14-01-2017, 14:11
14.01.2017
Lato, świeci słońce itd. Przed balkonem jest rozwieszona czarna lina od lampy do lampy. Jakiś dzieciak, ktoś mówi, że Egipcjanin, wisi do góry nogami nad trawnikiem przywiązany za nogi do tej liny. Wije się, próbując się rozplątać. Chce go odwiązać i wołam mamę, aby przyniosła mi nożyczki. Przynosi mi kilka par butów na zmianę, założenie butów i zawiązanie sznurowadeł trochę trwa. Przychodzą starsi od wiszącego, chłopcy, którzy się nim zainteresowali. W końcu sam idę po nożyczki, ale gdy wracam już jest to niepotrzebne. Tamci co przyszli już go odwiązali i gdzieś z nim poszli. Miałem tylko zebrać pozostałą linę, zmieniła się w jakieś badyle, wziąłem je i poszedłem w stronę drugiego końca trawnika. Trawnik był kilkukrotnie większy niż w rzeczywistości, jego fragment był plażą (która według sennej mamy pozostała przeniesiona z trawnika innej sąsiadki i nasz się zaraził tym pustynnieniem) obok, której stała zjeżdżalnia z placu zabaw. Przy tej zjeżdżalni rósł krzak rumianku, który przyciągał osy. Pogoniło właśnie mnie pełno os jednak wróciłem tam. Mama mówiła, że mam zwrócić uwagę na okno w bloku na przeciwko, takie przystrojone, pewnie to tamta kobieta co się dopiero co wprowadziła zabiła poprzedniego mieszkańca. Przy drugiej lampie nie było pozostałości liny.
Z innego snu pamiętam, że wszyscy ludzie biegli przez labirynt korytarzy w jakimś budynku, uciekaliśmy przed wdzierającą się wodą. Musieliśmy dostać się na najwyższe piętro, ponieważ woda podnosiła się coraz wyżej z piętra na piętro. Raz skręciłem w stronę, gdzie kilku ludzi wybrało zły kierunek, ale na szczęście wróciłem i pobiegłem innym, właściwym korytarzem. Tamci zginęli zalani wodą. Znalazłem się na wielkim, pustym holu, ze mną była tam tylko jedna osoba. Na końcu tego holu była winda. Tamten wcisnął przez przypadek niższe piętro, ale nic się nam nie stało, bo winda była szczelna. Wcisnąłem numer najwyższego piętra, czyli 25 i pojechaliśmy tam windą. Na koniec zauważyłem, że woda dotarła na najwyższe piętro, jednak była płytka i ktoś się z tego śmiał.
Lato, świeci słońce itd. Przed balkonem jest rozwieszona czarna lina od lampy do lampy. Jakiś dzieciak, ktoś mówi, że Egipcjanin, wisi do góry nogami nad trawnikiem przywiązany za nogi do tej liny. Wije się, próbując się rozplątać. Chce go odwiązać i wołam mamę, aby przyniosła mi nożyczki. Przynosi mi kilka par butów na zmianę, założenie butów i zawiązanie sznurowadeł trochę trwa. Przychodzą starsi od wiszącego, chłopcy, którzy się nim zainteresowali. W końcu sam idę po nożyczki, ale gdy wracam już jest to niepotrzebne. Tamci co przyszli już go odwiązali i gdzieś z nim poszli. Miałem tylko zebrać pozostałą linę, zmieniła się w jakieś badyle, wziąłem je i poszedłem w stronę drugiego końca trawnika. Trawnik był kilkukrotnie większy niż w rzeczywistości, jego fragment był plażą (która według sennej mamy pozostała przeniesiona z trawnika innej sąsiadki i nasz się zaraził tym pustynnieniem) obok, której stała zjeżdżalnia z placu zabaw. Przy tej zjeżdżalni rósł krzak rumianku, który przyciągał osy. Pogoniło właśnie mnie pełno os jednak wróciłem tam. Mama mówiła, że mam zwrócić uwagę na okno w bloku na przeciwko, takie przystrojone, pewnie to tamta kobieta co się dopiero co wprowadziła zabiła poprzedniego mieszkańca. Przy drugiej lampie nie było pozostałości liny.
Z innego snu pamiętam, że wszyscy ludzie biegli przez labirynt korytarzy w jakimś budynku, uciekaliśmy przed wdzierającą się wodą. Musieliśmy dostać się na najwyższe piętro, ponieważ woda podnosiła się coraz wyżej z piętra na piętro. Raz skręciłem w stronę, gdzie kilku ludzi wybrało zły kierunek, ale na szczęście wróciłem i pobiegłem innym, właściwym korytarzem. Tamci zginęli zalani wodą. Znalazłem się na wielkim, pustym holu, ze mną była tam tylko jedna osoba. Na końcu tego holu była winda. Tamten wcisnął przez przypadek niższe piętro, ale nic się nam nie stało, bo winda była szczelna. Wcisnąłem numer najwyższego piętra, czyli 25 i pojechaliśmy tam windą. Na koniec zauważyłem, że woda dotarła na najwyższe piętro, jednak była płytka i ktoś się z tego śmiał.





