01-07-2017, 01:00
Tej nocy wiatr wyjątkowo dawał się we znaki samotnym podróżnikom. Porywisty huragan dął z niezwykłą siłą, czesząc połacie dzikiej trawy, porastającej zapuszczone pole. Nade mną rozciągało się gwieździste niebo, gdzieniegdzie tylko zakryte przez skrawki chmur gnane w pośpiechu przez wichurę.
W oddali dostrzegłem migoczące, blade światło, powoli zbliżające się w moim kierunku. Wraz z nim docierały do mnie również dziwne odgłosy, jakoby skrzypienie lub też nieprzyjemne tarcie. Wkrótce dane mi było poznać źródło owych dźwięków. Na sypiącym się rowerze powoli sunął Kudłaty, w jednej ręce trzymając leciwą latarkę. Bardziej zdziwiła mnie jednak zawartość drugiej, gdyż w niej znajdowała się puszka taniego piwa, na wpół wypitego przez chwiejącego się cyklistę. Zbliżywszy się do mnie na odległość kilku metrów, włochaty ostatecznie stracił panowanie nad bicyklem
i runął w pozbawiony jakiejkolwiek gracji sposób na ziemię. Próbując utrzymać równowagę wypuścił również browar
z ręki, który upadł nieopodal niego i rozlał się na wysuszoną glebę. Czym prędzej pomogłem przyjacielowi wstać,
a następnie razem udaliśmy się w miejsce wskazane przez Kudłatego. Niebawem usłyszeliśmy przytłumione śpiewy,
z których mogłem wyodrębnić pojedyncze słowa:
i runął w pozbawiony jakiejkolwiek gracji sposób na ziemię. Próbując utrzymać równowagę wypuścił również browar
z ręki, który upadł nieopodal niego i rozlał się na wysuszoną glebę. Czym prędzej pomogłem przyjacielowi wstać,
a następnie razem udaliśmy się w miejsce wskazane przez Kudłatego. Niebawem usłyszeliśmy przytłumione śpiewy,
z których mogłem wyodrębnić pojedyncze słowa:
Raz jak polem żem przechodził
I na lasek tak spojrzałem
To z krzaczorów się wyłonił
Incestus z browarem
Okazało się, że autorem radosnej piosenki był nie kto inny jak Sławomir, siedzący przy rozżarzonym ognisku
i wykrzykujący coraz to bardziej fantazyjne zwrotki swojego utworu. Krasnolud w międzyczasie zajadał się pokaźnych rozmiarów kiełbasą, umieszczoną między dwoma kawałkami chleba pieczonego na zakwasie. Zapijał ją natomiast piwem o jakości równej trunkowi, którego jeszcze niedawno trzymał skitranego pod pazuchą Kudłacz.
i wykrzykujący coraz to bardziej fantazyjne zwrotki swojego utworu. Krasnolud w międzyczasie zajadał się pokaźnych rozmiarów kiełbasą, umieszczoną między dwoma kawałkami chleba pieczonego na zakwasie. Zapijał ją natomiast piwem o jakości równej trunkowi, którego jeszcze niedawno trzymał skitranego pod pazuchą Kudłacz.
Zbliżywszy się do bijącego przyjemnym ciepłem paleniska, przywitałem się ze Slavią i usiadłem obok niego. Zaciekawiony spytałem, skąd wziął się pomysł na pieśń tego pokroju. On natomiast milcząco uśmiechnął się i wskazał na znajdujące się nieopodal zapuszczone krzaki. Ku mojemu zdziwieniu, rośliny zaczęły się gwałtownie poruszać
i wkrótce zza gałęzi wyłonił się w niezgrabny sposób Incestus. W istocie, tak jak głosiły słowa piosenki, brodacz trzymał w ręku butelkę złocistego napoju.
i wkrótce zza gałęzi wyłonił się w niezgrabny sposób Incestus. W istocie, tak jak głosiły słowa piosenki, brodacz trzymał w ręku butelkę złocistego napoju.





