07-05-2017, 00:17
Data: być może nigdy
Poprawiłem szelki od plecaka i ruszyłem dalej przed siebie. Wiał ciepły, przyjemny wiatr wzbudzający fale w połaciach soczystej, zielonej trawy, porastającej górskie hale. Błękitne niebo i przyjemne promienie popołudniowego słońca napawały mnie optymizmem i zachęcały do dalszej wędrówki.
Ujrzałem zagubionego kudłacza, stojącego wraz z Węgrem. Obaj mieli na twarzach maski odlane z bezradności. Przyspieszyłem kroku, aby czym prędzej dotrzeć do starych druhów i pomóc im w przeprawie. Mijając ich, z torby wysunął mi się syntezator znanej firmy produkującej sprzęt muzyczny. Z daleka dobiegała radosna melodia. Musiałem iść, wesele już się rozpoczęło.
Poprawiłem szelki od plecaka i ruszyłem dalej przed siebie. Wiał ciepły, przyjemny wiatr wzbudzający fale w połaciach soczystej, zielonej trawy, porastającej górskie hale. Błękitne niebo i przyjemne promienie popołudniowego słońca napawały mnie optymizmem i zachęcały do dalszej wędrówki.
Ujrzałem zagubionego kudłacza, stojącego wraz z Węgrem. Obaj mieli na twarzach maski odlane z bezradności. Przyspieszyłem kroku, aby czym prędzej dotrzeć do starych druhów i pomóc im w przeprawie. Mijając ich, z torby wysunął mi się syntezator znanej firmy produkującej sprzęt muzyczny. Z daleka dobiegała radosna melodia. Musiałem iść, wesele już się rozpoczęło.





