02-09-2017, 13:31
Gram razem z Se. w jakąś dziwną grę online. Gracze mogą mieć kilka kont, do każdego z nich przypisaną jedną postać. W niektórych momentach jakby mój punkt widzenia przenosił się do tej gry, wówczas moje postacie były dla mnie namacalne, jak plastikowe figurki. Se. zaczął w pewnej chwili wykorzystywać tę grę do przekazywania mi różnych istotnych informacji. W jakiś sposób przesyłam je ze swojego konta na jedno z moich.
===============================================================
Oglądałam wielkie domy bogatych ludzi. Chodziłam po pokojach, wyobrażając sobie alternatywną rzeczywistość, w której byłabym dzieckiem bogatych rodziców mieszkających w takim domu. Potem nastąpił przeskok do domu, w którym mieszkali jacyś artyści, piosenkarze, słynący z kontrowersyjnego wizerunku. Zarówno facet jak i jego żona pozowali na agresywnych satanistów. Ktoś kręcił program dokumentalny o nich w tym domu. Na kanapie stali dwaj ich kilkuletni synowie, też stylizowani na stereotypowych metalowców. Mieli dziwne długie czarne włosy, wyglądające nienaturalnie, jak farbowane albo peruka. Jak przeprowadzali z tymi dziećmi wywiad, na dole ekranu pojawiał się pasek z ich nazwiskami i dopiskiem "młodociany satanista". Pomyślałam wtedy, że jacy oni sataniści, po prostu ofiary głupoty rodziców...
Kolejny przeskok. Tym razem ja i siostra, chyba nieco młodsze niż w realu, jesteśmy z wizytą u dalekiego krewnego w podobnym wielkim domu. Czekam na siostrę, wiem, że jej autobus może się spóźnić. Wychodzę na podwórko. Zauważam, że idzie za mną jastrząb i cudownie zmartwychwstały dawny pies rodziców. Zaczynam szybkim krokiem się oddalać, próbuję im umknąć. Chowam się pomiędzy drewnianymi elementami parawanu, tworzącymi częściowo zamkniętą i zadaszoną strukturę. Widzę jak jastrząb kręci się przy wejściu pomiędzy drewniane ścianki, ale nie wchodzi tam za mną. Zaczynam rzucać w niego kamykami, myślę sobie, że to może będzie tak jak w grach ze strzelaniem do przeciwników zza rogu, nie wystawiając się na atak. Jastrząb gdzieś znika, kiedy przyjeżdża siostra. Dawny pies rodziców traci swoją chęć ataku. Wychodzę z ukrycia, witam się z siostrą. Mówię jej, że zwierzęta chyba zjadły część naszego prowiantu, ale chyba dla nas wystarczy. Kiedy idziemy w stronę domu, myślę sobie, że wszystko jest nie tak, że w moim życiu wszystko poszło nie tak jak trzeba, że powinno się dać cofnąć czas, żeby to naprawić. Próbuję tłumaczyć to siostrze, ale nie wiem, czy mnie rozumie.
===============================================================
Oglądałam wielkie domy bogatych ludzi. Chodziłam po pokojach, wyobrażając sobie alternatywną rzeczywistość, w której byłabym dzieckiem bogatych rodziców mieszkających w takim domu. Potem nastąpił przeskok do domu, w którym mieszkali jacyś artyści, piosenkarze, słynący z kontrowersyjnego wizerunku. Zarówno facet jak i jego żona pozowali na agresywnych satanistów. Ktoś kręcił program dokumentalny o nich w tym domu. Na kanapie stali dwaj ich kilkuletni synowie, też stylizowani na stereotypowych metalowców. Mieli dziwne długie czarne włosy, wyglądające nienaturalnie, jak farbowane albo peruka. Jak przeprowadzali z tymi dziećmi wywiad, na dole ekranu pojawiał się pasek z ich nazwiskami i dopiskiem "młodociany satanista". Pomyślałam wtedy, że jacy oni sataniści, po prostu ofiary głupoty rodziców...
Kolejny przeskok. Tym razem ja i siostra, chyba nieco młodsze niż w realu, jesteśmy z wizytą u dalekiego krewnego w podobnym wielkim domu. Czekam na siostrę, wiem, że jej autobus może się spóźnić. Wychodzę na podwórko. Zauważam, że idzie za mną jastrząb i cudownie zmartwychwstały dawny pies rodziców. Zaczynam szybkim krokiem się oddalać, próbuję im umknąć. Chowam się pomiędzy drewnianymi elementami parawanu, tworzącymi częściowo zamkniętą i zadaszoną strukturę. Widzę jak jastrząb kręci się przy wejściu pomiędzy drewniane ścianki, ale nie wchodzi tam za mną. Zaczynam rzucać w niego kamykami, myślę sobie, że to może będzie tak jak w grach ze strzelaniem do przeciwników zza rogu, nie wystawiając się na atak. Jastrząb gdzieś znika, kiedy przyjeżdża siostra. Dawny pies rodziców traci swoją chęć ataku. Wychodzę z ukrycia, witam się z siostrą. Mówię jej, że zwierzęta chyba zjadły część naszego prowiantu, ale chyba dla nas wystarczy. Kiedy idziemy w stronę domu, myślę sobie, że wszystko jest nie tak, że w moim życiu wszystko poszło nie tak jak trzeba, że powinno się dać cofnąć czas, żeby to naprawić. Próbuję tłumaczyć to siostrze, ale nie wiem, czy mnie rozumie.





