11-01-2018, 21:09
Akcja działa się niby w nieokreślonej przyszłości, ale część osób była starsza o kilka lat niż na jawie a część chyba młodsza. Przebywaliśmy w czymś pomiędzy dużym kilkupiętrowym domem a poczekalnią, mającą połączenie z jakąś salą/świetlicą i chyba jeszcze z jakimś biurem. Część wyglądała trochę jak dom mojej dalszej rodziny, tylko wystrój był nieco bardziej mroczny.
Miałam brać ślub. Tylko z jakiegoś powodu nie z moim chłopakiem - który według fabuły niby nadal był moim chłopakiem - tylko z synem sąsiadów rodziców. Jak się z nim spotkałam, to wtedy wyczułam te niezgodności w wieku poszczególnych postaci. W domu gromadziło się coraz więcej członków mojej bliższej i dalszej rodziny. Zjeżdżali się, aby być na weselu. I więcej czasu upływało, tym bardziej miałam uczucie, że coś jest nie tak, nie zgadza się.
Jeszcze przed ślubem tańczyłam w salonie w tej części wyglądającej na dom. Patrzyłam na mojego przyszłego męża i miałam przy tym świadomość, że przecież kocham innego i to za tamtego powinnam wyjść.
# Słabo zapamiętany fragment, ale coś mi się wydaje, że z kimś tam o tym rozmawiałam.
Później siedziałam na ławce w tej części budynku wyglądającej na poczekalnię. Zakładałam swoją suknię. Była szara, z błyszczącego materiału, z jakiegoś powodu była w kilku częściach. Myślałam o tych przesądach, że pan młody nie powinien widzieć sukni panny młodej, dopiero przed samym ślubem. Wokół stało kilka osób z mojej rodziny. W tym człowiek, który niby był moim ojcem - zupełnie inna osoba niż w realu.
Im mniej czasu zostawało, tym bardziej się wahałam. Miałam ochotę się z tego wszystkiego wycofać. Przynajmniej do momentu, kiedy zrozumiem co właściwie jest nie tak. Jak już prawie miałam iść do urzędu, wpadłam w panikę. Zaczęłam udawać, że jestem chora, że czuję się nie najlepiej. Wykręcałam się, chciałam zyskać na czasie. W końcu jakoś ślub został odwołany.
W pobliżu był mój chłopak. Jak z nim rozmawiałam, miałam wrażenie nieco większej kontroli nad tym dziwnym biegiem wydarzeń.
============================================
Byłam na biwaku z rodzicami i siostrą. Jednocześnie na tym samym terenie był jakiś obóz młodzieżowy. Namioty były rozbite w dziwnym miejscu, na takim wycinku zieleni z drzewami między ulicami i chodnikami. Razem z grupą młodych ludzi obchodziliśmy ten niewielki teren dookoła.
W którymś momencie na tym terenie, blisko jego krawędzi pojawiły się białe świecące linie, tworzące kwadrat, ograniczające jakby ten obszar. Był to odpowiednik jakiegoś rodzaju rytualnego kręgu. W centrum kwadratu i od wewnątrz przy jego rogach na ziemi znajdowały się magiczne symbole. Stojąc przy bokach kwadratu, na zewnątrz, czekaliśmy aż wszyscy się zbiorą i będziemy mogli zacząć satanistyczne rytuały.
Później razem z grupką tych młodych osób stałam na stacji w pobliżu miejsca biwaku. Czekaliśmy na pociąg, mieliśmy złe przeczucia, wiedzieliśmy, że w tym miejscu często przytrafiają się awarie i wypadki. Przyjechał pociąg, wagony miał częściowo odkryte, bez dachu, był ciemnoszary, jakby cały równo pokryty kurzem i rdzą. Wsiedliśmy do wagonu. Wnętrze przypominało plac budowy z rusztowaniami. Ruszyliśmy i wjechaliśmy w pobliski tunel.
W myślach pojawił mi się obraz, coś jak komputerowo animowany schemat szyn, sieci trakcyjnej i innych urządzeń. Potem pociąg się zatrzymał. Ktoś powiedział, że ustał dopływ prądu.
Zaczęliśmy coraz bardziej się niepokoić. Mieliśmy mgliste przeczucie, że jak dłużej pozostaniemy w tym tunelu, stanie się coś strasznego - że powietrze się skończy, tunel wypełni się toksycznym gazem albo płomieniami.
# Obudziłam się zanim okazało się, czy coś się stanie i co to miało być.
Miałam brać ślub. Tylko z jakiegoś powodu nie z moim chłopakiem - który według fabuły niby nadal był moim chłopakiem - tylko z synem sąsiadów rodziców. Jak się z nim spotkałam, to wtedy wyczułam te niezgodności w wieku poszczególnych postaci. W domu gromadziło się coraz więcej członków mojej bliższej i dalszej rodziny. Zjeżdżali się, aby być na weselu. I więcej czasu upływało, tym bardziej miałam uczucie, że coś jest nie tak, nie zgadza się.
Jeszcze przed ślubem tańczyłam w salonie w tej części wyglądającej na dom. Patrzyłam na mojego przyszłego męża i miałam przy tym świadomość, że przecież kocham innego i to za tamtego powinnam wyjść.
# Słabo zapamiętany fragment, ale coś mi się wydaje, że z kimś tam o tym rozmawiałam.
Później siedziałam na ławce w tej części budynku wyglądającej na poczekalnię. Zakładałam swoją suknię. Była szara, z błyszczącego materiału, z jakiegoś powodu była w kilku częściach. Myślałam o tych przesądach, że pan młody nie powinien widzieć sukni panny młodej, dopiero przed samym ślubem. Wokół stało kilka osób z mojej rodziny. W tym człowiek, który niby był moim ojcem - zupełnie inna osoba niż w realu.
Im mniej czasu zostawało, tym bardziej się wahałam. Miałam ochotę się z tego wszystkiego wycofać. Przynajmniej do momentu, kiedy zrozumiem co właściwie jest nie tak. Jak już prawie miałam iść do urzędu, wpadłam w panikę. Zaczęłam udawać, że jestem chora, że czuję się nie najlepiej. Wykręcałam się, chciałam zyskać na czasie. W końcu jakoś ślub został odwołany.
W pobliżu był mój chłopak. Jak z nim rozmawiałam, miałam wrażenie nieco większej kontroli nad tym dziwnym biegiem wydarzeń.
============================================
Byłam na biwaku z rodzicami i siostrą. Jednocześnie na tym samym terenie był jakiś obóz młodzieżowy. Namioty były rozbite w dziwnym miejscu, na takim wycinku zieleni z drzewami między ulicami i chodnikami. Razem z grupą młodych ludzi obchodziliśmy ten niewielki teren dookoła.
W którymś momencie na tym terenie, blisko jego krawędzi pojawiły się białe świecące linie, tworzące kwadrat, ograniczające jakby ten obszar. Był to odpowiednik jakiegoś rodzaju rytualnego kręgu. W centrum kwadratu i od wewnątrz przy jego rogach na ziemi znajdowały się magiczne symbole. Stojąc przy bokach kwadratu, na zewnątrz, czekaliśmy aż wszyscy się zbiorą i będziemy mogli zacząć satanistyczne rytuały.
Później razem z grupką tych młodych osób stałam na stacji w pobliżu miejsca biwaku. Czekaliśmy na pociąg, mieliśmy złe przeczucia, wiedzieliśmy, że w tym miejscu często przytrafiają się awarie i wypadki. Przyjechał pociąg, wagony miał częściowo odkryte, bez dachu, był ciemnoszary, jakby cały równo pokryty kurzem i rdzą. Wsiedliśmy do wagonu. Wnętrze przypominało plac budowy z rusztowaniami. Ruszyliśmy i wjechaliśmy w pobliski tunel.
W myślach pojawił mi się obraz, coś jak komputerowo animowany schemat szyn, sieci trakcyjnej i innych urządzeń. Potem pociąg się zatrzymał. Ktoś powiedział, że ustał dopływ prądu.
Zaczęliśmy coraz bardziej się niepokoić. Mieliśmy mgliste przeczucie, że jak dłużej pozostaniemy w tym tunelu, stanie się coś strasznego - że powietrze się skończy, tunel wypełni się toksycznym gazem albo płomieniami.
# Obudziłam się zanim okazało się, czy coś się stanie i co to miało być.





