, że im nie ufam albo nie wierzę w powodzenie planu. Jak spróbowaliśmy to ruszyć, pojawił się w powietrzu między nami hologram pokazujący kolejne kroki odpalania programu, który pokazał, że na dość wczesnym etapie coś nie poszło, po czym zrobił się kolorowy i zaczęły pojawiać się chińskie napisy jak na koniec jakiegoś anime.
# Taaaak, ostatnio znów wróciłam do oglądania filmów Miyazakiego





