19-01-2017, 16:31
19.01.2017
Na statku obcych
Był wielki kataklizm na Ziemi i całe życie na planecie zostało zniszczone. Tylko niewielka grupka ludzi została zabrana na statek kosmiczny obcych. Byłem w niej ja i jakaś ważna dziewczyna (jakby księżniczka?), której, ani razu nie widziałem. Już w tym statku kosmicznym, szedłem z kilkoma osobami. Jedni poszli schodami, a drudzy razem ze mną w dół o piwnicznych pomieszczeń. Znaleźliśmy się w czymś w rodzaj szatni. Byłem z kilkoma obcymi, wyglądali zupełnie jak ludzie. W pewnym momencie jeden z nich naśmiewał się, że jak przyjdzie ta księżniczka to ją postraszy i wtedy zdjął częściowo warstwę skóry na twarzy. Widziałem jego ostre zęby drapieżnika. Udawał, że odgryza jej głowę. Trochę się przestraszyłem. Inni też zsuwali lekko "maski" i pokazywali zęby. Na początku wydawało mi się, że mają dzioby z ostrymi zębami, ale raczej pod tym "przebraniem" byli na prawdę jaszczurami. Miałem takie głupie myśli, że się teleportuję na Ziemię i znajdę im jakieś jedzenie, aby nie pozjadali tych ludzi, których zabrali, ale chyba im w końcu tego nie powiedziałem. Nagle wszyscy się obrócili w moją stronę i się spytali czy ja też nie pokażę swojej twarzy. Zakłopotany, zacząłem się cofać, pewnie myśleli, że jestem jednym z nich. Chyba się domyślali, że jestem człowiekiem i podejrzałem ich prawdziwą istotę. Chcieli się na mnie rzucić, ale pomyślałem, że stanę się niewidzialny i chyba mi się udało. Sprawdziłem to pukając kilku z nich palcem, tylko się wzdrygnęli i nic nie robili. Stali przy oknie i na coś czy kogoś czekali. Przyszła wreszcie ich królowa, razem z nią przyszedł inny obcy. On mnie wyczuwał, kierował się w moją stronę. Nie wiem po co popukałem w kilku miejscach ścianę i odbiegłem na drugi koniec sali. Tamten zatrzymywał się przy każdym miejscu prze ze mnie dotkniętym. Królowa obeszła szatnię i wyszła. Potem sen się zmienił albo się obudziłem.
Na statku obcych
Był wielki kataklizm na Ziemi i całe życie na planecie zostało zniszczone. Tylko niewielka grupka ludzi została zabrana na statek kosmiczny obcych. Byłem w niej ja i jakaś ważna dziewczyna (jakby księżniczka?), której, ani razu nie widziałem. Już w tym statku kosmicznym, szedłem z kilkoma osobami. Jedni poszli schodami, a drudzy razem ze mną w dół o piwnicznych pomieszczeń. Znaleźliśmy się w czymś w rodzaj szatni. Byłem z kilkoma obcymi, wyglądali zupełnie jak ludzie. W pewnym momencie jeden z nich naśmiewał się, że jak przyjdzie ta księżniczka to ją postraszy i wtedy zdjął częściowo warstwę skóry na twarzy. Widziałem jego ostre zęby drapieżnika. Udawał, że odgryza jej głowę. Trochę się przestraszyłem. Inni też zsuwali lekko "maski" i pokazywali zęby. Na początku wydawało mi się, że mają dzioby z ostrymi zębami, ale raczej pod tym "przebraniem" byli na prawdę jaszczurami. Miałem takie głupie myśli, że się teleportuję na Ziemię i znajdę im jakieś jedzenie, aby nie pozjadali tych ludzi, których zabrali, ale chyba im w końcu tego nie powiedziałem. Nagle wszyscy się obrócili w moją stronę i się spytali czy ja też nie pokażę swojej twarzy. Zakłopotany, zacząłem się cofać, pewnie myśleli, że jestem jednym z nich. Chyba się domyślali, że jestem człowiekiem i podejrzałem ich prawdziwą istotę. Chcieli się na mnie rzucić, ale pomyślałem, że stanę się niewidzialny i chyba mi się udało. Sprawdziłem to pukając kilku z nich palcem, tylko się wzdrygnęli i nic nie robili. Stali przy oknie i na coś czy kogoś czekali. Przyszła wreszcie ich królowa, razem z nią przyszedł inny obcy. On mnie wyczuwał, kierował się w moją stronę. Nie wiem po co popukałem w kilku miejscach ścianę i odbiegłem na drugi koniec sali. Tamten zatrzymywał się przy każdym miejscu prze ze mnie dotkniętym. Królowa obeszła szatnię i wyszła. Potem sen się zmienił albo się obudziłem.





