18-08-2017, 17:33
Dzień 15
18-18.8.2017
Czas snu ok. 3 godziny
Po tym jak postanowiłem nie iść ponownie spać próbowałem umilić sobie ten dość słaby poranek dużą porcją memów lecz nawet one nie pomogły i nadal byłem cholernie zmęczony i przybity. Tak więc z braku alternatyw położyłem się na łóżku żeby chociaż poleżeć w spokoju. Zwykle gdy jestem tak okropnie zmęczony bez problemu zasypiam w kilka chwil jednak dzisiaj miałem w sobie jakąś barierę która nie pozwalała mi oddać się w objęcia Morfeusza. Zacząłem myśleć o jakichś przyjemnych kolorowych rzeczach i po jakimś długim czasie w końcu się udało mi się z trudem zasnąć.
Gdy się obudziłem nadal byłem trochę zmęczony lecz już nie było to takie dno jak wcześniej. Na początku nie pamiętałem żebym o czymkolwiek śnił nawet nie starałem nic sobie przypomnieć gdyż wydawało mi się ,że po takiej beznadziejnej nocy i tak nic sobie nie przypomnę. Jednakże na moje szczęście po kilku minutach leżenia w łóżku i dochodzeniu do siebie , wspomnienie snu samo przyszło ...
Byłem Geraltem z Rivi. Jechałem na swoim wiernym rumaku Płotce nie wiem skąd i nie wiem dokąd. Zatrzymałem się w jakiejś przydrożnej karczmie. Gdy do niej wszedłem zobaczyłem odwróconą do mnie Yennefer a przynajmniej tak mi się wydawało. Zagadałem do niej lecz okazało się ,żę była to jakaś inna czarnowłosa czarodziejka , która powiedziała mi ,że król tych ziem oczekuje mnie i ma do mnie sprawę. Wyruszyłem więc do zamku po przekąszeniu czegoś w karczmie. Nie pamiętam o czym rozmawiałem z królem ale wiem na pewno ,że wypiliśmy razem duży kufel piwa.
Wyjeżdżając z zamku zaczepiła mnie córka króla blondwłosa księżniczka w różowej sukience ale zlałem ją , bo miałem ważniejsze sprawy. Jadąc trafiłem do jakiejś dość dużej wioski w środku której stał wielgachny kwadratowy kościół. Postanowiłem się w nim rozejrzeć , akurat trwała msza. W środku kościół zrobił na mnie duże wrażenie gdyż nie wyglądał zbyt solidnie i bezpiecznie a pomimo to był wielki i stromy. Nie zamierzałem czekać na koniec ceremonii dlatego wyszedłem i pojechałem nad morze. W porcie załadowałem się na statek wraz z moim starym przyjacielem. Wypłynęliśmy nie wiadomo dokąd. W czasie rejsu natknęliśmy się na niewyobrażalnie olbrzymi statek złej czarownicy.
Rozgorzała bitwa morska którą wygraliśmy zabijając całą wrogą załogę. Wrogi statek osiadł na mieliźnie. Postanowiłem wraz ze znajomym wybrać się na jego pokład i się rozejrzeć. Podpłynęliśmy łódką i wspięliśmy się po burcie na sam szczyt tego wielkiego statku. Kiedy sprawdziliśmy ,że na pewno niema tu już nikogo żywego , mój przyjaciel odpłyną na sojuszniczy statek a ja zabrałem się do grabienia kosztowności i cennych informacji
. Głównie zależało mi na pieniądzach złocie i banknotach ale nie pogardzałem też ważnymi papierami. Miałem na sobie tylko jeansowe szorty , niemożliwym było by wsadzenie do kieszeni wszystkiego co tam zabrałem ale iż był to sen to czemu nie. Pomagałem sobie wyszukiwać cenne rzeczy przy pomocy świeczki ponieważ pod pokładem było ciemne. Przez kilkanaście chwil chyba dobijała się do mnie świadomość ponieważ znalazłem kilka rzeczy które są u mnie w pokoju oraz zacząłem się zastanawiać co z taką masą pieniędzy zrobiłbym w prawdziwym życiu jednak tak jak wczoraj nie uświadomiłem sobie ,że to sen .
Nagle statek sam niesiony wiatrem podryfował na morze , nie przejąłem się tym zbytnio i nadal przeszukiwałem szafki. Po kilku minutach dopłyną on do angielskiego fortu znajdującego się na środku oceanu i mało nie staranował kilku Angielskich łódek. Po tym wiatr się zmienił i wróciłem wraz ze statkiem na tą samą mieliznę a za mną wkurzeni Brytole. Zaczęli wspinać się na statek a ja gdy któremuś udało się wejść na górę strzelałem takiego z kopa w klatę i z uśmiechem patrzyłem jak nieszczęśnik spada kilkaset metrów w dół a potem uderza z hukiem o wodę i umiera
.
Jednak przybywało ich coraz więcej dlatego zrobiłem prosty lont z papieru toaletowego( mówiąc lont mam na myśli ,że po prostu go rozwinąłem) Jeden koniec podpaliłem a na drugim położyłem wcześniej znaleziony dynamit. Szybko uciekłem ze statku i patrzyłem jak ta ogromna konstrukcja wylatuje w powietrze. Następnie przeniosłem się przed wspomnianą wcześniej karczmę i oddałem zbędne mi papiery magiczne znalezione na statku tamtej czarnowłosej czarodziejce którą już spotkałem.
Odjechałem nie wiem gdzie ...
Żeby dzisiejsza sytuacja z problemami z zaśnięciem się nie powtórzyła zmęczę się mocno fizyczne dzisiaj wieczorem przed zaśnięciem. Po mocnym treningu prawie zawsze szybko zasypiam tylko nie wiem jak to wpłynie na zapamiętywanie snu. lecz jeżeli nie sprawdzę to się nie dowiem .
18-18.8.2017
Czas snu ok. 3 godziny
Po tym jak postanowiłem nie iść ponownie spać próbowałem umilić sobie ten dość słaby poranek dużą porcją memów lecz nawet one nie pomogły i nadal byłem cholernie zmęczony i przybity. Tak więc z braku alternatyw położyłem się na łóżku żeby chociaż poleżeć w spokoju. Zwykle gdy jestem tak okropnie zmęczony bez problemu zasypiam w kilka chwil jednak dzisiaj miałem w sobie jakąś barierę która nie pozwalała mi oddać się w objęcia Morfeusza. Zacząłem myśleć o jakichś przyjemnych kolorowych rzeczach i po jakimś długim czasie w końcu się udało mi się z trudem zasnąć.
Gdy się obudziłem nadal byłem trochę zmęczony lecz już nie było to takie dno jak wcześniej. Na początku nie pamiętałem żebym o czymkolwiek śnił nawet nie starałem nic sobie przypomnieć gdyż wydawało mi się ,że po takiej beznadziejnej nocy i tak nic sobie nie przypomnę. Jednakże na moje szczęście po kilku minutach leżenia w łóżku i dochodzeniu do siebie , wspomnienie snu samo przyszło ...
Byłem Geraltem z Rivi. Jechałem na swoim wiernym rumaku Płotce nie wiem skąd i nie wiem dokąd. Zatrzymałem się w jakiejś przydrożnej karczmie. Gdy do niej wszedłem zobaczyłem odwróconą do mnie Yennefer a przynajmniej tak mi się wydawało. Zagadałem do niej lecz okazało się ,żę była to jakaś inna czarnowłosa czarodziejka , która powiedziała mi ,że król tych ziem oczekuje mnie i ma do mnie sprawę. Wyruszyłem więc do zamku po przekąszeniu czegoś w karczmie. Nie pamiętam o czym rozmawiałem z królem ale wiem na pewno ,że wypiliśmy razem duży kufel piwa.
Wyjeżdżając z zamku zaczepiła mnie córka króla blondwłosa księżniczka w różowej sukience ale zlałem ją , bo miałem ważniejsze sprawy. Jadąc trafiłem do jakiejś dość dużej wioski w środku której stał wielgachny kwadratowy kościół. Postanowiłem się w nim rozejrzeć , akurat trwała msza. W środku kościół zrobił na mnie duże wrażenie gdyż nie wyglądał zbyt solidnie i bezpiecznie a pomimo to był wielki i stromy. Nie zamierzałem czekać na koniec ceremonii dlatego wyszedłem i pojechałem nad morze. W porcie załadowałem się na statek wraz z moim starym przyjacielem. Wypłynęliśmy nie wiadomo dokąd. W czasie rejsu natknęliśmy się na niewyobrażalnie olbrzymi statek złej czarownicy.
Rozgorzała bitwa morska którą wygraliśmy zabijając całą wrogą załogę. Wrogi statek osiadł na mieliźnie. Postanowiłem wraz ze znajomym wybrać się na jego pokład i się rozejrzeć. Podpłynęliśmy łódką i wspięliśmy się po burcie na sam szczyt tego wielkiego statku. Kiedy sprawdziliśmy ,że na pewno niema tu już nikogo żywego , mój przyjaciel odpłyną na sojuszniczy statek a ja zabrałem się do grabienia kosztowności i cennych informacji
. Głównie zależało mi na pieniądzach złocie i banknotach ale nie pogardzałem też ważnymi papierami. Miałem na sobie tylko jeansowe szorty , niemożliwym było by wsadzenie do kieszeni wszystkiego co tam zabrałem ale iż był to sen to czemu nie. Pomagałem sobie wyszukiwać cenne rzeczy przy pomocy świeczki ponieważ pod pokładem było ciemne. Przez kilkanaście chwil chyba dobijała się do mnie świadomość ponieważ znalazłem kilka rzeczy które są u mnie w pokoju oraz zacząłem się zastanawiać co z taką masą pieniędzy zrobiłbym w prawdziwym życiu jednak tak jak wczoraj nie uświadomiłem sobie ,że to sen . Nagle statek sam niesiony wiatrem podryfował na morze , nie przejąłem się tym zbytnio i nadal przeszukiwałem szafki. Po kilku minutach dopłyną on do angielskiego fortu znajdującego się na środku oceanu i mało nie staranował kilku Angielskich łódek. Po tym wiatr się zmienił i wróciłem wraz ze statkiem na tą samą mieliznę a za mną wkurzeni Brytole. Zaczęli wspinać się na statek a ja gdy któremuś udało się wejść na górę strzelałem takiego z kopa w klatę i z uśmiechem patrzyłem jak nieszczęśnik spada kilkaset metrów w dół a potem uderza z hukiem o wodę i umiera
. Jednak przybywało ich coraz więcej dlatego zrobiłem prosty lont z papieru toaletowego( mówiąc lont mam na myśli ,że po prostu go rozwinąłem) Jeden koniec podpaliłem a na drugim położyłem wcześniej znaleziony dynamit. Szybko uciekłem ze statku i patrzyłem jak ta ogromna konstrukcja wylatuje w powietrze. Następnie przeniosłem się przed wspomnianą wcześniej karczmę i oddałem zbędne mi papiery magiczne znalezione na statku tamtej czarnowłosej czarodziejce którą już spotkałem.
Odjechałem nie wiem gdzie ...
Żeby dzisiejsza sytuacja z problemami z zaśnięciem się nie powtórzyła zmęczę się mocno fizyczne dzisiaj wieczorem przed zaśnięciem. Po mocnym treningu prawie zawsze szybko zasypiam tylko nie wiem jak to wpłynie na zapamiętywanie snu. lecz jeżeli nie sprawdzę to się nie dowiem .
Dlaczego intuicja podpowiada mi, że z tego koszmaru już się nie obudzę? Bo wcale jeszcze nie poszedłem spać a koszmar dopadł mnie na jawie.





