26-09-2017, 15:45
Chciałbym podzielić się dość niepokojącym odkryciem 
Zasypiałem w półśnie świeżo po budziku, stopniowo zagłębiając się w półsen. Minął jakiś czas jak odzyskałem w nim świadomość. Czułem jeszcze moje ciało na łóżku, ciemność za powiekami powoli wyostrzała się w typową dla kaplicy architekturę. Szum przeradzał się w szepty, następnie w tłumny gwar. Widziałem już wyraźnie zgromadzenie i część kościoła z perspektywy, jakbym leżał na ołtarzu. Nie miałem kontroli, kątem oka widziałem przesuwającą się trawę za wysokimi okiennicami. Trwało to jeszcze chwilę, aż odczuwalne przeciążenie i przesuwający się widok za oknami upewniły mnie, że budowla razem ze mną oderwała się od ziemii i wiruje po coraz większych okręgach. Poczułem jak moje usta same układają się do śpiewu czegoś, co było połączeniem buddyjskich szantów z tanim popem dla nastolatków
Po około dziesiątej pętli w powietrzu budowla rozpadła się uwalniając mnie z okowów, choć kontrola była tylko częściowa. Zwiedzałem hektary drobiazgowych futurystycznych miast, sunąłem przez korytarze poprzecznych klatek schodowych, podziwiałem z góry i z dołu puszcze wyrastające z kompleksowych dachów. W międzyczasie samoczynny śpiew ustał i próbowałem go już nieudolnie kontynuować samodzielnie. Pojawiły się projekcje zdegenerowanych ludzi czepiające się moich nóg, w końcu wymyśliłem, że pozbędę się ich odprawiając krótki egzorcyzm - ze skutkiem. Mimo to wytraciłem ostatecznie świadomość, projekcja mojej matki wmówiła mi, że na dachu zostawiłem otwarty samochód. Zamknąłem go więc, po czym wstąpiłem do sennego supermarketu, gdzie przemierzałem kolejne półki nie będąc pewnym, jakiego produktu zapomniałem. W końcu obudził mnie dźwięk końca ostatniej drzemki. Puenta jest tak, że...
Minęło 5 minut od zaśnięcia. Na tyle ustawiłem drzemki w telefonie. Cały ten LD, razem z poprzedzającym i kończącym snem nieświadomym, trwał od 7.35 do 7.40.
Oczywiście nie postuluję, żeby nastąpiła jakaś dylatacja czasu. Mój wniosek jest taki, że sny świadome mogą faktycznie tyle trwać, ponieważ nie zwracamy w nich uwagi na czas pomiędzy zdarzeniami. Kiedy pokonujemy jakąś trasę w LD, czy to pieszo, czy lotem, nie tracimy czasu na odgrywanie okresu podróży, przesuwamy się bezpośrednio od doświadczenia do doświadczenia. Nieświadomie wycinamy klatka po klatce nie interesujące nas elemenciki, które w świecie rzeczywistym połączone trwają bardzo długo. To tak jak by wziąć cały film i wyciąć z niego wszystkie klatki, które się powtarzają. Z godziny mogło właśnie by się zrobić kilka minut.

Zasypiałem w półśnie świeżo po budziku, stopniowo zagłębiając się w półsen. Minął jakiś czas jak odzyskałem w nim świadomość. Czułem jeszcze moje ciało na łóżku, ciemność za powiekami powoli wyostrzała się w typową dla kaplicy architekturę. Szum przeradzał się w szepty, następnie w tłumny gwar. Widziałem już wyraźnie zgromadzenie i część kościoła z perspektywy, jakbym leżał na ołtarzu. Nie miałem kontroli, kątem oka widziałem przesuwającą się trawę za wysokimi okiennicami. Trwało to jeszcze chwilę, aż odczuwalne przeciążenie i przesuwający się widok za oknami upewniły mnie, że budowla razem ze mną oderwała się od ziemii i wiruje po coraz większych okręgach. Poczułem jak moje usta same układają się do śpiewu czegoś, co było połączeniem buddyjskich szantów z tanim popem dla nastolatków
Po około dziesiątej pętli w powietrzu budowla rozpadła się uwalniając mnie z okowów, choć kontrola była tylko częściowa. Zwiedzałem hektary drobiazgowych futurystycznych miast, sunąłem przez korytarze poprzecznych klatek schodowych, podziwiałem z góry i z dołu puszcze wyrastające z kompleksowych dachów. W międzyczasie samoczynny śpiew ustał i próbowałem go już nieudolnie kontynuować samodzielnie. Pojawiły się projekcje zdegenerowanych ludzi czepiające się moich nóg, w końcu wymyśliłem, że pozbędę się ich odprawiając krótki egzorcyzm - ze skutkiem. Mimo to wytraciłem ostatecznie świadomość, projekcja mojej matki wmówiła mi, że na dachu zostawiłem otwarty samochód. Zamknąłem go więc, po czym wstąpiłem do sennego supermarketu, gdzie przemierzałem kolejne półki nie będąc pewnym, jakiego produktu zapomniałem. W końcu obudził mnie dźwięk końca ostatniej drzemki. Puenta jest tak, że...Minęło 5 minut od zaśnięcia. Na tyle ustawiłem drzemki w telefonie. Cały ten LD, razem z poprzedzającym i kończącym snem nieświadomym, trwał od 7.35 do 7.40.
Oczywiście nie postuluję, żeby nastąpiła jakaś dylatacja czasu. Mój wniosek jest taki, że sny świadome mogą faktycznie tyle trwać, ponieważ nie zwracamy w nich uwagi na czas pomiędzy zdarzeniami. Kiedy pokonujemy jakąś trasę w LD, czy to pieszo, czy lotem, nie tracimy czasu na odgrywanie okresu podróży, przesuwamy się bezpośrednio od doświadczenia do doświadczenia. Nieświadomie wycinamy klatka po klatce nie interesujące nas elemenciki, które w świecie rzeczywistym połączone trwają bardzo długo. To tak jak by wziąć cały film i wyciąć z niego wszystkie klatki, które się powtarzają. Z godziny mogło właśnie by się zrobić kilka minut.





