06-02-2017, 19:57
Dom rodziców znajdował się na jakiejś kreskówkowej pustyni, pod pomarańczowo-różowo-fioletowym niebem. W pokoju, gdzie w realu jest "gabinet" mamy było coś w rodzaju pokoiku w domu uciech. Siedziałam tam z moją ciocią. Ciocia miała kolorowe lakiery do paznokci, które najpierw mnie i mojej siostrze (która w tym śnie była jeszcze nastolatką) pożyczała, potem już krzywo na to patrzyła. Ja zdążyłam jeszcze pomalować sobie niektóre paznokcie, zanim ciocia zaczęła być o to na mnie zła. Zezłościłam się i zaczęłam zmywać te paznokcie. Rozmyślałam o tym, że "kto daje i odbiera..." i dziwiłam się tej cioci nieżyczliwości.
===========================================
Miała nadejść katastrofa, coś w rodzaju inwazji obcej cywilizacji na Ziemię. Jednocześnie do walki z obcymi miały stanąć liczne rzesze niepowiązanych ze sobą zwyczajnych ludzi. Większość działań dokonywało się jakoś zdalnie albo telepatycznie, tak, że nie było widać żadnych efektownych scen walki
Grupa dowodzona przez Billa Gatesa robiła sabotaż, utrudniając działania obrońców planety. Jakoś tak jakby w końcowych scenach, kiedy ludzie gromadzili się na plaży i mieli gdzieś się wystrzelić z katapult, jakaś niska czarnowłosa dziewczyna, latająca na lotniach, w końcu pokonała, chyba także telepatycznie, Billa Gatesa i jego ludzi. Ludzie mogli wystrzelać się gdzieś ponad morze bez przeszkód. W którymś momencie stało się jasne, że już pokonali tych kosmitów, ale niektórzy z rozpędu nadal się wybijali i lądowali gdzieś w morzu. Ta dziewczyna, która umożliwiła im atak, leżała na piachu i się śmiała.
===========================================
Stałam w nocy na podwórku między kilkoma wiejskimi chałupami. Z jednej z nich na wozie wyjechał katafalk z trumną i świecami. Świec było sześć dookoła zwłok, jedna gdzieś pośrodku trumny. Tylko ta jedna się paliła, fioletowym ogniem. Zaczęłam pytać człowieka, który wypychał te wozy z trumnami z domu, po co te inne świece, skoro i tak ich nie zapala. Chciałam dopilnować, żeby kolejnym razem zapalone były wszystkie, ale i tak się nie udało.
===========================================
Byłam w dość dużym pokoju (sypialni? garderobie?) z żółto-pomarańczowymi ścianami. Mierzyłam jakieś ubrania, ciągle musiałam rozbierać się i coś zakładać. Kiedy miałam wyciągnięte i odsłonięte ręce, jakaś starsza kobieta, która pomagała mi się przebierać, spytała, czemu mam na nadgarstku zawiązany ten sznurek. Jęknęłam w duchu na myśl, że zaraz będę musiała te skomplikowane rzeczy tłumaczyć, ale na szczęście obudziłam się, zanim to zrobiłam.
===========================================
# Dedykacja dla Se. dzięki któremu większość pomieszczeń w moich snach ma teraz pomarańczowe ściany
===========================================
Miała nadejść katastrofa, coś w rodzaju inwazji obcej cywilizacji na Ziemię. Jednocześnie do walki z obcymi miały stanąć liczne rzesze niepowiązanych ze sobą zwyczajnych ludzi. Większość działań dokonywało się jakoś zdalnie albo telepatycznie, tak, że nie było widać żadnych efektownych scen walki
Grupa dowodzona przez Billa Gatesa robiła sabotaż, utrudniając działania obrońców planety. Jakoś tak jakby w końcowych scenach, kiedy ludzie gromadzili się na plaży i mieli gdzieś się wystrzelić z katapult, jakaś niska czarnowłosa dziewczyna, latająca na lotniach, w końcu pokonała, chyba także telepatycznie, Billa Gatesa i jego ludzi. Ludzie mogli wystrzelać się gdzieś ponad morze bez przeszkód. W którymś momencie stało się jasne, że już pokonali tych kosmitów, ale niektórzy z rozpędu nadal się wybijali i lądowali gdzieś w morzu. Ta dziewczyna, która umożliwiła im atak, leżała na piachu i się śmiała.===========================================
Stałam w nocy na podwórku między kilkoma wiejskimi chałupami. Z jednej z nich na wozie wyjechał katafalk z trumną i świecami. Świec było sześć dookoła zwłok, jedna gdzieś pośrodku trumny. Tylko ta jedna się paliła, fioletowym ogniem. Zaczęłam pytać człowieka, który wypychał te wozy z trumnami z domu, po co te inne świece, skoro i tak ich nie zapala. Chciałam dopilnować, żeby kolejnym razem zapalone były wszystkie, ale i tak się nie udało.
===========================================
Byłam w dość dużym pokoju (sypialni? garderobie?) z żółto-pomarańczowymi ścianami. Mierzyłam jakieś ubrania, ciągle musiałam rozbierać się i coś zakładać. Kiedy miałam wyciągnięte i odsłonięte ręce, jakaś starsza kobieta, która pomagała mi się przebierać, spytała, czemu mam na nadgarstku zawiązany ten sznurek. Jęknęłam w duchu na myśl, że zaraz będę musiała te skomplikowane rzeczy tłumaczyć, ale na szczęście obudziłam się, zanim to zrobiłam.
===========================================
# Dedykacja dla Se. dzięki któremu większość pomieszczeń w moich snach ma teraz pomarańczowe ściany





