28-07-2017, 14:27
Przeprowadzaliśmy w dużej grupie osób, w większości byli to członkowie bliższej i dalszej rodziny, jakiś dziwny rytuał albo czarną mszę. Na środku pokoju, na stołku ustawiony był złoty relikwiarz, obok niego i na podłodze stały świeczki, w większości takie płaskie w metalowej obudowie, jakie można kupić w artykułach do urządzania wnętrz. Na początku ja osobiście byłam w to mało zaangażowana.
Jakiś chłopak, najwyżej dziesięcioletni (ktoś pomiędzy synem sąsiadów jak był dzieckiem a moim dalekim kuzynem sprzed paru lat) podczas pierwszych rytuałów wpadł w szał, jakby został opętany. Rzucał się i miotał po podłodze i coś wykrzykiwał. Ten stan ustępował stopniowo.
Potem ja siedziałam przy blacie pod ścianą pokoju i pisałam coś na komputerze. Chłopiec siedział po mojej prawej stronie, moja ciotka po lewej. Zapisywałam to, co ten chłopiec mi opowiadał. Im bardziej powracał do normalnego stanu umysłu, tym mniej chaotycznie i bardziej logicznie mówił, ale część rzeczy zaczął mówić po rosyjsku i niemiecku, tym częściej, im bardziej był przytomny. Odwróciłam się do ciotki i powiedziałam jej, że chyba coś w tym jest, zwłaszcza, że dzieciak nie znał tak normalnie rosyjskiego ani niemieckiego. Zasugerowałam czysto hipotetycznie, że to przypomina przypadki ludzi z przebłyskami z poprzedniego życia, ale zastrzegłam, że nie wierzę w reinkarnację. Potem stwierdziłam, że spróbuję się bardziej zaangażować w kolejne rytuały, to może sama doświadczalnie coś odkryję i będę wiedzieć więcej.
Następnym razem opętało mnie. Miotałam się po podłodze, przemieszczając między różnymi punktami pokoju i słyszałam, jak starsze pokolenie obserwujące mnie wyraża niepokój i oburzenie. W którymś momencie doczołgałam się do stołka na środku pokoju i zaczęłam bić czołem przed relikwiarzem. Trochę przypominał on monstrancję w kościele, tylko był krzywy i koślawy. Potem interweniowała ciotka, której najwyraźniej przeszkadzało, że ja tak się miotam. Ciągnęła mnie za rękę, przeciągając po podłodze. Znalazłam się za miejscem, gdzie gęsto rozstawione były świeczki w słoikach. Przemknęło mi przez myśl, że to niezbyt rozsądnie, żebym leżała tak blisko nich, skoro miotając się, mogę sobie zrobić krzywdę. Byłam niezadowolona, że ktoś w ogóle ingeruje w mój trans. Czułam, że to niesprawiedliwe, skoro tamtemu chłopcu wcześniej pozwolono swobodnie uczestniczyć w rytuałach aż samo mu przeszło.
Jakiś chłopak, najwyżej dziesięcioletni (ktoś pomiędzy synem sąsiadów jak był dzieckiem a moim dalekim kuzynem sprzed paru lat) podczas pierwszych rytuałów wpadł w szał, jakby został opętany. Rzucał się i miotał po podłodze i coś wykrzykiwał. Ten stan ustępował stopniowo.
Potem ja siedziałam przy blacie pod ścianą pokoju i pisałam coś na komputerze. Chłopiec siedział po mojej prawej stronie, moja ciotka po lewej. Zapisywałam to, co ten chłopiec mi opowiadał. Im bardziej powracał do normalnego stanu umysłu, tym mniej chaotycznie i bardziej logicznie mówił, ale część rzeczy zaczął mówić po rosyjsku i niemiecku, tym częściej, im bardziej był przytomny. Odwróciłam się do ciotki i powiedziałam jej, że chyba coś w tym jest, zwłaszcza, że dzieciak nie znał tak normalnie rosyjskiego ani niemieckiego. Zasugerowałam czysto hipotetycznie, że to przypomina przypadki ludzi z przebłyskami z poprzedniego życia, ale zastrzegłam, że nie wierzę w reinkarnację. Potem stwierdziłam, że spróbuję się bardziej zaangażować w kolejne rytuały, to może sama doświadczalnie coś odkryję i będę wiedzieć więcej.
Następnym razem opętało mnie. Miotałam się po podłodze, przemieszczając między różnymi punktami pokoju i słyszałam, jak starsze pokolenie obserwujące mnie wyraża niepokój i oburzenie. W którymś momencie doczołgałam się do stołka na środku pokoju i zaczęłam bić czołem przed relikwiarzem. Trochę przypominał on monstrancję w kościele, tylko był krzywy i koślawy. Potem interweniowała ciotka, której najwyraźniej przeszkadzało, że ja tak się miotam. Ciągnęła mnie za rękę, przeciągając po podłodze. Znalazłam się za miejscem, gdzie gęsto rozstawione były świeczki w słoikach. Przemknęło mi przez myśl, że to niezbyt rozsądnie, żebym leżała tak blisko nich, skoro miotając się, mogę sobie zrobić krzywdę. Byłam niezadowolona, że ktoś w ogóle ingeruje w mój trans. Czułam, że to niesprawiedliwe, skoro tamtemu chłopcu wcześniej pozwolono swobodnie uczestniczyć w rytuałach aż samo mu przeszło.





