11-03-2017, 15:36
Lecę wysoko w chmurach, wydaje mi się, że jestem przemokniętym papierkiem (papierowym samolocikiem?), mam lekki, niezupełnie świadomy lęk wysokości. Niedaleko mnie przelatuje prawdziwy, pasażerski samolot. Podlatuję bliżej, ponieważ widzę otwarte okienko. Ktoś mnie chwyta i wciąga do środka.
Trafiam do nieznanego mi pokoju na poddaszu. Jestem razem z jakąś dziewczyną, może z tego samolotu. Pan, który tam mieszka coś nam opowiada, m.in. o wąskim wysokim na dwa metry łóżku. Pokazał też, że dokupił tak samo wielką poduszkę i ustawił na podłodze obok łóżka. Pomyślałem, że rzeczywiście była potrzebna taka wielka, bo jakby się przez przypadek spadło to można by się połamać, a tak miękko na poduszkę... Poza tym, częściowo świadomy, rozejrzałem się po pokoju i stwierdziłem, że jest bardzo duży, na pewno nie śni mi się mój. Szedłem dalej, po lewej stronie znajdowały się schody prowadzące na dół, na których szczycie przysiadła moja kotka. Pomyślałem, że może później sprawdzę co tam jest, a teraz pójdę w prawo korytarzem. Na samym końcu korytarza była wnęka, stała tam stara brązowa szafa. Nagle przyszedł pomocnik tego pana mieszkającego w tym pokoju, był bardzo zdenerwowany, pewnie chciałem zobaczyć co jest w środku. Zabrał ze sobą szafę. Wcale nie chciałem otwierać tej szafy. Wiedziałem jednak, że kryje ona coś, czego oni nie chcą nikomu wyjawić, trup, albo coś związane z wampirami. Szedłem dalej, bo okazało się że jest tam przejście do innego korytarza, większego i szkolnego. Chodziło tam dużo uczniów. Po środku korytarza zaczęła się toczyć duża metalowa kula. Z dużą trudnością poruszałem ją za pomocą telekinezy. Trudność była związana z tym, że kula miała magnetyczny napęd, jej obie połowy kręciły się w odwrotną stronę wytwarzały pole elektromagnetyczne. Dalej chodziłem korytarzami nieznanej szkoły. Potem chciałem wrócić z dziewczyną do tych schodów prowadzących na dół, ale nie mogłem, korytarze się pomieszały i nie dało się tam trafić z powrotem.
Trafiam do nieznanego mi pokoju na poddaszu. Jestem razem z jakąś dziewczyną, może z tego samolotu. Pan, który tam mieszka coś nam opowiada, m.in. o wąskim wysokim na dwa metry łóżku. Pokazał też, że dokupił tak samo wielką poduszkę i ustawił na podłodze obok łóżka. Pomyślałem, że rzeczywiście była potrzebna taka wielka, bo jakby się przez przypadek spadło to można by się połamać, a tak miękko na poduszkę... Poza tym, częściowo świadomy, rozejrzałem się po pokoju i stwierdziłem, że jest bardzo duży, na pewno nie śni mi się mój. Szedłem dalej, po lewej stronie znajdowały się schody prowadzące na dół, na których szczycie przysiadła moja kotka. Pomyślałem, że może później sprawdzę co tam jest, a teraz pójdę w prawo korytarzem. Na samym końcu korytarza była wnęka, stała tam stara brązowa szafa. Nagle przyszedł pomocnik tego pana mieszkającego w tym pokoju, był bardzo zdenerwowany, pewnie chciałem zobaczyć co jest w środku. Zabrał ze sobą szafę. Wcale nie chciałem otwierać tej szafy. Wiedziałem jednak, że kryje ona coś, czego oni nie chcą nikomu wyjawić, trup, albo coś związane z wampirami. Szedłem dalej, bo okazało się że jest tam przejście do innego korytarza, większego i szkolnego. Chodziło tam dużo uczniów. Po środku korytarza zaczęła się toczyć duża metalowa kula. Z dużą trudnością poruszałem ją za pomocą telekinezy. Trudność była związana z tym, że kula miała magnetyczny napęd, jej obie połowy kręciły się w odwrotną stronę wytwarzały pole elektromagnetyczne. Dalej chodziłem korytarzami nieznanej szkoły. Potem chciałem wrócić z dziewczyną do tych schodów prowadzących na dół, ale nie mogłem, korytarze się pomieszały i nie dało się tam trafić z powrotem.





