28-07-2017, 08:02
Sen #1: Misja była najwyższego priorytetu. Nie było miejsca na błędy, każda minuta była cenna. Otoczeni czarnymi ścianami kanionu i w świetle pomaraczowego nieba kroczyliśmy grupą ku farmie kaktusów ciągnąc za sobą wóz. Zadanie było proste - ukraść jak najwięcej kaktusa i sprzedać potem na czarnym rynku. Nie rozumiałem dlaczego ludzie to ćpają i dlaczego mają po tym fazę, jednak kolega z który szedł obok mnie zapewnił, że roślina ta daje nieziemskie odloty.
Przeskoczyliśmy płot zrobiony z pali i naszym oczom ukazał się kaktusowy las. Czym prędzej wzięliśmy nożyczki i zaczęliśmy ścinać zielone złoto, poczym ładowaliśmy je na wóz. Jakoż że nie miałem w tym jeszcze wprawy moje kawałki były dosyć małe, ale moi współpracownicy jakie dryblasy potrafili wyciąć, łohoho, nawet do 3 metrów. Moje miały ledwo 10 cm. Nie wiem jak to robili. Po cięzkiej pracy grupa moja uzbierała 100kg towaru, z czego ja ledwo 60 porcji (gramów).
Zaciekawiony co się stało z kaktusami, po obudzeniu postanowiłem wyśnić dalszą część snu.
Sen #2: Następnego ranka udałem się na łąkę, na mszę świętą połączoną z wiejską imprezą. Poszukiwałem mej dobrej przyjaciółki. Była piękna słoneczna pogoda a trawa nadzwyczajnie zielona, niebo bezchmurne. Po mozolnych poszukiwaniach i spytaniu się jakiejś babci gdzie ją mogę znaleźć, udałem się do pewnego dziecka. Od niego dowiedziałem się że ta osoba którą poszukuję siedzi obok niej. Cóż za zrządzenie losu, że znajdowała się tak blisko niego!
Następnie z przyjaciółką udałem się czerwonym dżipem do opuszczonej fabryki, do bazy kartelu. Niestety, podczas podróży nad naszymi głowami pojawiła się burza i dżip odmówił posłuszeństwa. Postanowiliśmy się ukryć w krzakach aby nas jakiś piorun przypadkiem nie walnął. Może i pioruny nas nie trafiały, ale trafiły w pobliski diabelski młyn, który się na nas potoczył, a nastęnie zmiażdżyło nas jedną z kabin.
Przeskoczyliśmy płot zrobiony z pali i naszym oczom ukazał się kaktusowy las. Czym prędzej wzięliśmy nożyczki i zaczęliśmy ścinać zielone złoto, poczym ładowaliśmy je na wóz. Jakoż że nie miałem w tym jeszcze wprawy moje kawałki były dosyć małe, ale moi współpracownicy jakie dryblasy potrafili wyciąć, łohoho, nawet do 3 metrów. Moje miały ledwo 10 cm. Nie wiem jak to robili. Po cięzkiej pracy grupa moja uzbierała 100kg towaru, z czego ja ledwo 60 porcji (gramów).
Zaciekawiony co się stało z kaktusami, po obudzeniu postanowiłem wyśnić dalszą część snu.
Sen #2: Następnego ranka udałem się na łąkę, na mszę świętą połączoną z wiejską imprezą. Poszukiwałem mej dobrej przyjaciółki. Była piękna słoneczna pogoda a trawa nadzwyczajnie zielona, niebo bezchmurne. Po mozolnych poszukiwaniach i spytaniu się jakiejś babci gdzie ją mogę znaleźć, udałem się do pewnego dziecka. Od niego dowiedziałem się że ta osoba którą poszukuję siedzi obok niej. Cóż za zrządzenie losu, że znajdowała się tak blisko niego!
Następnie z przyjaciółką udałem się czerwonym dżipem do opuszczonej fabryki, do bazy kartelu. Niestety, podczas podróży nad naszymi głowami pojawiła się burza i dżip odmówił posłuszeństwa. Postanowiliśmy się ukryć w krzakach aby nas jakiś piorun przypadkiem nie walnął. Może i pioruny nas nie trafiały, ale trafiły w pobliski diabelski młyn, który się na nas potoczył, a nastęnie zmiażdżyło nas jedną z kabin.





