04-08-2017, 13:13
#9 Wracając prawdopodobnie ze spaceru, zostałem zatrzymany przez dwóch policjantów na klatce schodowej mojego bloku. Zaprowadzili mnie poziom niżej, gdzie mieściło się ich prowizoryczne biuro - w miarę schludne jak na blokowe warunki, podłogi i ściany były z gołego betonu, jakimś cudem pomalowanego jasną szaroniebieską farbą. Po środku stał stół połączony z 4-5 segmentów w dwóch rzędach, na którym porozrzucane były papiery.
Schodząc do tego miejsca, wyjaśniono mi powód zatrzymania. Policja potrzebowała ode mnie pewnych dokumentów w niewiadomym dla mnie celu. Lista otwierała się na akcie urodzenia, ale całkiem sprawnie wymieniano mi kolejne papiery, które z trudem potrafiłem zapamiętać. Aby upewnić się, że zapamiętałem wszystkie trzy kilkakrotnie wymieniałem je na głos, oczekując potwierdzenia ze strony jednego z policjantów.
Lista okazała się jednak obszerniejsza, niż sądziłem. Po chwili jeden z funkcjonariuszy wspomniał o "potwierdzeniu moich słów na jednych z laboratoriów". Nietypowa prośba skłoniła mnie do szybkiej analizy, próbowałem jednocześnie odgadnąć prawdziwy cel tego zatrzymania. Chodziło o studia? O coś, co powiedziałem? Miałem wrażenie (znamienne w moich snach), że błędy z przeszłości po raz kolejny mnie dotykają. Zachowałem mimo wszystko spokój, ułatwiała mi to luźna atmosfera przesłuchania. Dopytałem o szczegóły z lekką ironią, dając do zrozumienia, że pozyskanie takiego potwierdzenia to absurd. W odpowiedzi na moje słowa dostałem równie niedorzeczną propozycję - dostarczenie próbki moczu. Kompletnie zdezorientowany, lecz nadal z dobrym humorem zapytałem z naciskiem na przesadną artykulację, w jaki sposób analiza składu mojego moczu miałaby doprowadzić ich do oczekiwanego rezultatu. Nie doczekałem się logicznej odpowiedzi, każde ze stwierdzeń było wymijające i pogłębiało moje zmieszanie.
W atmosferze śmiechu zacząłem powoli podsumowywać zebrane informacje i doprecyzowywać kwestie związane z terminami. Sprawa była równie dyskusyjna, co logika przedstawionego mi zestawienia papierów. Będąc nieco zniecierpliwionym, zarzuciłem, że naszczam im przed wyznaczoną godziną i będziemy kwita. Nawet się nie zdziwiłem, gdy po chwili zostałem zalany listą kolejnych papierów, jakimiś zaświadczeniami z przychodni i dokumentami, które miałbym pozyskać od samego Kaczyńskiego. Pominąłem zbędny wywód policjanta, który wydawał się rozkręcać, czytając wymyślne nazwy papierów, wziąłem do ręki długopis i zacząłem zapisywać na ręce wszystko, co wydawało się mieć sensowne uzasadnienie. Początkowo na zewnętrznej stronie ręki, ale ilość żył uniemożliwiała wygodne pisanie. Na wewnętrznej stronie dłoni z trudem wygrawerowałem napis 1 - akt urodzenia. Próba ponownego dopytania się o resztę dokumentów... ech, nawet nie starałem się zaprzątać tym sobie głowy. Podziękowałem i wyszedłem.
#10 Lekcja informatyki w gimnazjum, choć miałem do czynienia z moją uczelnianą kadrą. Prowadzący sprawdzał podłączenia komputerów do monitorów. Zatrzymał się na chwilę przy naszym stanowisku i ze zdumnieniem spojrzał na nasz twór składający się z czterech przejściówek. Uzmysłowiłem sobie, że była to w istocie konstrukcja innego prowadzącego, kolega przekręcił jego nazwisko.
#11 Znalazłem się ze Sławkiem w USA, zmierzaliśmy na mistrzostwa w rocketa. Planowałem zdobyć autograf od Kronoviego. Sen całkiem sprawnie wkręcił mnie, że wyjechałem z domu bez żadnej informacji. Szybko dopadły mnie wyrzuty sumienia i zastanawiałem się, jak załagodzić ewentualny konflikt z rodzicami.
#12 Podróż autobusami/pociągami. Nie potrafię wyciągnąć żadnych szczegółów, pozostał mi w głowie tylko motyw.





