02-08-2017, 09:22
Jedna z bardziej przejmujących wizji ostatnich czasów, w perfekcyjnie realnej jakości.
Obudziłem się fałszywie w moim dawnym domu wakacyjnym w Cieszynie. Umeblowanie i drobiazgowy wystrój rozpoznałem po śnie jako odpowiadające rzeczywistemu z tamtych czasów, choć przed snem świadomie go nie pamiętałem. W każdym razie po FA dobiegł do mnie przytłumiony dźwięk wrzasku wron. Podszedłem bez świadomości do dużego okna w salonie. Dziedziniec był ponury, opruszany delikatną mżawką, niebo przygaszone zamazanymi deszczowymi chmurami. Był wieczór, ale jeszcze jasny, czuć było groźbę burzy. W pewnym momencie przecinające przestworza klucze kruków zaczęły gromadzić się w powietrzu, po jakimś czasie tworząc wirujący krąg ptactwa na środku. Wrzaski zintensyfikowały się i nagle ze wszystkich stron świata zaczęły chmarami nadlatywać kolejne kruki czy wrony i kierować się do wewnątrz ptasiej obręczy. Chmury stały się ciężkie, czarne i kłębiaste, ale przez ogromny już kruczy krąg przezierało piękne, rozświetlone niebo. Po niedługim czasie chmury runęły, rozpadając się na kolejne niebotyczne ilości kruków, które dołączyły do kolistego klucza przekształcając całość w ogromną, mroczną, postrzępioną piórami i skrzeczącą trąbę powietrzną. Ciemne tornado wyjąc wznosiło się powolutku na tle odsłoniętego już letniego sklepienia, aż stopniowo wytraciło moment obrotowy, pozostawiając po sobie kłąb smolistego dymu, jakby po wielkim ognisku.
Przez sporą część snu panicznie próbowałem odpalić aparat w telefonie, który odmawiał posłuszeństwa a senna babcia karciła mnie za wulgaryzmy
Obudziłem się fałszywie w moim dawnym domu wakacyjnym w Cieszynie. Umeblowanie i drobiazgowy wystrój rozpoznałem po śnie jako odpowiadające rzeczywistemu z tamtych czasów, choć przed snem świadomie go nie pamiętałem. W każdym razie po FA dobiegł do mnie przytłumiony dźwięk wrzasku wron. Podszedłem bez świadomości do dużego okna w salonie. Dziedziniec był ponury, opruszany delikatną mżawką, niebo przygaszone zamazanymi deszczowymi chmurami. Był wieczór, ale jeszcze jasny, czuć było groźbę burzy. W pewnym momencie przecinające przestworza klucze kruków zaczęły gromadzić się w powietrzu, po jakimś czasie tworząc wirujący krąg ptactwa na środku. Wrzaski zintensyfikowały się i nagle ze wszystkich stron świata zaczęły chmarami nadlatywać kolejne kruki czy wrony i kierować się do wewnątrz ptasiej obręczy. Chmury stały się ciężkie, czarne i kłębiaste, ale przez ogromny już kruczy krąg przezierało piękne, rozświetlone niebo. Po niedługim czasie chmury runęły, rozpadając się na kolejne niebotyczne ilości kruków, które dołączyły do kolistego klucza przekształcając całość w ogromną, mroczną, postrzępioną piórami i skrzeczącą trąbę powietrzną. Ciemne tornado wyjąc wznosiło się powolutku na tle odsłoniętego już letniego sklepienia, aż stopniowo wytraciło moment obrotowy, pozostawiając po sobie kłąb smolistego dymu, jakby po wielkim ognisku.
Przez sporą część snu panicznie próbowałem odpalić aparat w telefonie, który odmawiał posłuszeństwa a senna babcia karciła mnie za wulgaryzmy





