11-07-2017, 12:36
Podróżowałem razem z trzema żołnierzami, chyba też byłem żołnierzem. Każdy miał mała drewnianą łódkę. Płynęliśmy po rzece. Pogoda była pochmurna. Dalej szliśmy wśród leśnych zarośli piaskową drogą. Dotarliśmy do osiedla. Wszędzie coś wybuchało. Pobiegliśmy na lewo. Działo się tam coś złego, więc jednak zawróciliśmy i pobiegliśmy w odwrotną stronę. Zaczął zawalać się budynek. Przejście pod mostem zasypywało gruzem i ziemią. Oni trzej zdążyli się przedrzeć. Zatrzymałem się przed drzwiami bloku obok, jakby się rozjaśniło. Jakieś dziecko przyszło i coś mi dało. Zastanawiałem się nad tym, że mógłbym wejść do czyjegoś mieszkania i wyjść oknem z drugiej strony skoro przejście pod mostem zostało zasypane. Po jakimś czasie, prawdopodobnie zwiększyła się nieco moja świadomość, bo pomyślałem, że przecież mogę te wszystkie bloki obejść naokoło, a nie przechodzić koniecznie w tym miejscu i się zacząłem budzić.





