26-07-2017, 18:22
Byłam na uczelni. Niby był to budynek mojego wydziału, ale wyglądał jak gmach główny, tylko korytarze były jeszcze szersze. Pośrodku, na dziedzińcu, był trawnik z placem zabaw. Były tam dwie huśtawki, takie do siadania na ich końcach. W jakiś dziwny sposób ja siedziałam na końcu jednej, siostra na tym samym końcu drugiej. Dało się o dziwo w ten sposób odbijać od ziemi. Ja czułam przy tym straszny dyskomfort w nogach i unosiłam się coraz wyżej. Miałam jakąś wiedzę o tym, że coś mam nie tak z mięśniami nóg i powinnam uważać. W końcu za którymś razem huśtawka zaczęła wyrywać się z ziemi a za następnym wyleciałam w powietrze i wylądowałam w kucki przy żywopłocie na skraju dziedzińca.
Potem jakoś znalazłam się na ścieżce, oddzielonej murkiem od dziedzińca i szybą od wnętrza korytarza. Chodziłam chodnikiem, ćwiczyłam, gimnastykowałam się. Z korytarza przez szybę zajrzał ochroniarz i zaczął krzyczeć na mnie, że nie powinnam tu tak ćwiczyć, jakby to była jakaś nieprzyzwoitość. Odruchowo się cofnęłam, wpadłam na stertę suchych liści i przewróciłam się na chodnik. Leżąc, usiłowałam zrobić przewrót w tył, aby wyjść z tych liści.
===================================
Do ogromnego, w większości pustego budynku weszli czterej bracia, centaury. Był to jakiś rodzaj eksperymentu i częściowo jakby jakaś gra. Ktoś wypowiedział się, że mogą stać się dziwne rzeczy, bo oni mają niestabilną osobowość i w sumie to niebezpieczne, że tak długo są starymi kawalerami.
Ktoś wezwał braci do dolnych kondygnacji budynku. Coś się stało, że najmłodszy, rudowłosy, był w windzie, kiedy ta spadła. Przez chwilę widziałam to jakby z jego perspektywy, blaszane wnętrze windy i przesuwającą się przed oczami stalową linkę z nawleczonymi pierścieniami.
Ktoś spoza tej rzeczywistości-gry powiedział, że w tej chwili lepiej niech pozostali po niego nie wracają, bo coś w biegu wydarzeń może się zdestabilizować. Potem szukali tego najmłodszego, nie mogli go znaleźć, bo wszyscy przemieszczali się pomiędzy tymi piętrami w taki dziwny nieskoordynowany sposób. Gdzieś aktywował się jakiś licznik czasu, wskazujący, że szybko muszą spotkać się wszyscy razem.
Trzeci brat zaatakował najstarszego, brodatego bruneta. Zaczęli spadać po schodach. Drugi brat musiał jakoś pomóc najstarszemu, podczas gdy trzeci atakował go i próbował zepchnąć z tych schodów. Co jakiś czas na środku pola widzenia pojawiały się prostokąty z czerwonym tłem i twarzą najstarszego brata i rysunkową strzykawką.
===================================
W mojej dawnej szkole podstawowej organizowali bal maskowy. Ja i mój chłopak długo rozważaliśmy, czy tam pójść i ciągle zmienialiśmy zdanie. Doszliśmy w końcu do wniosku, że i tak nikt nas nie pozna i nie zapamięta.
Znaleźliśmy się w korytarzu na parterze szkoły. Było jeszcze jasno. W większości były tu dzieciaki, chociaż ja i mój chłopak też byliśmy trochę młodsi niż w rzeczywistości. Coś dziwnego działo się z naszymi ciałami, co jakiś czas jedno z nas albo rozciągało się albo robiło niskie.
Potem jakoś znalazłam się na ścieżce, oddzielonej murkiem od dziedzińca i szybą od wnętrza korytarza. Chodziłam chodnikiem, ćwiczyłam, gimnastykowałam się. Z korytarza przez szybę zajrzał ochroniarz i zaczął krzyczeć na mnie, że nie powinnam tu tak ćwiczyć, jakby to była jakaś nieprzyzwoitość. Odruchowo się cofnęłam, wpadłam na stertę suchych liści i przewróciłam się na chodnik. Leżąc, usiłowałam zrobić przewrót w tył, aby wyjść z tych liści.
===================================
Do ogromnego, w większości pustego budynku weszli czterej bracia, centaury. Był to jakiś rodzaj eksperymentu i częściowo jakby jakaś gra. Ktoś wypowiedział się, że mogą stać się dziwne rzeczy, bo oni mają niestabilną osobowość i w sumie to niebezpieczne, że tak długo są starymi kawalerami.
Ktoś wezwał braci do dolnych kondygnacji budynku. Coś się stało, że najmłodszy, rudowłosy, był w windzie, kiedy ta spadła. Przez chwilę widziałam to jakby z jego perspektywy, blaszane wnętrze windy i przesuwającą się przed oczami stalową linkę z nawleczonymi pierścieniami.
Ktoś spoza tej rzeczywistości-gry powiedział, że w tej chwili lepiej niech pozostali po niego nie wracają, bo coś w biegu wydarzeń może się zdestabilizować. Potem szukali tego najmłodszego, nie mogli go znaleźć, bo wszyscy przemieszczali się pomiędzy tymi piętrami w taki dziwny nieskoordynowany sposób. Gdzieś aktywował się jakiś licznik czasu, wskazujący, że szybko muszą spotkać się wszyscy razem.
Trzeci brat zaatakował najstarszego, brodatego bruneta. Zaczęli spadać po schodach. Drugi brat musiał jakoś pomóc najstarszemu, podczas gdy trzeci atakował go i próbował zepchnąć z tych schodów. Co jakiś czas na środku pola widzenia pojawiały się prostokąty z czerwonym tłem i twarzą najstarszego brata i rysunkową strzykawką.
===================================
W mojej dawnej szkole podstawowej organizowali bal maskowy. Ja i mój chłopak długo rozważaliśmy, czy tam pójść i ciągle zmienialiśmy zdanie. Doszliśmy w końcu do wniosku, że i tak nikt nas nie pozna i nie zapamięta.
Znaleźliśmy się w korytarzu na parterze szkoły. Było jeszcze jasno. W większości były tu dzieciaki, chociaż ja i mój chłopak też byliśmy trochę młodsi niż w rzeczywistości. Coś dziwnego działo się z naszymi ciałami, co jakiś czas jedno z nas albo rozciągało się albo robiło niskie.





