14-01-2017, 22:42
# Trochę przerwy w pisaniu z powodu choroby, alergii na leki i ogólnego braku czasu w ostatnich dniach. Teraz znów tylko urywki pamiętam, bez pewności, którego dnia konkretnie były dane sny.
==========================================
Coś jak WILD/OOBE. Wyciągało mnie z łóżka, unosiłam się w powietrzu poziomo, w ciemnościach.
==========================================
Byłam w jakiejś szkole, czymś pośrednim między Hogwartem a uniwersytetem. Czułam jakby to częściowo był film, zastanawiałam się nad tym, dlaczego bohaterowie serii "Harry Potter" akurat w tym momencie są dziećmi. Głównie siedzieliśmy na placu przed tą szkołą i rozmawialiśmy o nieistotnych rzeczach.
==========================================
# Sen, w który weszłam, o ile pamiętam, na tyle szybko, że wiedziałam, że to sen, chociaż nie był to WILD.
Stałam w jakimś parku miejskim. Byłam kimś w rodzaju Kobiety-Kot. Wiedziałam, że mam nadludzką siłę i zręczność - odczuwałam to tak, jakby była to gra, w której akurat jestem taką postacią o określonych parametrach. Postanowiłam z tego skorzystać i przeskakiwałam pomiędzy znacznie od siebie oddalonymi obiektami na jakie natrafiałam. W pewnej chwili pomyślałam, że może jak już jestem we śnie, to spróbuję realizować te questy, ale z drugiej strony doszłam do wniosku, że przecież to chyba pierwszy raz, kiedy już na wstępie LD jestem "ulepszona" bez żadnego własnego wysiłku w tym celu. Więc bawiłam się tak dalej i to był błąd, tak jak podążanie za fabułą i stopniowo przeszło to w sen o LD, a potem inne, zwyczajne sny.
==========================================
Przebywałam w mieszkaniu z moim chłopakiem. Zadzwoniła do mnie siostra, mówiąc, że zaprasza nas na trwającą właśnie imprezę do swoich znajomych. Zaczęliśmy uzgadniać szczegóły. W rozmowę wtrącał się jeszcze jakiś wesoły, być może już lekko podchmielony osobnik, utrudniając nam dojście do porozumienia. Czułam, że mój chłopak jest coraz bardziej zirytowany całą tą sytuacją. Irytujący człowiek zaoferował się, że może nas podwieźć w razie potrzeby, siostra podchwyciła ten pomysł. Mój chłopak przypomniał mi, że - z nieznanych dla mnie obecnie powodów - musimy już o określonej godzinie wieczorem wracać. Wychodziło więc na to, że pojawimy się na imprezie właściwie tylko przez chwilę i że w takim razie jest to raczej nieopłacalne. Przytaknęłam temu. Potem, wkrótce przed przebudzeniem, czułam z tego powodu dyskomfort i wyrzuty sumienia, że tak wyszło.
==========================================
Coś jak WILD/OOBE. Wyciągało mnie z łóżka, unosiłam się w powietrzu poziomo, w ciemnościach.
==========================================
Byłam w jakiejś szkole, czymś pośrednim między Hogwartem a uniwersytetem. Czułam jakby to częściowo był film, zastanawiałam się nad tym, dlaczego bohaterowie serii "Harry Potter" akurat w tym momencie są dziećmi. Głównie siedzieliśmy na placu przed tą szkołą i rozmawialiśmy o nieistotnych rzeczach.
==========================================
# Sen, w który weszłam, o ile pamiętam, na tyle szybko, że wiedziałam, że to sen, chociaż nie był to WILD.
Stałam w jakimś parku miejskim. Byłam kimś w rodzaju Kobiety-Kot. Wiedziałam, że mam nadludzką siłę i zręczność - odczuwałam to tak, jakby była to gra, w której akurat jestem taką postacią o określonych parametrach. Postanowiłam z tego skorzystać i przeskakiwałam pomiędzy znacznie od siebie oddalonymi obiektami na jakie natrafiałam. W pewnej chwili pomyślałam, że może jak już jestem we śnie, to spróbuję realizować te questy, ale z drugiej strony doszłam do wniosku, że przecież to chyba pierwszy raz, kiedy już na wstępie LD jestem "ulepszona" bez żadnego własnego wysiłku w tym celu. Więc bawiłam się tak dalej i to był błąd, tak jak podążanie za fabułą i stopniowo przeszło to w sen o LD, a potem inne, zwyczajne sny.
==========================================
Przebywałam w mieszkaniu z moim chłopakiem. Zadzwoniła do mnie siostra, mówiąc, że zaprasza nas na trwającą właśnie imprezę do swoich znajomych. Zaczęliśmy uzgadniać szczegóły. W rozmowę wtrącał się jeszcze jakiś wesoły, być może już lekko podchmielony osobnik, utrudniając nam dojście do porozumienia. Czułam, że mój chłopak jest coraz bardziej zirytowany całą tą sytuacją. Irytujący człowiek zaoferował się, że może nas podwieźć w razie potrzeby, siostra podchwyciła ten pomysł. Mój chłopak przypomniał mi, że - z nieznanych dla mnie obecnie powodów - musimy już o określonej godzinie wieczorem wracać. Wychodziło więc na to, że pojawimy się na imprezie właściwie tylko przez chwilę i że w takim razie jest to raczej nieopłacalne. Przytaknęłam temu. Potem, wkrótce przed przebudzeniem, czułam z tego powodu dyskomfort i wyrzuty sumienia, że tak wyszło.





