12-08-2017, 11:37
12.08.2017
Duchy Pana Kleksa
Stoję w korytarzu w hotelu. Po obu stronach ciągną się drzwi do pokoi. Dywan jest czerwony w złote wzory, lampy wystające ze ścian dają przytłumione, brązowe światło. Ze mną jest dwóch mężczyzn. Pracujemy razem, jesteśmy trochę jak Ghost Busters. Nasza praca polega na wypędzaniu duchów stworzonych przez Pana Kleksa. Wchodzimy do pierwszego pokoju. Jest ciemno, stoją tu dwa łóżka, oddziela je wysoka szafka. Jeden z mężczyzn chowa się za zasłoną w rogu, drugi pod kołdrą w jednym z łóżek, ja siadam na drugie łózko. Czekamy. Nagle zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Kilka przedmiotów z szafki zaczyna się unosić i lśnić na niebiesko-fioletowo. W końcu wszystko wraca do normalności. Ten pokój zaliczony, przechodzimy do następnych.
Przeskok wydarzeń.
Znów stoję w korytarzu, tym razem jest jaśniej, lampy świecą na biało, czuć, że jest dzień. Po hotelu poruszają się goście. Wchodzę do naszego (mojego i tych mężczyzn) pokoju. W oknach są pomarańczowe zasłony, światło słońca, które się przez nie przebija, nadaje pokojowi przyjemnego ciepła. Pod oknem stoi ławka szkolna, a na niej stary komputer, z monitorem jak skrzynka. Podchodzę i siadam przed ekranem. Widzę, że jest zainstalowany Windows XP, ale jakaś ulepszona, "zmodowana" wersja. Klikam coś i nagle wszystko się pierniczy, system powraca do swojej pierwotnej wersji. I właśnie teraz do pokoju wchodzi jeden ze współpracowników. Patrzy co zrobiłem, ale nie jest zły, tylko rozczarowany mną. Jak się obudziłem, miałem uczucie, jakbym już kiedyś miał ten sen, a teraz przyśnił mi się drugi raz. Już w trakcie snu miałem poczucie, że wiem co się zaraz stanie.
//////////////////////////////////////////////////////
Tym razem postanowiłem ustawić swój alfa budzik tak, żeby budził mnie po każdym zakończonym śnie. I udało się! Gdy obudziłem się po raz pierwszy, chwila minęła, zanim zorientowałem się, co się stało. Gdy uświadomiłem sobie, że przed chwilą miałem sen i obudził mnie mój własny umysł, byłem pozytywnie zaskoczony. Nie wpadłem jednak na to, że warto by pomyśleć, co mi się śniło i zapisać to. Nieee, oczywiście, że nie. Zadowolony z siebie przewróciłem się na bok i zasnąłem. Potem znów się obudziłem. Tym razem od razu zacząłem myśleć o tym, co mi się śniło. To był ten sen o wypędzaniu duchów. Nie chciało mi się jednak wstawać, żeby zapisać go w dzienniku i zasnąłem znowu. Potem znów obudziłem się po kolejnym śnie. Ten był niezły. Pamiętam trochę z niego, ale nie podjąłem się opisania go, bo było by to straszliwie trudne. Dlaczego? Otóż, większość z tego snu pamiętam w sposób, który jest trudny do opowiedzenia. Heh, nawet wyjaśnienie, dlaczego trudno opisać ten sen, jest trudne. Krótko mówiąc, pamiętam go instynktownie (nie jestem pewien, czy to dobre określenie), dużo w tym śnie motywów, które zrozumiem tylko ja, intensywnych scen jak z filmu akcji, uczuć różnych bohaterów, poczucia, że wokół dzieje się coś "dużego"; jest tam też cały background opowiadanej historii, który znam ot tak, od początku snu. Tyle.
Następnym razem postaram się wstawać po każdej pobudce i zapisywać chociaż skrócone notki n.t. każdego snu.
Duchy Pana Kleksa
Stoję w korytarzu w hotelu. Po obu stronach ciągną się drzwi do pokoi. Dywan jest czerwony w złote wzory, lampy wystające ze ścian dają przytłumione, brązowe światło. Ze mną jest dwóch mężczyzn. Pracujemy razem, jesteśmy trochę jak Ghost Busters. Nasza praca polega na wypędzaniu duchów stworzonych przez Pana Kleksa. Wchodzimy do pierwszego pokoju. Jest ciemno, stoją tu dwa łóżka, oddziela je wysoka szafka. Jeden z mężczyzn chowa się za zasłoną w rogu, drugi pod kołdrą w jednym z łóżek, ja siadam na drugie łózko. Czekamy. Nagle zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Kilka przedmiotów z szafki zaczyna się unosić i lśnić na niebiesko-fioletowo. W końcu wszystko wraca do normalności. Ten pokój zaliczony, przechodzimy do następnych.
Przeskok wydarzeń.
Znów stoję w korytarzu, tym razem jest jaśniej, lampy świecą na biało, czuć, że jest dzień. Po hotelu poruszają się goście. Wchodzę do naszego (mojego i tych mężczyzn) pokoju. W oknach są pomarańczowe zasłony, światło słońca, które się przez nie przebija, nadaje pokojowi przyjemnego ciepła. Pod oknem stoi ławka szkolna, a na niej stary komputer, z monitorem jak skrzynka. Podchodzę i siadam przed ekranem. Widzę, że jest zainstalowany Windows XP, ale jakaś ulepszona, "zmodowana" wersja. Klikam coś i nagle wszystko się pierniczy, system powraca do swojej pierwotnej wersji. I właśnie teraz do pokoju wchodzi jeden ze współpracowników. Patrzy co zrobiłem, ale nie jest zły, tylko rozczarowany mną. Jak się obudziłem, miałem uczucie, jakbym już kiedyś miał ten sen, a teraz przyśnił mi się drugi raz. Już w trakcie snu miałem poczucie, że wiem co się zaraz stanie.
//////////////////////////////////////////////////////
Tym razem postanowiłem ustawić swój alfa budzik tak, żeby budził mnie po każdym zakończonym śnie. I udało się! Gdy obudziłem się po raz pierwszy, chwila minęła, zanim zorientowałem się, co się stało. Gdy uświadomiłem sobie, że przed chwilą miałem sen i obudził mnie mój własny umysł, byłem pozytywnie zaskoczony. Nie wpadłem jednak na to, że warto by pomyśleć, co mi się śniło i zapisać to. Nieee, oczywiście, że nie. Zadowolony z siebie przewróciłem się na bok i zasnąłem. Potem znów się obudziłem. Tym razem od razu zacząłem myśleć o tym, co mi się śniło. To był ten sen o wypędzaniu duchów. Nie chciało mi się jednak wstawać, żeby zapisać go w dzienniku i zasnąłem znowu. Potem znów obudziłem się po kolejnym śnie. Ten był niezły. Pamiętam trochę z niego, ale nie podjąłem się opisania go, bo było by to straszliwie trudne. Dlaczego? Otóż, większość z tego snu pamiętam w sposób, który jest trudny do opowiedzenia. Heh, nawet wyjaśnienie, dlaczego trudno opisać ten sen, jest trudne. Krótko mówiąc, pamiętam go instynktownie (nie jestem pewien, czy to dobre określenie), dużo w tym śnie motywów, które zrozumiem tylko ja, intensywnych scen jak z filmu akcji, uczuć różnych bohaterów, poczucia, że wokół dzieje się coś "dużego"; jest tam też cały background opowiadanej historii, który znam ot tak, od początku snu. Tyle.
Następnym razem postaram się wstawać po każdej pobudce i zapisywać chociaż skrócone notki n.t. każdego snu.





