10-09-2017, 06:27
Jestem w mieście. Szukam sklepu aby kupić coś słodkiego. Znajduję cukiernię gdzie kupuję połowę tortu. Nie zauważam kiedy go zjadam.
Idę w stronę PKP, zauważam koleżankę, idzie z jakimś mężczyzną, jak się później okazuje jest to ksiądz. Nie chcę im przeszkadzać w rozmowie więc nie podchodzę do nich. Dochodzę do stacji. Czekam na pociąg. Koleżanka z księdzem siadają na ławce, są w towarzystwie jakiejś grupy. Chyba są tam umówieni. Przestaję na nich patrzeć, czekam na pociąg. Ponownie spoglądam na nich. Koleżanka siedzi sama.
Jadę do pracy. Autobus skręca nie w tą drogę co trzeba. Jestem w innym autobusie. Jest opóźniony więc dość szybko jedzie. Droga jest wyboista, jakby polna. Autobus wykręca z powrotem. Dużo osób czeka na przystankach. Nie zatrzymuje się im. Jedzie dość wolno więc ludzie idą za nim. Jakiś mężczyzna mnie zagaduje, rozmawiamy.
Idziemy jakby podziemiem, dużo rozmawiamy na różne tematy. Próbuje wyciągnąć ode mnie informacje. Docieramy do jego samochodu. Jacyś strażnicy? nas zatrzymują. Już wcześniej wyczułam że coś jest nie tak więc proszę jednego ze strażników aby nas razem nie umieszczali. Strażnik zdaje się mnie rozumieć, uśmiecha się przyjaźnie. Umieszcza mnie w drewnianej szafie, nie zamyka jej, jest otwarta. W każdej chwili mogę odejść.
Idę w stronę PKP, zauważam koleżankę, idzie z jakimś mężczyzną, jak się później okazuje jest to ksiądz. Nie chcę im przeszkadzać w rozmowie więc nie podchodzę do nich. Dochodzę do stacji. Czekam na pociąg. Koleżanka z księdzem siadają na ławce, są w towarzystwie jakiejś grupy. Chyba są tam umówieni. Przestaję na nich patrzeć, czekam na pociąg. Ponownie spoglądam na nich. Koleżanka siedzi sama.
Jadę do pracy. Autobus skręca nie w tą drogę co trzeba. Jestem w innym autobusie. Jest opóźniony więc dość szybko jedzie. Droga jest wyboista, jakby polna. Autobus wykręca z powrotem. Dużo osób czeka na przystankach. Nie zatrzymuje się im. Jedzie dość wolno więc ludzie idą za nim. Jakiś mężczyzna mnie zagaduje, rozmawiamy.
Idziemy jakby podziemiem, dużo rozmawiamy na różne tematy. Próbuje wyciągnąć ode mnie informacje. Docieramy do jego samochodu. Jacyś strażnicy? nas zatrzymują. Już wcześniej wyczułam że coś jest nie tak więc proszę jednego ze strażników aby nas razem nie umieszczali. Strażnik zdaje się mnie rozumieć, uśmiecha się przyjaźnie. Umieszcza mnie w drewnianej szafie, nie zamyka jej, jest otwarta. W każdej chwili mogę odejść.





