02-09-2017, 13:12
...Wspinałam się po schodach wraz z rowerem. Pokonywałam kolejne klatki schodowe, szukając wyjścia. Rower utrudniał mi ruchy, poza tym zaczęło mnie ogarniać poczucie paranoi. Wchodziłam bowiem coraz wyżej i wyżej, a wyjścia nigdzie nie było widać. W końcu natknęłam się na drzwi, ucieszona próbowałam się wydostać, jednak nagle dostrzegłam siedzącego przed nimi niedźwiedzia. Stwierdziłam, że to zbyt niebezpieczne, by próbować przejść obok niego. Poszłam więc dalej, już mocno poirytowana. Następne drzwi i następny niedźwiedź. Uczucie paranoi i uwięzienia zaczęło się wzmagać. Chciałam po prostu stamtąd wyjść, jednak coraz bardziej zaczęłam podejrzewać że coś jest nie tak, coś się nie zgadza. Czyżbym była w labiryncie? Zrobiłam TR z nosem, na wynik za bardzo nie zwróciłam uwagi, dostrzegłam pobieżnie, że jest pozytywny. "To jest sen!"
Dostrzegłam szybę i wyfrunęłam przez nią. Znalazłam się na zatłoczonej ulicy. Pomyślałam, że przydałby się środek transportu, a jako że ulicy stał akurat koń, wskoczyłam na niego. Zaczęłam się rozglądać. Nigdy wcześniej mój sen nie był tak krystalicznie wyraźny, krawędzie scenerii były ostre i "świetliste", jak w sytuacji, kiedy patrzymy na coś w pełnym Słońcu. Przez chwilę stałam i napawałam się widokiem. Mogłam dostrzec każdy detal z wysokości siodła i byłam oszołomiona klarownością widoku. Nieśpiesznie ruszyłam naprzód i zauważyłam, jak przyjemna jest jazda konna - nigdy wcześniej tego nie robiłam. Rozkoszowałam się uczuciem miarowego bujania w siodle, czułam że jestem panią snu. Pomyślałam, że przyjemnie byłoby spotkać się z pewną osobą. Wiedziałam, że ta osoba będzie na mnie czekać za rogiem budynku. I rzeczywiście, osoba ta siedziała na koniu. Zdziwiłam się, że tak łatwo to poszło. Koń mojego partnera był jednak dziwnie mały, dlatego pomyślałam że warto byłoby go powiększyć. Zrobiłam to poprzez gest palcami, który robi się, chcąc powiększyć tekst na ekranie telefonu. Koń powiększył się, ale jakby "niechętnie". Potem już nic nie pamiętam
Dostrzegłam szybę i wyfrunęłam przez nią. Znalazłam się na zatłoczonej ulicy. Pomyślałam, że przydałby się środek transportu, a jako że ulicy stał akurat koń, wskoczyłam na niego. Zaczęłam się rozglądać. Nigdy wcześniej mój sen nie był tak krystalicznie wyraźny, krawędzie scenerii były ostre i "świetliste", jak w sytuacji, kiedy patrzymy na coś w pełnym Słońcu. Przez chwilę stałam i napawałam się widokiem. Mogłam dostrzec każdy detal z wysokości siodła i byłam oszołomiona klarownością widoku. Nieśpiesznie ruszyłam naprzód i zauważyłam, jak przyjemna jest jazda konna - nigdy wcześniej tego nie robiłam. Rozkoszowałam się uczuciem miarowego bujania w siodle, czułam że jestem panią snu. Pomyślałam, że przyjemnie byłoby spotkać się z pewną osobą. Wiedziałam, że ta osoba będzie na mnie czekać za rogiem budynku. I rzeczywiście, osoba ta siedziała na koniu. Zdziwiłam się, że tak łatwo to poszło. Koń mojego partnera był jednak dziwnie mały, dlatego pomyślałam że warto byłoby go powiększyć. Zrobiłam to poprzez gest palcami, który robi się, chcąc powiększyć tekst na ekranie telefonu. Koń powiększył się, ale jakby "niechętnie". Potem już nic nie pamiętam
"Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu"





