19-05-2017, 23:30
Data:.
Tak jak podejrzewałem, Kudłaty i Węgier ukryli się przed uciążliwym żarem słońca nieopodal sklepu. Ustawiony był tam klasyczny parasol, a pod nim plastikowy stolik oraz słabej jakości krzesła, na których siedzieli moi przyjaciele. Przywitałem się z nimi serdecznym uściskiem dłoni, a następnie zająłem miejsce obok przymuła. Węgier raz po raz zajadał się nasionami słonecznikowca, rozrzuconymi niedbale na blacie, w pobliżu których leżał oskubany kwiat owej rośliny. W milczeniu rozkoszowaliśmy się błogim cieniem, kontrastującym z upałem panującym poza granicami naszej miniaturowej oazy. Wpatrywałem się z zadumą w rozgrzany asfalt ulicy rozciągającej się tuż przy żelaznym płocie ogradzającym ten wiejski sklepik. Wkrótce na horyzoncie ujrzałem sylwetkę młodej dziewczyny idącej w naszą stronę.
Kiedy zbliżyła się do nas na odpowiednią odległość, nie miałem już wątpliwości, że to Patrycja. Z uśmiechem otwarła nieco skrzypiącą furtkę i po chwili do nas dołączyła. Przywitałem się z ukochaną, a następnie przedstawiłem ją druhom. Obecność wyjątkowo urodziwej przedstawicielki płci pięknej wyraźnie speszyła Węgra. Kudłaty natomiast nie odczuwał jakichkolwiek zahamowań i niebawem zabawiał już Patrycję swoją porywającą rozmową oraz autyzmem. Widok ten nie do końca przypadł mi do gustu, więc zaprosiłem dziewczynę na tańce w pobliskim namiocie rozrywkowym, gdzie na dobre rozpoczęła się już znakomita zabawa, doprawiana głośną muzyką elektroniczną. Chciałem w ten sposób odwieść Patrycję od niekorzystnych dla niej wpływów charyzmatycznego muła. Ku mojemu zdziwieniu, Kudłaty nie miał żadnych obiekcji co do mojego czynu. Z uśmiechem wstał od stołu i chwilę później u jego boku pojawiła się inna urocza dziewczyna. Wzruszyłem ramionami i udałem się w stronę namiotu. Węgier natomiast wypluł z oburzeniem na twarzy na wpół zgryzione nasienie słonecznikowca i opuścił cień parasola, przewracając za sobą plastikowy stolik i krzesełko. Wyszedł przez otwartą furtkę, a następnie, przekraczając drogę, wbiegł w gęste łany zboża porastające tereny znajdujące się po drugiej jej stronie. Niedługo później zniknął za falującym od żaru horyzontem. Patrycji już nie było. Kudłaty oddalał się powoli wraz ze swoją nowo poznaną towarzyszką. Zabawa wkrótce ucichła i zerwał się porywisty wiatr, który przyciągnął wraz ze sobą szare chmury utkane z przygnębienia. Wyszedłem na ulicę i ruszyłem w drogę. Mogłem już tylko iść przed siebie.
Tak jak podejrzewałem, Kudłaty i Węgier ukryli się przed uciążliwym żarem słońca nieopodal sklepu. Ustawiony był tam klasyczny parasol, a pod nim plastikowy stolik oraz słabej jakości krzesła, na których siedzieli moi przyjaciele. Przywitałem się z nimi serdecznym uściskiem dłoni, a następnie zająłem miejsce obok przymuła. Węgier raz po raz zajadał się nasionami słonecznikowca, rozrzuconymi niedbale na blacie, w pobliżu których leżał oskubany kwiat owej rośliny. W milczeniu rozkoszowaliśmy się błogim cieniem, kontrastującym z upałem panującym poza granicami naszej miniaturowej oazy. Wpatrywałem się z zadumą w rozgrzany asfalt ulicy rozciągającej się tuż przy żelaznym płocie ogradzającym ten wiejski sklepik. Wkrótce na horyzoncie ujrzałem sylwetkę młodej dziewczyny idącej w naszą stronę.
Kiedy zbliżyła się do nas na odpowiednią odległość, nie miałem już wątpliwości, że to Patrycja. Z uśmiechem otwarła nieco skrzypiącą furtkę i po chwili do nas dołączyła. Przywitałem się z ukochaną, a następnie przedstawiłem ją druhom. Obecność wyjątkowo urodziwej przedstawicielki płci pięknej wyraźnie speszyła Węgra. Kudłaty natomiast nie odczuwał jakichkolwiek zahamowań i niebawem zabawiał już Patrycję swoją porywającą rozmową oraz autyzmem. Widok ten nie do końca przypadł mi do gustu, więc zaprosiłem dziewczynę na tańce w pobliskim namiocie rozrywkowym, gdzie na dobre rozpoczęła się już znakomita zabawa, doprawiana głośną muzyką elektroniczną. Chciałem w ten sposób odwieść Patrycję od niekorzystnych dla niej wpływów charyzmatycznego muła. Ku mojemu zdziwieniu, Kudłaty nie miał żadnych obiekcji co do mojego czynu. Z uśmiechem wstał od stołu i chwilę później u jego boku pojawiła się inna urocza dziewczyna. Wzruszyłem ramionami i udałem się w stronę namiotu. Węgier natomiast wypluł z oburzeniem na twarzy na wpół zgryzione nasienie słonecznikowca i opuścił cień parasola, przewracając za sobą plastikowy stolik i krzesełko. Wyszedł przez otwartą furtkę, a następnie, przekraczając drogę, wbiegł w gęste łany zboża porastające tereny znajdujące się po drugiej jej stronie. Niedługo później zniknął za falującym od żaru horyzontem. Patrycji już nie było. Kudłaty oddalał się powoli wraz ze swoją nowo poznaną towarzyszką. Zabawa wkrótce ucichła i zerwał się porywisty wiatr, który przyciągnął wraz ze sobą szare chmury utkane z przygnębienia. Wyszedłem na ulicę i ruszyłem w drogę. Mogłem już tylko iść przed siebie.





