15-08-2017, 06:25
#40 Po serii dziwnych wydarzeń uczestniczyłem w pewnym spotkaniu biznesowym. Obserwując wnikliwie poczynania uczestników, miałem nieodparte wrażenie, że wszystko jest wyreżyserowane, a każdy ich najdrobniejszy gest czy słowo znajdowało się gdzieś w scenariuszu. Wszyscy zachowywali się jak kukły w spowolnionym przedstawieniu, afiszując najmniejszy ruch.
#41 Byłem z moją dziewczyną na wakacjach w małym górskim domku. Początkowo sielankowy klimat snu został zakłócony przez stopniowo pojawiające się nowe projekcje. Zaczęło się od moich rodziców, za którymi powoli podążyła reszta członków mojej rodziny. W pewnym momencie wywołało to konflikt, próbowałem dociec, dlaczego moja mama zdecydowała się sprowadzić tutaj całą ekipę, choć w istocie był to jedynie wierzchołek góry lodowej. Pierwszą osobą spoza rodzinnych kręgów był Sławek siedzący na kanapie z tabletem. Pytał się mnie, kiedy obejrzymy rocketowy mecz. Widząc niecodzienne wędrówki ludu, starałem się za wszelką cenę uniknąć takich rozrywek i opanować sytuację.
Dom stopniowo się wypełniał znajomymi twarzami wszelkiej maści. Zjawiła się prawie cała ekipa i-senu, zaraz później znajomi z podstawówki, gimnazjum i studiów. Korytarzami przechadzał się tłum ludzi, na zewnątrz gromadziły się grupki osób palących papierosy, w tym nowa osóbka z ostatniego zjazdu dziękująca mi, że może się tu znowu znaleźć. W miejscu, gdzie myślałem, że kiedyś stały drewniane ławeczki i ognisko, pojawiły się suche krzaczory i plastikowy pojemnik z zakrętkami, przypominający geocachingową skrytkę. Na forum na nowo zagościła zmiana wyrazów, dotykając tym razem nicków i przerabiając je na zupełnie abstrakcyjne nazwy. A mój znajomy z podstawówki wymyślił intrygującą zabawę - polegała na czymś w rodzaju "sajmon mówi", kolega wskakiwał w najmniej oczywiste miejsca i oczekiwał, że jego kumpel powtórzy jego wyczyny. Najbardziej hardkorowe okazało się wskoczenie na coś przypominającego metalową półkę na bagaż w pociągu. Usadowił się tam w słowiańskim przykucu, a zrezygnowany znajomy zaczął głośno wyzywać. Wybuchnęliśmy śmiechem.
W nocy dawał mi się we znaki ekstrawertyczny klimat tego miejsca, miałem ochotę się stamtąd wyrwać. Na drodze prowadzącej do domu spostrzegłem mojego wykładowcę od elektroniki z wielkim głośnikiem/wzmacniaczem na kółkach, stojącego ze swoim znajomym, który również trzymał bagaż pokaźnego rozmiaru. Zdawali się wyruszać w góry, postanowiłem wybyć razem z nimi. Pomyślałem, żeby zabrać ze sobą moją dziewczynę, a wykładowca i jego znajomy odczytali moją potrzebę, kierując się bez słowa w stronę domu i wracając w żądanym przeze mnie składzie.
Wyszliśmy na ulicę, ale całkiem szybko obietnica przygody prysła, gdy po dialogu wykładowcy z kobietą na ulicy nastał ranek. Gdy ten skończył odpowiadać na jej pytania o położenie najbliższych miast i szlaków, ulotnił się wraz ze swoim kompanem. Zostałem tylko ja, moja dziewczyna i zmieszanie całą sytuacją. 






