Kroniki Astralnych Motyli
#7
Dzień 3


Szłam powoli przez łąkę, oddalając się od domu. Mojego domu. Mojej własnej, osobistej, prywatnej przestronnej rudery. Jednym słowem – żyć nie umierać!
Trawa była tu wyższa, miałam też wrażenie, że jej kolor jest jaśniejszy i bardziej naturalny, ale równie dobrze mogło to być kwestią przyzwyczajenia. Więc szłam wśród tej trawy, naturalnej czy nie, dziarskim krokiem, czując tę niezwykłą lekkość, jaką może dawać inna grawitacja. Nawet dla próby kilka razy podskoczyłam. Mogłam sobie na to pozwolić, bo akurat dzisiaj jak dotąd nie widziałam ani nie wyczułam Kiri nigdzie w pobliżu. Starałam się wsłuchiwać w swoje wnętrze, oczekując owych sławetnych głosów w głowie, ale nic, cisza. 
Wśród traw coś błysnęło. Marszcząc czoło spojrzałam w tamtym kierunku. Gdyby coś się poruszało, zapewne ujrzałabym kolejny błysk, nic takiego jednak nie nastąpiło. Teraz się zatrzymałam, więc to była kwestia mojego ruchu. Cofnęłam się o krok. A potem, zdziwiona nielogicznością takiego swojego postępowania, po prostu ruszyłam w tamtym kierunku. 
Trudno powiedzieć, czego właściwie się spodziewałam, ale z pewnością nie tego. Nie zestawu szklanych kloszy, niektórych częściowo zanurzonych w glebie, innych wspartych na miniaturowych ażurowych rusztowaniach. Niektóre elementy łączyły się z innymi cienkimi prostymi lub spiralnymi rurkami, zauważyłam też w tej konstrukcji kilkanaście drobnych kółek zębatych, obracających się dość szybko. W zamkniętych szklanych elementach czasem widziałam przepływ jakichś cieczy albo lekko świecących obłoków gazu.
Ha! Czyżbym odkryła elementy maszynerii napędzającej ten Matrix? Mechaniczne Grzyby Astralu…
Postukałam paznokciem w jeden z kloszy, potarłam palcami, zostawiając na krótką chwilę ślad podobny do skroplonej pary. Miałam wrażenie, że kiedy przez jakiś czas usilnie wpatrywałam się w jeden z kręcących się trybików, on nieco zwolnił a potem zaczął obracać się szybciej niż na początku. Nie wiem, czy w jakikolwiek sposób ja wywarłam na to wpływ. Byłam prawie pewna, że gdybym teraz spróbowała się skoncentrować, czy zrobić cokolwiek, żeby wpłynąć na ruch któregoś z trybików, nie osiągnęłabym żadnego efektu. Może gdybym wiedziała, CO konkretnie zrobić, podjęłabym kilka prób, ale na razie byłoby to działanie zupełnie na oślep. Nawet jak dla mnie kompletnie bezcelowe. Ach, uroki telekinezy… Ruszyłam więc dalej, chwilowo dając temu spokój. Trzymałam się mniej więcej obranego wcześniej kierunku – ku lasowi, ciągnącemu się za wzgórzem na którym stał mój astralny dom. Widziałam go, pierwsze, rzadkie jeszcze drzewa zaczynały się kilkadziesiąt metrów od miejsca, w którym teraz stałam. Miałam wrażenie, że czuję jego zapach, woń wilgotnych igieł i coś jeszcze. Może to nie tylko o zapach chodziło? Mimowolnie pomyślałam o czymś, co niektórzy nazywali pozytywnymi wibracjami. Głupie, zbyt pretensjonalne określenie, ale jakoś tak pasowało. Przyspieszyłam kroku. Trawy były tu częściowo wyschnięte, całe połacie kładły się na ziemi. Teren zrobił się nierówny, głównie opadał, ale co jakiś czas ponad poziom wyrastała mniejsza czy większa górka. Minęłam głębokie koleiny, jakby pozostałości strumieni, które kiedyś pojawiły się tu po ulewnym deszczu. Wokół siebie miałam pojedyncze, raczej stare drzewa. Przyjrzałam się im podejrzliwie, szukając śladów tej nieprzyjemnej fraktalnej regularności. Nawet, kiedy miałam wrażenie, że dostrzegam nienaturalnie symetryczne fragmenty gałęzi, występowały one lokalnie, na bardzo niewielką skalę.
- No, coraz lepiej ten Matrix się renderuje – mruknęłam pod nosem. Zaraz też zamarłam, zastanawiając się, czy mówiąc sama do siebie, nie obudzę zaraz głosów w mojej głowie. Czy nie obudzę Kiri.
Kilka metrów przed sobą miałam nagły uskok, teren tworzył tu ponad dwumetrową skarpę. Nieco dalej w lewo opadał bardziej łagodnie, tak, że bez problemu dało się zejść niżej, ale mnie chwilowo zainteresowało coś zupełnie innego. Lekko zaskakującego, kiedy natknęłam się na to tak nieoczekiwanie. W pewnej odległości za krawędzią skarpy unosiła się w powietrzu drewniana skrzynka, sześcienna, o boku nieco dłuższym niż pół metra. A za nią, w pewnej odległości następna. I kolejna i jeszcze kilka w rzędzie, obniżającym się nieco. Wszystkie praktycznie takie same, jasne, o żółtawym odcieniu, groteskowe jak animacja. A ja grałam w dzieciństwie w wystarczająco dużo gier, żeby wiedzieć, co powinnam w tej sytuacji zrobić. Zignorowałam więc łagodnie opadające zbocze na lewo i ruszyłam naprzód, licząc, że zdołam wykorzystać możliwości tutejszej słabszej grawitacji. Jakoś łatwo było mi myśleć, że tu nic nie dzieje się naprawdę. Nie, żebym była tego pewna, nikt dotąd mi tego nie powiedział. Także Kiri, ale skoro ona była częścią mojej podświadomości, raczej nie wiedziała więcej niż ja. Mogłabym kierować się intuicją, gdyby ta nie postanowiła uparcie milczeć za każdym, kiedy tu byłam. Zapewne zacznę traktować wszystko poważniej, kiedy okaże się, że się mylę i kiedy już będzie za późno, kiedy spadnę, zostanę ranna, a moje wnętrzności znajdą się wokół. Wtedy to już nawet nie będą wnętrzności, skoro będą na zewnątrz. Hej, żegnajcie wnętrzności, witajcie zewnętrzności!
Skoczyłam. Bo przecież nie mogłam sobie tego odmówić. Bo to aż się samo prosiło. Skok prawie stał się niskim płynnym lotem. Skrzynka pod moimi stopami zakołysała się nieznacznie. Jeśli ja miałam wrażenie, że powietrze jest trochę upłynnione, te skrzynki poruszały się jak zatopione w naprawdę gęstej smole. Mrużąc oczy, przyjrzałam się reszcie drogi przed sobą. Stąd widziałam, że sześcienne drewniane pudła nie były rozmieszczone w równych odstępach. Wybiłam się, teraz z miejsca, bo nie miałam już możliwości wzięcia rozbiegu. O tak. Jestem panią Matrixa, cholerną Larą Croft, wojowniczką Power Rangers, Max Guevarą skaczącą po dachach wieżowców, gotową skopać kolejne tyłki. Kolejny płynny skok. I kolejny. I… do licha, tutaj jednak jest dalej!
Zanim zdążyłam zobaczyć chociaż początek tego słynnego filmu z całego życia, już leżałam rozciągnięta na glebie pokrytej warstwą wilgotnego igliwia. Z dziwnym poczuciem, że żaden upadek nie powinien być tak szybki. Jakby w ogóle nie upłynął żaden czas między chwilą, kiedy moje nogi znalazły się kilkanaście centymetrów przed skrzynką zamiast na niej a momentem, kiedy już leżałam na dole.
- No, nie trzeba było od razu przeskakiwać przez piąty wymiar.
Gwałtownie poderwałam się i stanęłam na czworaka. Ten głos zdecydowanie nie dochodził spod mojej czaszki. Pochodził z zewnątrz i byłam w stanie nawet określić, skąd. Spojrzałam w tamtą stronę. Na zboczu, znacznie bliżej szczytu niż podnóża, siedział Dudu, ten brunatny kudłaty stworek, którego wczoraj widziałam w kuchni.
- Jaki piąty wymiar? - spytałam. Tylko spokojnie, przecież się nie boję. Nie ma się czego bać, Maddigan, jesteś co najwyżej zaskoczona. LEKKO zaskoczona. Dudu zamrugał gwałtownie, uśmiechnął się. Błysnęły karykaturalnie kwadratowe zęby.
- No jak to? - odpowiedział pytaniem, ale był na tyle miły, żeby od razu wyjaśnić – Spadałaś przenikając przez pięć wymiarów. Trochę bez sensu, lepiej było skupić się na lądowaniu.
Jęknełam w duchu. On naprawdę myślał, że zrobiłam to celowo? Że w ogóle zrobiłam to świadomie? Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z kolejnej rzeczy. Dudu w przeciwieństwie do Kiri najwyraźniej nie mógł swobodnie czytać mi w myślach. Może tylko wyczuwał emocje, podobnie jak ja, kiedy patrzyłam na niego albo słyszałam jego głos, a może też nie. Od razu poczułam się lepiej i wzmocniona tym nagłym przypływem pewności siebie, uśmiechnęłam się i wstałam. 
- Jeśli chcesz, nazwij to odruchem bezwarunkowym – powiedziałam. Dorosłe dziecko biol-chemu, do usług.
- Ja nie krytykuję – uniósł krótkie, owłosione łapy w obronnym geście – Gdzież bym śmiał!
I odszedł, lekko kołysząc się na boki, zupełnie jakby celowo zostawiał mnie z gonitwą myśli i mnóstwem pytań bez odpowiedzi. Przez chwilę patrzyłam za nim, ciekawa, dokąd się wybiera. Bo z jakiego powodu on w ogóle się tu znalazł, akurat w takim momencie? Obserwował mnie? Jeśli tak, to jak długo i przede wszystkim z jakiego powodu…
Patrzyłam na jego plecy porośnięte skołtunioną brunatną sierścią, przyglądałam się, jak krótką nogą rozgarnia trawy. Co jakiś czas się schylał, czemuś przyglądał, grzebał w ziemi dłonią. I nie odwrócił się nagle, żeby udzielić mi odpowiedzi, jakiejkolwiek, choćby naprędce zmyślonej, na kłębiące się w mojej głowie wątpliwości. Chyba naprawdę nie mógł słyszeć moich myśli. Jakoś zdołałam przekonać samą siebie, że widział moje popisy przez przypadek, szukając czegoś w tej okolicy.
Przyjrzałam się zawieszonym w powietrzu skrzynkom. Tym razem bardziej z bliska, mimo iż znajdowały się teraz wyżej niż moja głowa. Może z wyjątkiem kilku ostatnich wyraźnie opadających, jednocześnie skręcających nieco w prawo. Ten powietrzny most kończył się przy grubym pniu powalonego starego drzewa. Podeszłam bliżej. Trudno było mi stwierdzić cokolwiek poza tym, że raczej nie było to drzewo iglaste. Pień leżał tu wystarczająco długo, aby działające nań czynniki całkowicie pozbawiły go kory, pozostawiając go podobnym do nagiej białej kości. Najwyżej wznosił się mniej więcej w tym miejscu, gdzie kończył się most ze skrzynek, bliżej miejsca, gdzie teraz stałam, opadał, dalej był zaryty w ziemię, częściowo pochłonięty przez utworzone tak wzgórze. Miał ponad metr średnicy, więc raczej trudno byłoby mi przejść nad nim. Musiałam go wyminąć.
Po drugiej stronie znalazłam naprędce zbitą z desek niewielką budkę. Pozbawione okien pomieszczenie było puste, nie licząc prostej ławki z deski położonej na dwóch pniakach i wiszących na wbitych w ścianę gwoździach wiechci suchych traw. Na wszelki przypadek przyjrzałam się tym roślinnym szczątkom, ale nie wyglądało to na jakiś szczególny rodzaj suszonych ziół. Ot, zwykła trawa, wyrwana całymi kępkami i zawieszona wysuszonymi korzeniami do góry. Opuściłam ten nieznanego przeznaczenia składzik i na wszelki wypadek obeszłam go dookoła. Z tyłu wydawał mi się nieco większy, niż oglądany od frontu. Półtora metra dalej, pomiędzy tylną ścianą na najbliższym drzewem zauważyłam coś jakby rząd trzech kopczyków. Były prawie całkiem pokryte ściółką jak ziemia wokół nich, tylko jeden, nieco wyższy od pozostałych miał płaski ciemnoszary czubek. Kwadratowy, jak zauważyłam, kiedy podeszłam bliżej. Wyglądało to jak przysypany słupek graniczny. Dla pewności rozgarnęłam czubkiem buta ściółkę na pozostałych kopczykach. Też znalazłam słupki, nieco głębiej zapadnięte w ziemię. Razem trzy. Tworzące linię. W naturalnym odruchu spojrzałam na boki i nie pomyliłam się. Po obu stronach zobaczyłam kolejne, odsunięte nieco dalej, różnej wysokości, niektóre zasłonięte, inne wystające kilkanaście centymetrów nad ziemię. Przeszłam na prawo, cały czas trzymając się wytyczonej przez nie umownej linii. Zauważyłam, że kamienne słupki rozmieszczone były w losowych odstępach, najpierw szłam jakieś trzy i pół metra do kolejnych czterech, piąty był nieco dalej, ale mniej niż metr. Kilka metrów przed sobą miałam kolejne dwa. Na niektórych, zauważyłam wycięte na każdym boku dwie pionowe linie. Na dwóch znalazłam wyryte i wypełnione lekko fosforyzującym na błękitno barwnikiem symbole. Kolor błyskawicy. Chyba dotarłam do magicznego kręgu.
Pomyślałam o tym piątym wymiarze. Dudu twierdził, że jakoś przez niego przeszłam i zapewne mówił prawdę. Czy o to mu chodziło? Że byłam tak blisko tej granicy i dlatego coś przypadkiem zrobiłam? Bo chyba jakąś granicę te słupki wytyczały, a świecące runy nachalnie narzucały paranormalne wyjaśnienia. No, nie do końca to były runy, bardziej geometryczne symbole, ale już nie czepiajmy się szczegółów. Przyjrzałam się obu stronom hipotetycznej magicznej bariery. Ziemia wyglądała tak samo. Żadych rewelacji. Więc może po prostu zrobię to. Od razu, bo zapewne nic strasznego mnie nie czeka. Raz to przecież zrobiłam, czyż nie...
Przeskoczyłam. Przeniknęłam, przefazowałam się przez pole siłowe znajdujące się właśnie tam, gdzie w myślach wyznaczyłam linię. Trochę przypominało to wrażenia przy przechodzeniu przez drzwi wejściowe mojego zwariowanego domu. I w żadnym stopniu nie przypominało tego, co czułam przy upadku. Czas nie przyspieszył ani nie zwolnił, żadna minuta nie została wycięta z życiorysu. Czy coś zrobiłam nie tak?
Zatem wróciłam. Tak samo łatwo. I przeszłam kolejny raz, z tym samym skutkiem. Dla pewności jeszcze dwa razy to powtórzyłam. Mój wewnętrzny szalony naukowiec chichotał złośliwie w mojej czaszce wieszcząc fiasko eksperymentu. Z cichym westchnieniem pochyliłam się nad słupkiem oznaczonym świecącymi symbolami. Miały one jakieś znaczenie czy nie? Głupie pytanie. Próbowałam powtórzyć te znaki kreśląc je palcem w powietrzu. Nie byłam nawet pewna, od którego zacząć i jak je rysować. Jak najmniej ruchów? Czy w określonym kierunku? A może powinnam użyć do tego różdżki. W końcu każdy szanujący się czarownik czy czarownica powinien mieć różdżkę. Dla spokoju sumienia, podgryzanego pracowicie przez mojego wewnętrznego szalonego naukowca, złapałam jakiś mokry, poczerniały kawałek gałazki i pozbawiając go zbędnych odnóg spróbowałam nadać mu kształt prostej linii. Z pełną świadomością, że to pogwałcenie wszelkich prawideł sztuki i przygotowania magicznych przedmiotów, chwyciłam prowizoryczną różdżkę i spróbowałam powtórzyć te znaki. Jeszcze gorzej, tak było już zupełnie niewygodnie. A musiałam w ogóle je kreślić w skali jeden do jednego?! W końcu to nie zajęcia z rysunku technicznego. W końcu poddałam się, z cichą nadzieją, że wewnętrzny szalony naukowiec będzie chociaż częściowo usatysfkacjonowany. Próbowałam przecież. 
Spojrzałam jeszcze raz na wyryte w kamiennym słupku znaki, tym razem po to, żeby je zapamiętać. Powinnam je przerysować, ale nie miałam przy sobie nic do pisania. Nie zanosiło się również na to, żebym zdołała przyzwać coś z tego legendarnego piątego wymiaru. Idąc dalej wzdłuż linii słupków, myślałam o tym, że to chyba najwyższy czas, żeby zacząć wszystko zapisywać. Już nie same symbole, ale notować wszystko, co tu robię. Myśli, spostrzeżenia, wnioski, jak leci. Nie wiadomo, co tu ma znaczenie. Nikt nie dał mi instrukcji obsługi Matrixa, to sama ją sobie stworzę. Przez doświadczenie.
Niemal mogłam usłyszeć jak wewnętrzy szalony naukowiec zamruczał z aprobatą. 
Przeszłam tak jeszcze kawałek, cały czas mając po swojej lewej stronie las. Oprócz słupków, zobaczyłam na granicy dwa idealnie kuliste kamienie. Wydawały się tylko spoczywać na glebie, w żaden sposób nie przymocowane, ale kiedy z ciekawości spróbowałam je przemieścić, nie dałam rady. Chyba pole siłowe je trzymało. Sama granica okazywała się teraz nie linią, łagodnie zakręcała, tworząc półkole. Coraz bardziej byłam przekonana, że po prostu odgradzała moje podwórze i łąkę od lasu. Za bardzo chyba się nastawiłam na jakieś mistyczne wyjaśnienie, odrzucając te najprostsze. Ale czy zasada Brzytwy Ockhama w ogóle miała tutaj rację bytu? Czy tu obowiązywały jakiekolwiek zasady?
Postanowiłam wracać. Jeszcze pamiętałam część znaków, powinnam je jak najszybciej zapisać. Wyszłam spomiędzy drzew, wspięłam się na dość strome zbocze, chwytając się trawy. Mniej więcej przed sobą widziałam dom, te kilka pojedynczych wysokich drzew obok niego i ścianę dzkich róż bzów, z tej perspektywy widoczną po lewej stronie domu.
- Dobrze się bawisz?
Zaskoczenie zrobiło swoje, lekko mną wstrząsnęło. Chyba takich odruchów nie dawało się opanować.
- Całkiem spoko – odparłam spokojnie. Czułam, że nie powinnam się odwracać, że to popsuje cały efekt, ale nie mogłam opanować ciekawości. Zerknęłam przez ramię, czy biała wiewiórka podąża za mną.
- Z przodu, nieco po prawej – w głosie zabrzmiało rozbawienie. Nie miałam wątpliwości, że teraz zrobiła to celowo.
- Badam – wyjaśniłam – Rozglądam się. Zamierzam sprawdzić parę rzeczy. I pisać. Chyba tam w domu jest coś do pisania.
- Owszem, jest – przytaknęła Kiri. Byłam ciekawa, czy znała już każdy mój krok tego dnia i każde wspomnienie. Nie zamierzałam jej tego ułatwiać.
Pomyślałam zaraz potem, że zapewne z przyborami do pisania nie będzie problemu. Gorzej, że wcześniej będę musiała je znaleźć.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Wiadomości w tym wątku
Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-08-2017, 17:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 21-08-2017, 18:11
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-08-2017, 18:22
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-08-2017, 02:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-09-2017, 23:44
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 03-09-2017, 10:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-10-2017, 23:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-10-2017, 01:31
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-11-2017, 00:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 02-11-2017, 21:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-11-2017, 21:43
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 02-11-2017, 23:27
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 03-11-2017, 00:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-11-2017, 20:54
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-11-2017, 03:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-11-2017, 04:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-12-2017, 03:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-12-2017, 03:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-12-2017, 01:58
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 01-01-2018, 20:40
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-01-2018, 23:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 13-01-2018, 22:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 14-01-2018, 13:52
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 21-01-2018, 23:16
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 25-01-2018, 20:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-01-2018, 18:20
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 11-02-2018, 20:24
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 12-02-2018, 17:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 12-02-2018, 21:46
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Skipper - 15-02-2018, 00:30
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-02-2018, 00:38
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Skipper - 15-02-2018, 00:50
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-02-2018, 19:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 27-02-2018, 00:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 05-03-2018, 17:44
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Solnik - 05-03-2018, 18:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 08-03-2018, 22:16
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-03-2018, 15:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 30-06-2018, 21:13
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 01-07-2018, 22:34
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-07-2018, 23:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-11-2018, 19:41
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 29-11-2018, 21:53
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-11-2018, 21:56
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 29-11-2018, 22:10
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 26-12-2018, 00:50
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 26-12-2018, 13:08
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2019, 00:26
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 04-03-2019, 19:54
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2019, 21:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-04-2019, 23:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 29-07-2019, 22:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-08-2019, 00:23
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-11-2019, 00:35
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-11-2019, 18:20
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 30-11-2019, 03:10
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-12-2019, 12:28
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-12-2019, 23:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 11-12-2019, 19:58
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 12-12-2019, 13:01
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-12-2019, 23:11
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-12-2019, 02:30
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-12-2019, 02:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 06-01-2020, 23:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 08-01-2020, 19:12
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 09-01-2020, 23:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-01-2020, 00:57
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 23-01-2020, 21:03
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez incestus - 23-01-2020, 22:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 24-01-2020, 13:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 02-02-2020, 03:22
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 10-02-2020, 22:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-02-2020, 01:19
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 22-02-2020, 03:36
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 04-03-2020, 02:13
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 05-03-2020, 23:29
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 06-03-2020, 20:39
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 15-04-2020, 23:26
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 28-04-2020, 01:17
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 28-04-2020, 11:25
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 24-03-2021, 22:38
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 31-12-2021, 15:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 07-01-2022, 02:59
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 17-01-2022, 14:32
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Isabela - 17-01-2022, 20:21
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 11-09-2022, 11:51
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 16-09-2022, 02:04
RE: Kroniki Astralnych Motyli - przez Sudo - 20-07-2023, 16:17

Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  iSenowe Kroniki Filmowe Slavia 6 3,948 12-05-2018, 22:40
Ostatni post: Slavia

Skocz do:

UA-88656808-1