28-08-2017, 13:01
Dzień 25
27-28.8.2017
Czas snu ok 5,5 + 5-6 godzin
Zrobiłem WBTB. Znowu obudziła mnie matka a raczej ja wstałem od zamieszania które wytworzyła. Próbowałem zrobić MILD-a ale byłem zbyt zmęczony i szybko zasnąłem. Zapamiętany sen był bardzo ale to bardzo długi. Czułem podczas niego wiele różnych uczuć. Powiem jeszcze ,że przynajmniej w dwóch wątkach łączył się ze snem który miałem poprzedniej nocy. Nie będę opisywał każdego szczegółu bo musiałbym pisać kilka godzin.
Sen zacząłem chyba od tego ,że jechałem z dwoma kolegami do półkolistego centrum handlowego w którym byłem już w poprzednim śnie i kupowałem tam różne rzeczy. Także dzisiaj robiliśmy tu różne rzeczy a to coś kupowaliśmy śmialiśmy się i inne jak to koledzy. Następnie zamiast wrócić autobusem tak jak przyjechaliśmy poszliśmy gdzieś na polanę i uciekaliśmy nie wiem dlaczego i przed kim. Był zachód słońca , zostałem w tyle, nagle drogę zastąpiło mi jakieś ok. 7 letnie dziecko i zaczęło podpalać tą suchą polanę nie mogłem uciekać bo wszystko płonęło a smarkacz jeszcze się złowrogo śmiał. Uciekłem wraz z kolegami przez płomienie za jakiś most nad rzeką. Wstaliśmy rano moi kompani myśleli ,że nie żyję i zostałem w tyle jednak zaskoczyłem ich swoją obecnością. W rzece pływało dużo ryb dlatego rzucaliśmy im jedzenie i patrzyliśmy jak się na nie rzucają. Nagle pojawił się ogromny Żarłacz Biały i kilka innych typów rekinów. Okazało się ,że w okolicy był ich treser. Pogadałem z nim i zaprzyjaźniłem. Zabrał nas do jakiegoś wraku statku pod wodą gdzie uzupełniliśmy zapasy i ruszyliśmy w drogę. Zapomniałem dodać ,że jak siedziałem na moście i gadałem z przyjaciółmi oraz oglądałem wyskakujące z wody rekiny naszła mnie myśl albo któryś mi powiedział żebym zrobił TR-a no i zrobiłem tylko zamiast pełnego zwykłego oddychania mogłem to jedynie robić z wielkim trudem jakby przez małą dziurkę. Sprawdziłem jeszcze dwa razy i uznałem ,że to nie sen.
Następnie był to chyba kolejny sen gdyż czułem się jakbym przechodził ostatnią misję w Call of Duty przynajmniej na początku , bo byłem jednym z członków elitarnych antyterrorystów a wrogiem był Makarov. Wbiliśmy do jego siedziby zabiliśmy kilku najemników i gdy dostaliśmy się do głównego Złoczyńcy zaczęła się iście filmowa scena rozmowy dobra ze złem. Próbowaliśmy przekonać jego oraz jego naukowca którego znałem z poprzedniego snu(pomogliśmy mu wtedy znaleźć żonę) do nie niszczenia świata. W tym momenie było bardzo dużo skomplikowanych wątków gdy czegoś się dowiadywaliśmy albo próbowaliśmy zrobić coś niebezpiecznego normalnie byłby z tego film na Oscara. W końcu dowiedzieliśmy się gdzie znajduje się owa machina śmierci i zniszczenia. Poszliśmy tam ominęliśmy pole siłowe. W środku wieży był tylko ten naukowiec oraz już włączona maszyna do unicestwienia ziemi. Usiadłem koło niego i ze spokojem zacząłem mu mówić różne piękne bzdety i chyba udało mi się go przekonać do nieunicestwiania ziemi jednak zanim to zrobił obudziłem się ...
Dzisiejszy sen był bardzo długi i skomplikowany naprawdę dużo się działo. Nie dało się wszystkiego opisać. Tak więc wydaje mi się , że wszystko idzie w chyba dobrym kierunku.
27-28.8.2017
Czas snu ok 5,5 + 5-6 godzin
Zrobiłem WBTB. Znowu obudziła mnie matka a raczej ja wstałem od zamieszania które wytworzyła. Próbowałem zrobić MILD-a ale byłem zbyt zmęczony i szybko zasnąłem. Zapamiętany sen był bardzo ale to bardzo długi. Czułem podczas niego wiele różnych uczuć. Powiem jeszcze ,że przynajmniej w dwóch wątkach łączył się ze snem który miałem poprzedniej nocy. Nie będę opisywał każdego szczegółu bo musiałbym pisać kilka godzin.
Sen zacząłem chyba od tego ,że jechałem z dwoma kolegami do półkolistego centrum handlowego w którym byłem już w poprzednim śnie i kupowałem tam różne rzeczy. Także dzisiaj robiliśmy tu różne rzeczy a to coś kupowaliśmy śmialiśmy się i inne jak to koledzy. Następnie zamiast wrócić autobusem tak jak przyjechaliśmy poszliśmy gdzieś na polanę i uciekaliśmy nie wiem dlaczego i przed kim. Był zachód słońca , zostałem w tyle, nagle drogę zastąpiło mi jakieś ok. 7 letnie dziecko i zaczęło podpalać tą suchą polanę nie mogłem uciekać bo wszystko płonęło a smarkacz jeszcze się złowrogo śmiał. Uciekłem wraz z kolegami przez płomienie za jakiś most nad rzeką. Wstaliśmy rano moi kompani myśleli ,że nie żyję i zostałem w tyle jednak zaskoczyłem ich swoją obecnością. W rzece pływało dużo ryb dlatego rzucaliśmy im jedzenie i patrzyliśmy jak się na nie rzucają. Nagle pojawił się ogromny Żarłacz Biały i kilka innych typów rekinów. Okazało się ,że w okolicy był ich treser. Pogadałem z nim i zaprzyjaźniłem. Zabrał nas do jakiegoś wraku statku pod wodą gdzie uzupełniliśmy zapasy i ruszyliśmy w drogę. Zapomniałem dodać ,że jak siedziałem na moście i gadałem z przyjaciółmi oraz oglądałem wyskakujące z wody rekiny naszła mnie myśl albo któryś mi powiedział żebym zrobił TR-a no i zrobiłem tylko zamiast pełnego zwykłego oddychania mogłem to jedynie robić z wielkim trudem jakby przez małą dziurkę. Sprawdziłem jeszcze dwa razy i uznałem ,że to nie sen.
Następnie był to chyba kolejny sen gdyż czułem się jakbym przechodził ostatnią misję w Call of Duty przynajmniej na początku , bo byłem jednym z członków elitarnych antyterrorystów a wrogiem był Makarov. Wbiliśmy do jego siedziby zabiliśmy kilku najemników i gdy dostaliśmy się do głównego Złoczyńcy zaczęła się iście filmowa scena rozmowy dobra ze złem. Próbowaliśmy przekonać jego oraz jego naukowca którego znałem z poprzedniego snu(pomogliśmy mu wtedy znaleźć żonę) do nie niszczenia świata. W tym momenie było bardzo dużo skomplikowanych wątków gdy czegoś się dowiadywaliśmy albo próbowaliśmy zrobić coś niebezpiecznego normalnie byłby z tego film na Oscara. W końcu dowiedzieliśmy się gdzie znajduje się owa machina śmierci i zniszczenia. Poszliśmy tam ominęliśmy pole siłowe. W środku wieży był tylko ten naukowiec oraz już włączona maszyna do unicestwienia ziemi. Usiadłem koło niego i ze spokojem zacząłem mu mówić różne piękne bzdety i chyba udało mi się go przekonać do nieunicestwiania ziemi jednak zanim to zrobił obudziłem się ...
Dzisiejszy sen był bardzo długi i skomplikowany naprawdę dużo się działo. Nie dało się wszystkiego opisać. Tak więc wydaje mi się , że wszystko idzie w chyba dobrym kierunku.
Dlaczego intuicja podpowiada mi, że z tego koszmaru już się nie obudzę? Bo wcale jeszcze nie poszedłem spać a koszmar dopadł mnie na jawie.





