01-05-2017, 19:36
Razem z jakąś dziewczyną znaleźliśmy się w niewiadomym, mrocznym miejscu, nic nie było widać poza czarnymi podwójnymi drzwiami. Wcześniej widziałem stos czegoś co miało być strasznymi filmami, horrorami dostępnymi tylko od pewnego wieku. Dziewczyna woła do kogoś za drzwiami, że przyszliśmy w sprawie tych filmów, mam prowadzić dochodzenie. Ktoś stał przy drzwiach, ale tylko czekał i nie otwierał. Dziewczyna mówi, że to właśnie my nie mamy kluczy i prosi, aby nam otworzono. W końcu sam otwieram drzwi, pewnie od samego początku były otwarte. Po lewej stronie stoi małą dziewczynka (skojarzyło mi się z filmem "Ring"
), kilka razy opiera się dłońmi o drzwi, witając nas w tym czasie i o czymś mówiąc. Kilkakrotnie się to powtarza, jakby film się zapętlił w tym miejscu, chociaż to ponoć było celowe ze strony tej dziewczynki, aby nadać taki efekt. Wchodzimy, idziemy za nią ciemnymi, wąskimi, krętymi korytarzykami. Coś mi nie dawało spokoju, byłem pewien, że ta "dziewczynka" nas w coś wkręca. W ogóle dziwnie jakoś wyglądała raz jakby poruszała się normalnie, a raz jak gdyby była cieniem przemykającym po ścianach. Przeszła po strumieniu światła okręcającym się wokół śluzy do następnego, głębszego pomieszczenia. Poszliśmy za nią. Poprosiła nas, abyśmy zeszli jeszcze głębiej do mniejszego pomieszczenia, a ona poczeka na nas. Zeszliśmy, ale od razu wiedziałem, że to był błąd, że to pułapka. Widziałem na ścianie zanikający symbol dziurki od klucza. Okazało się, że to była starucha, czarownica, a nie mała dziewczynka. Zasypywała nas piaskiem i gruzem, został jedynie mały prostokątny otwór, w którym mieściła się ręka. Nie wiem co dokładnie zrobiłem, chyba odepchnąłem tą staruchę i jakoś się przemieściliśmy na zewnątrz. Znaleźliśmy się na trawie. Ta stara czarownica chciała nas zabić, chyba jakimiś czarami. Próbowałem w nią uderzyć energią, krzyczałem kamehameha, a nawet moc punktu przesunięcia, czy coś takiego
. Chyba to nic nie dało, jednak przenieśliśmy się do zupełnie innego miejsca, na razie w miarę spokojnego. Całkiem się rozjaśniło.
Byliśmy w śpiworach, tak mi się przynajmniej wydawało. Ktoś się zaczął turlać w śpiworze i pociągnął mnie za sobą i też zacząłem się turlać. Nie mogłem się wydostać, albo raczej ten ktoś, bo ja byłem już na zewnątrz i obserwowałem. Grupa ludzi leżała w worach, związanych sznurem tak, aby się nie wydostali. Po obudzeniu miałem pewność, że wyglądali jak obcy z filmu "Alien", a nie ludzie.
Sen się zmienił, jakoś tak się złożyło, że siedziałem tej dziewczynie "na barana" i szła z budynku w stronę plaży. Doszliśmy do wody i szliśmy wzdłuż brzegu. Naraz pojawiła się ta "czarownica" i zaczęła nas gonić. Była szybsza od nas i nas dogoniła. Chyba ją odepchnąłem. Zeskoczyłem z dziewczyny i biegliśmy osobno po piasku, jednak wcale nie szybciej. Potem nie wiem co się działo, sen się pewnie zmienił.
Nie wiem kiedy dokładnie to się działo, może później. Byłem w pokoju czy jakiejś sali z kilkoma osobami. Oprócz nas był ktoś niemile się zachowujący (pewnie taka pozostałość po tej wiedźmie), który trzymał widełki stroikowe. Wziąłem je od niego i kilka razy uderzyłem o swoją głowę. Niestety nie wydały żadnego dźwięku. Obejrzałem je, były pogięte, pewnie dlatego nie działały poprawnie. Ten ktoś kazał mi w takim razie wypić olej kokosowy z tych widełek, miało to niby pomóc w ich działaniu…
W następnej części snu stoję przed domem, raczej zwyczajnie wyglądającym z zewnątrz. Z domu wyszła dziewczyna wyglądająca jak aktorka Emma Watson. Czekała na swojego chłopaka. Kiedy przyszedł powiedział, aby poszła z nim na górę, a ona da jej "doładowanie". Poszedłem razem z nimi. Przechodziliśmy przez jakiś długi korytarz, drzwi, potem wchodząc do windy powiedziałem jej, że to doładowanie nie będzie na pewno tym czego się spodziewa. Wyszliśmy z windy, minęliśmy jakąś salę, potem stołówkę (krzesła były poskładane na ławkach, nikogo tam już nie było). Spytałem się jej czy wiedziała, że w jej domu znajduje się stołówka, odpowiedziała, że nie. Potem szliśmy przez następny korytarz, wiadomo było, że to szkoła. Spytałem się jej znowu, czy wiedziała, że w jej domu zmieściła się szkoła, jak się niby tam mógł zmieścić cały budynek szkolny? Na to pytanie także nie potrafiła odpowiedzieć. Szliśmy dalej i się obudziłem.
), kilka razy opiera się dłońmi o drzwi, witając nas w tym czasie i o czymś mówiąc. Kilkakrotnie się to powtarza, jakby film się zapętlił w tym miejscu, chociaż to ponoć było celowe ze strony tej dziewczynki, aby nadać taki efekt. Wchodzimy, idziemy za nią ciemnymi, wąskimi, krętymi korytarzykami. Coś mi nie dawało spokoju, byłem pewien, że ta "dziewczynka" nas w coś wkręca. W ogóle dziwnie jakoś wyglądała raz jakby poruszała się normalnie, a raz jak gdyby była cieniem przemykającym po ścianach. Przeszła po strumieniu światła okręcającym się wokół śluzy do następnego, głębszego pomieszczenia. Poszliśmy za nią. Poprosiła nas, abyśmy zeszli jeszcze głębiej do mniejszego pomieszczenia, a ona poczeka na nas. Zeszliśmy, ale od razu wiedziałem, że to był błąd, że to pułapka. Widziałem na ścianie zanikający symbol dziurki od klucza. Okazało się, że to była starucha, czarownica, a nie mała dziewczynka. Zasypywała nas piaskiem i gruzem, został jedynie mały prostokątny otwór, w którym mieściła się ręka. Nie wiem co dokładnie zrobiłem, chyba odepchnąłem tą staruchę i jakoś się przemieściliśmy na zewnątrz. Znaleźliśmy się na trawie. Ta stara czarownica chciała nas zabić, chyba jakimiś czarami. Próbowałem w nią uderzyć energią, krzyczałem kamehameha, a nawet moc punktu przesunięcia, czy coś takiego
. Chyba to nic nie dało, jednak przenieśliśmy się do zupełnie innego miejsca, na razie w miarę spokojnego. Całkiem się rozjaśniło.Byliśmy w śpiworach, tak mi się przynajmniej wydawało. Ktoś się zaczął turlać w śpiworze i pociągnął mnie za sobą i też zacząłem się turlać. Nie mogłem się wydostać, albo raczej ten ktoś, bo ja byłem już na zewnątrz i obserwowałem. Grupa ludzi leżała w worach, związanych sznurem tak, aby się nie wydostali. Po obudzeniu miałem pewność, że wyglądali jak obcy z filmu "Alien", a nie ludzie.
Sen się zmienił, jakoś tak się złożyło, że siedziałem tej dziewczynie "na barana" i szła z budynku w stronę plaży. Doszliśmy do wody i szliśmy wzdłuż brzegu. Naraz pojawiła się ta "czarownica" i zaczęła nas gonić. Była szybsza od nas i nas dogoniła. Chyba ją odepchnąłem. Zeskoczyłem z dziewczyny i biegliśmy osobno po piasku, jednak wcale nie szybciej. Potem nie wiem co się działo, sen się pewnie zmienił.
Nie wiem kiedy dokładnie to się działo, może później. Byłem w pokoju czy jakiejś sali z kilkoma osobami. Oprócz nas był ktoś niemile się zachowujący (pewnie taka pozostałość po tej wiedźmie), który trzymał widełki stroikowe. Wziąłem je od niego i kilka razy uderzyłem o swoją głowę. Niestety nie wydały żadnego dźwięku. Obejrzałem je, były pogięte, pewnie dlatego nie działały poprawnie. Ten ktoś kazał mi w takim razie wypić olej kokosowy z tych widełek, miało to niby pomóc w ich działaniu…
W następnej części snu stoję przed domem, raczej zwyczajnie wyglądającym z zewnątrz. Z domu wyszła dziewczyna wyglądająca jak aktorka Emma Watson. Czekała na swojego chłopaka. Kiedy przyszedł powiedział, aby poszła z nim na górę, a ona da jej "doładowanie". Poszedłem razem z nimi. Przechodziliśmy przez jakiś długi korytarz, drzwi, potem wchodząc do windy powiedziałem jej, że to doładowanie nie będzie na pewno tym czego się spodziewa. Wyszliśmy z windy, minęliśmy jakąś salę, potem stołówkę (krzesła były poskładane na ławkach, nikogo tam już nie było). Spytałem się jej czy wiedziała, że w jej domu znajduje się stołówka, odpowiedziała, że nie. Potem szliśmy przez następny korytarz, wiadomo było, że to szkoła. Spytałem się jej znowu, czy wiedziała, że w jej domu zmieściła się szkoła, jak się niby tam mógł zmieścić cały budynek szkolny? Na to pytanie także nie potrafiła odpowiedzieć. Szliśmy dalej i się obudziłem.





