04-10-2017, 20:11
W dzisiejszym odcinku pełnoprawna wizja, jakiej nie było dawno 
Po serii mniej wyrazistych LD fabuła doprowadziła mnie z grupą projekcji na obszerną stację kolejową. Nie zdążyłem na odjazd, więc czułem się zmuszony podążać lotem za pociągiem. Sznur torów w miarę dystansu stopniowo odrywał się od podłoża, aż w końcu pojedyncza para szyn z zabudowami pokierowały się w chmury. Z okolic torów prowadzących w górę pięły się korony drzew fikuśnie okalające szczyty semaforów i innych wysokich kolejowych wihajstrów. Nad linią trakcji konary grubszych, położonych lateralnie drzew, okalały ją na kształt kokardy. Wokół całego lesisto - industrialnego kompleksu wiła się spiralnie mniejsza szynowa konstrukcja przypominająca przezroczystą zjeżdżalnię z akwaparku, w niej zgodnie z ruchem pociągu poruszała się srebrna kula, tworząc złudzenie orbitowania wokół lokomotywy. Co kilka kilometrów przyłączone do torów ,mechaniczne masywy wybijały nową kulę, na podobieństwo mechanizmów spustowych pinballa. Po przebiciu gęstej warstwy chmur pociąg zatrzymał się na stacji miasta z budynkami tak drobiazgowymi i futurystycznymi, że z trudem przypominały zabudowania. Skojarzyły mi się, że miasto strukturą i kształtem elementów bardziej upodabnia się do wnętrza maski samochodu. W pewnym momencie naturalne światła przygasły pozostawiając tylko głęboko niebieską łunę rzeki między budynkami. Tak dotarłem do przepięknej monstrualnej bramy złożonej z kulistych, ciepło i ostro świecących lamp, co szybko odebrałem jako mimikrę bożonarodzeniowych bombek.
Za bramą niestety przykry widok. Cały horyzont w jednolitej cieczy, nawet niezbyt odbijającej światło. Zanurzenie w niej było trudne, dostrzec nic w niej nie szło. W jednym punkcie cieczy znalazłem jednak ciasną kwadratową dziurę.Ubogo zdobiony tunel prowadził na skos w dół, mijając drobnych pielgrzymów podświadomość podpowiedziała mi, że to święty tunel. Zdałem sobie sprawę, że skoro tory prowadziły do podniebnego miasta, to tunel prowadzi w kierunku Ziemii. W końcu dotarłem do ostatniej prostej, która zwieńczała się pojedynczą okiennicą. Gdy patrzałem na nią z daleka dostrzegłem już skomplikowany odległy ruch, który powodował we śnie silne zawroty głowy ! Okazało się, że jest to wąski punkt widokowy wysoko nad ziemią, z którego widać było z wysokości samolotu miasto podzielone na setki małych okrężnych segmencików po kilka budynków, z których każdy obracał się jak w zegarku w przeciwne do siebie strony a między którymi jeszcze jeżdźiły pojazdy. Już na mały skrawek tej aglomeracji patrzyło się jak na niesamowite perfekcyjne urbanistyczne mrowisko. Jednak po bliższym podejściu do okienka w celu poszerzenia widzenia okazywało się, że mózg nie potrafi już przetworzyć takiej skomplikowanej informacji - zawroty głowy eskalowały się a obraz ulegał przymgleniu. W tym momencie oddalony z tyłu pielgrzym z pretensjami rzucił, że to przecież święte miejsce i nie wolno tak się w nie wgapiać, mam obserwować przez świętą lunetę ! Faktycznie, po złożeniu pięści w okular można było wpatrywać się do woli

Po serii mniej wyrazistych LD fabuła doprowadziła mnie z grupą projekcji na obszerną stację kolejową. Nie zdążyłem na odjazd, więc czułem się zmuszony podążać lotem za pociągiem. Sznur torów w miarę dystansu stopniowo odrywał się od podłoża, aż w końcu pojedyncza para szyn z zabudowami pokierowały się w chmury. Z okolic torów prowadzących w górę pięły się korony drzew fikuśnie okalające szczyty semaforów i innych wysokich kolejowych wihajstrów. Nad linią trakcji konary grubszych, położonych lateralnie drzew, okalały ją na kształt kokardy. Wokół całego lesisto - industrialnego kompleksu wiła się spiralnie mniejsza szynowa konstrukcja przypominająca przezroczystą zjeżdżalnię z akwaparku, w niej zgodnie z ruchem pociągu poruszała się srebrna kula, tworząc złudzenie orbitowania wokół lokomotywy. Co kilka kilometrów przyłączone do torów ,mechaniczne masywy wybijały nową kulę, na podobieństwo mechanizmów spustowych pinballa. Po przebiciu gęstej warstwy chmur pociąg zatrzymał się na stacji miasta z budynkami tak drobiazgowymi i futurystycznymi, że z trudem przypominały zabudowania. Skojarzyły mi się, że miasto strukturą i kształtem elementów bardziej upodabnia się do wnętrza maski samochodu. W pewnym momencie naturalne światła przygasły pozostawiając tylko głęboko niebieską łunę rzeki między budynkami. Tak dotarłem do przepięknej monstrualnej bramy złożonej z kulistych, ciepło i ostro świecących lamp, co szybko odebrałem jako mimikrę bożonarodzeniowych bombek.
Za bramą niestety przykry widok. Cały horyzont w jednolitej cieczy, nawet niezbyt odbijającej światło. Zanurzenie w niej było trudne, dostrzec nic w niej nie szło. W jednym punkcie cieczy znalazłem jednak ciasną kwadratową dziurę.Ubogo zdobiony tunel prowadził na skos w dół, mijając drobnych pielgrzymów podświadomość podpowiedziała mi, że to święty tunel. Zdałem sobie sprawę, że skoro tory prowadziły do podniebnego miasta, to tunel prowadzi w kierunku Ziemii. W końcu dotarłem do ostatniej prostej, która zwieńczała się pojedynczą okiennicą. Gdy patrzałem na nią z daleka dostrzegłem już skomplikowany odległy ruch, który powodował we śnie silne zawroty głowy ! Okazało się, że jest to wąski punkt widokowy wysoko nad ziemią, z którego widać było z wysokości samolotu miasto podzielone na setki małych okrężnych segmencików po kilka budynków, z których każdy obracał się jak w zegarku w przeciwne do siebie strony a między którymi jeszcze jeżdźiły pojazdy. Już na mały skrawek tej aglomeracji patrzyło się jak na niesamowite perfekcyjne urbanistyczne mrowisko. Jednak po bliższym podejściu do okienka w celu poszerzenia widzenia okazywało się, że mózg nie potrafi już przetworzyć takiej skomplikowanej informacji - zawroty głowy eskalowały się a obraz ulegał przymgleniu. W tym momencie oddalony z tyłu pielgrzym z pretensjami rzucił, że to przecież święte miejsce i nie wolno tak się w nie wgapiać, mam obserwować przez świętą lunetę ! Faktycznie, po złożeniu pięści w okular można było wpatrywać się do woli





