20-03-2017, 17:33
Unosiłem się w nieznanej, trudnej do zidentyfikowania przestrzeni. Leciałem przez jakiś czas i wylądowałem. Szedłem z grupą osób miedzy blokami, rozglądałem się naokoło. Nagle tamci wpadają do dziury, która otwiera się na ulicy, blisko chodnika. Prawie cali przysypani piachem, śmieją się i podskakują. Idę w inną stronę. Jestem w czyimś mieszkaniu, coś z kimś przeglądam na komputerze. Pokój jest jasny, ja i członkowie rodziny tam mieszkającej, wychodzimy z pokoju. Wszyscy się rozbiegają po pokojach, widzę małe dziewczynki. Niektóre pokoje są ciemne, a inne jasne, jakby w jednych pokojach była noc, a w pozostałych dzień. Są tam schody prowadzące do ciemnych piwnicznych pomieszczeń. Nie wchodzę tam, bo mam przeczucie, że zakończyłoby się to koszmarem lub bym się od razu obudził, poza tym wydawało mi się, że kiedyś to miejsce mi się to śniło. Wszedłem do małego ciemnego pokoju, stała tam mała dziewczynka. Podszedłem do niej, ale prawie od razu wyszedłem z pokoju, ponieważ ta dziewczynka była jakby kocia i czułem, że chce mnie podrapać.





