07-08-2017, 14:09
Fabuła była akcją jakiegoś filmu science-fiction/sensacyjnego/katastroficznego. Bohaterowie byli studentami jakiejś akademii wojskowej z internatem. Z jakiegoś powodu większość studentów była dziewczynami.
To były ostatnie dni przed niewyjaśnioną katastrofą, po której bieg czasu się zapętlił i wydarzenia kilku dni miały się powtarzać w nieskończoność, do momentu przerwania tej pętli.
Kilka razy jakby cała akcja się powtórzyła. Ciągle ktoś nagle i tragicznie ginął, wskutek głupich przypadków, jak w "Oszukać przeznaczenie". W scenie, gdzie kilku głównych bohaterów siedzi pod prysznicami za salą gimnastyczną, ja i koleżanka z liceum nagle wkroczyłyśmy do akcji w rolach dwóch głównych postaci filmu. Ja miałam być tą, która potrafi przepowiadać najbliższą przyszłość i ma pamięć powtórzeń w tej pętli czasu.
Grupa studentów ustawiła się na zbiórce na dużej sali. Kilka razy coś spadało z sufitu, zabijając kilka osób. Pod koniec koleżanka z liceum szła do końca tej dużej sali i tam gdzieś uderzał w ścianę miniaturowy samolot, którego części odcinały koleżance głowę. Ja próbowałam ją ostrzegać ale bezskutecznie. Za którymś razem, jak już miałam dość powtarzania się tych wszystkich scen, zaczęłam płakać ze złości. Powiedziałam kilku dziewczynom z akademii, że już nie wiem, co robić. Że muszę coś zrobić, żeby tym razem koleżanka nie zginęła. Musiałam powiedzieć im i udowodnić, że umiem przewidywać przyszłość. Spojrzałam na studentów stojących na zbiórce i próbowałam przewidzieć drobne wydarzenia tuż przed tym, jak następowały - to, że ktoś coś powie, że ktoś się zaraz potknie, że ktoś wyjdzie przed szereg. Na początku nie za bardzo wiedziałam, jak zrobić to na zawołanie, ale się udało. Potem powiedziałam, że moja koleżanka nie może zginąć, bo chyba ona jest jedyną osobą, która zdoła znaleźć sposób na przerwanie pętli czasu.
Potem nastąpił jakiś przeskok. Chciałam wrócić do tego filmu, aby doprowadzić go do końca. Szukałam tego filmu w gazecie. Była to jakby zwyczajną gazeta telewizyjna, z nałożonym na strony ekranem dotykowym, który działał jak wyszukiwarka Google. Wiedziałam tyle, że reżyserem był niejaki Marek Szczuras, pseudonim "Szczur". Niestety nie mogłam nic znaleźć.
To były ostatnie dni przed niewyjaśnioną katastrofą, po której bieg czasu się zapętlił i wydarzenia kilku dni miały się powtarzać w nieskończoność, do momentu przerwania tej pętli.
Kilka razy jakby cała akcja się powtórzyła. Ciągle ktoś nagle i tragicznie ginął, wskutek głupich przypadków, jak w "Oszukać przeznaczenie". W scenie, gdzie kilku głównych bohaterów siedzi pod prysznicami za salą gimnastyczną, ja i koleżanka z liceum nagle wkroczyłyśmy do akcji w rolach dwóch głównych postaci filmu. Ja miałam być tą, która potrafi przepowiadać najbliższą przyszłość i ma pamięć powtórzeń w tej pętli czasu.
Grupa studentów ustawiła się na zbiórce na dużej sali. Kilka razy coś spadało z sufitu, zabijając kilka osób. Pod koniec koleżanka z liceum szła do końca tej dużej sali i tam gdzieś uderzał w ścianę miniaturowy samolot, którego części odcinały koleżance głowę. Ja próbowałam ją ostrzegać ale bezskutecznie. Za którymś razem, jak już miałam dość powtarzania się tych wszystkich scen, zaczęłam płakać ze złości. Powiedziałam kilku dziewczynom z akademii, że już nie wiem, co robić. Że muszę coś zrobić, żeby tym razem koleżanka nie zginęła. Musiałam powiedzieć im i udowodnić, że umiem przewidywać przyszłość. Spojrzałam na studentów stojących na zbiórce i próbowałam przewidzieć drobne wydarzenia tuż przed tym, jak następowały - to, że ktoś coś powie, że ktoś się zaraz potknie, że ktoś wyjdzie przed szereg. Na początku nie za bardzo wiedziałam, jak zrobić to na zawołanie, ale się udało. Potem powiedziałam, że moja koleżanka nie może zginąć, bo chyba ona jest jedyną osobą, która zdoła znaleźć sposób na przerwanie pętli czasu.
Potem nastąpił jakiś przeskok. Chciałam wrócić do tego filmu, aby doprowadzić go do końca. Szukałam tego filmu w gazecie. Była to jakby zwyczajną gazeta telewizyjna, z nałożonym na strony ekranem dotykowym, który działał jak wyszukiwarka Google. Wiedziałam tyle, że reżyserem był niejaki Marek Szczuras, pseudonim "Szczur". Niestety nie mogłam nic znaleźć.





