14-08-2017, 19:33
Karuzela lub mały pojazd latający. Lecę gdzieś? Odbieram paczkę. Otwierając pojawiam się przed dużym białym domem, znajdującym się w otoczeniu zieleni. Paczka jest od cioci, myślałem, że dla siostry, ale jednak dla mnie. W środku po prawej stronie coś jakby wizytówka wykonana niby przeze mnie, którą ponoć dałem ponad 10 lat temu cioci. Siostra się dziwi, że co to, aż 10 lat temu? Na tej wizytówce ktoś, chyba ciotka, napisała "Michał", ale skreśliła, bo to przecież nie moje imię. Oprócz tego dorysowany był ludzik z kresek, pewnie przedstawiający tego Michała. W paczce znajdował się bardzo gruby plik papierów w formacie A4, na których znajdowały się różnego rodzaju wzory matematyczne i zadania do wykonania. Chyba się ucieszyłem. Był tam jeszcze drugi, grubszy dwa albo trzy krotnie plik, ale niestety nie zdążyłem sprawdzić co tam było. Potem wreszcie weszliśmy do tego domu, prawdopodobnie był to dom cioci. Był kilkukrotnie większy niż w rzeczywistości. Ja i jakieś dzieciaki zaczęliśmy się bawić. Zabawa polegała chyba na eksplorowaniu tego ogromnego domu. Właśnie wchodziliśmy schodami na samą górę. Interesowały mnie ostatnie ciemne drzwi. Chciałem sprawdzić co się za nimi kryje. Niestety pilnował ich wielki czarny wilczur. Jedno z tych "dzieci" wbiło mu w brzuch ostro zakończony patyk i wszyscy zbiegliśmy śmiejąc się. W połowie schodów odkryłem inne ciekawe drzwi. Wiedziałem, że to jest jakiś ukryty pokój wujka, o którym tylko on wie, że się tam znajduje. Wchodzimy tam. Pokój jest bardzo duży. Kilka razy skręcamy przechodząc do następnych części tego ciągnącego się pomieszczenia. Okazuje się, że jest to jakby wielka biblioteka. Mnóstwo półek, a na nich zamiast książek... alkohol. Różnego rodzaju wódki, wina, szampany, jest też piwo w puszkach (zauważam jedną koloru niebieskiego). Tego jest tak wiele i tak wiele rodzajów, że musiało być sprowadzane z różnych krajów. Jestem pewien, że jak nikt nie widzi, wujek się tam wkrada i zabiera ze sobą jedną buteleczkę i nikt jeszcze nie odnalazł jego sekretnej alkoholowej biblioteki. Dochodzimy do ostatnich drzwi, jest to przejście do jego właściwego pokoju. Usłyszał nas. Uciekamy. Zgaszam kilka świateł, resztę zostawiam zapaloną i wychodzimy stamtąd. Przed drzwiami siedzi ten pies (trochę teraz podobny do krowy), nadal z tym patykiem w brzuchu. Wyciągam patyk i opuszczam to miejsce. Później mam jeszcze jedną senną wizję z tymi alkoholami. Wydaję mi się teraz, że to było na korytarzu, gdzieś na zewnątrz. Wizja jednak szybko się rozwiewa.





