10-02-2017, 21:46
Byłam na polu za domem rodziców i wiedziałam, że przed czwartą muszę być na wydziale. Odległości były tam większe niż w rzeczywistości, tak, że musiałam przejść kilka kilometrów do samego domu, potem ten kilometr na przystanek. Jakoś tak się złożyło, że część budynków Politechniki była w Bełchatowie. Niewiele to pomogło, bo kiedy biegłam na przystanek, była już prawie czwarta. Poczułam, że jestem głodna i zaraz umrę, jeśli czegoś nie zjem. Siedząc w autobusie, liczyłam pieniądze i rozważałam gdzie w mieście mogę coś szybko zjeść.
Wjechałam do miasta, wyglądało trochę bajkowo, jak miasteczka Mikołaja w filmach familijnych. Choinki na zasypanych śniegiem rondach, jakieś dziwne ozdobione mostki przechodzące nad ulicami. Dotarłam w końcu do wydziału, przypomniałam sobie, że tam jest bufet. Weszłam do środka, zatrzymałam się za drzwiami. Po lewej stronie stały automaty do kawy, obok były schody do piwnic. Z dołu przyszli V. i dziewczyna podobna do Szefowej od Psychopatów. Starałam się przejść za nimi tak, żeby mnie nie zobaczyli i nie zaczęli pytać, dlaczego nie idę wprost do Jaskini Nerdów. Przeszłam korytarzami dalej, do bufetu. Po lewej stronie było okienko, którym wydawali jedzenie, teraz przymknięte. Po prawej było wbudowane w ścianę wysokie biurko, za nim siedziała starsza siwa kobieta. Pomyślałam sobie, że to wygląda jak sąd i chyba zostało stworzone właśnie po to, żeby stresować i onieśmielać studentów.
===========================================
Dziwna historia toczyła się jakby obok mnie, jak film. Czułam, że to film w dwóch częściach.
Młoda dziewczyna zmieniła się w kobietę-kota. Mogła albo przybierać ludzką postać, albo takiej humanoidalnej kocicy o niebiesko-fioletowej sierści. Jej matka nie była zadowolona z tych zmian i zabrała dziewczynę do instytutu, gdzie naukowcy w białych fartuchach mieli coś z tym zrobić. Kobieta twierdziła, że ta zmiana wpłynęła na charakter dziewczyny i głównie to jej przeszkadzało.
Najpierw zaczęła się skarżyć, że jej córka zjada żywcem dżdżownice, objada się nimi bez opamiętania i od tego wymiotuje.
Ja pomyślałam wtedy z rozbawieniem, że koty chyba mogą bez problemu zjadać dżdżownice i nie wiem, w czym jest problem.
Potem matka dziewczyny stwierdziła, że jej córka wobec innych osób jest taka otwarta, chętnie z nimi rozmawia, a przy niej jest milcząca i zamknięta i to jest bardzo zły znak. To wydało mi się jeszcze bardziej absurdalne, myślałam sobie, że też nie miałabym ochoty z nią rozmawiać, gdyby była moją matką i tak się wszystkiego czepiała
Wjechałam do miasta, wyglądało trochę bajkowo, jak miasteczka Mikołaja w filmach familijnych. Choinki na zasypanych śniegiem rondach, jakieś dziwne ozdobione mostki przechodzące nad ulicami. Dotarłam w końcu do wydziału, przypomniałam sobie, że tam jest bufet. Weszłam do środka, zatrzymałam się za drzwiami. Po lewej stronie stały automaty do kawy, obok były schody do piwnic. Z dołu przyszli V. i dziewczyna podobna do Szefowej od Psychopatów. Starałam się przejść za nimi tak, żeby mnie nie zobaczyli i nie zaczęli pytać, dlaczego nie idę wprost do Jaskini Nerdów. Przeszłam korytarzami dalej, do bufetu. Po lewej stronie było okienko, którym wydawali jedzenie, teraz przymknięte. Po prawej było wbudowane w ścianę wysokie biurko, za nim siedziała starsza siwa kobieta. Pomyślałam sobie, że to wygląda jak sąd i chyba zostało stworzone właśnie po to, żeby stresować i onieśmielać studentów.
===========================================
Dziwna historia toczyła się jakby obok mnie, jak film. Czułam, że to film w dwóch częściach.
Młoda dziewczyna zmieniła się w kobietę-kota. Mogła albo przybierać ludzką postać, albo takiej humanoidalnej kocicy o niebiesko-fioletowej sierści. Jej matka nie była zadowolona z tych zmian i zabrała dziewczynę do instytutu, gdzie naukowcy w białych fartuchach mieli coś z tym zrobić. Kobieta twierdziła, że ta zmiana wpłynęła na charakter dziewczyny i głównie to jej przeszkadzało.
Najpierw zaczęła się skarżyć, że jej córka zjada żywcem dżdżownice, objada się nimi bez opamiętania i od tego wymiotuje.
Ja pomyślałam wtedy z rozbawieniem, że koty chyba mogą bez problemu zjadać dżdżownice i nie wiem, w czym jest problem.
Potem matka dziewczyny stwierdziła, że jej córka wobec innych osób jest taka otwarta, chętnie z nimi rozmawia, a przy niej jest milcząca i zamknięta i to jest bardzo zły znak. To wydało mi się jeszcze bardziej absurdalne, myślałam sobie, że też nie miałabym ochoty z nią rozmawiać, gdyby była moją matką i tak się wszystkiego czepiała





