08-01-2017, 23:40
# Z powodu ostatnich małych problemów z bezsennością sny z ostatnich dni pamiętam urywkami.
===========================================
Na jakimś trawniku za szkołą (przypuszczalnie gimnazjum), mającym być boiskiem, kilka grup chłopaków grało w piłkę. Ja chodziłam wokół i przyglądałam się. Czterej czarnoskórzy grający wydawali mi się bardzo sympatyczni. Chciałam patrzeć jak się śmieją, podobało mi się to, ale bałam się, że będę patrzeć zbyt nachalnie i wyjdę na rasistkę czy coś w tym stylu. Potem trzej z nich usiedli na takiej szerokiej drewnianej huśtawce, stojącej pod zadaszeniem na tyłach szkoły. Przysiadłam się do nich. Jak rozmawialiśmy, jakoś tak wynikło, że siedzący najbliżej przytulał mnie. Z jednej strony było mi miło, z drugiej bałam się, że ktoś patrzy z boku. Nie chciałam, żeby zarzucili mi uwodzenie nieletnich, a nie byłam pewna, za jak bardzo niejednoznaczną zostanie uznana ta sytuacja.
============================================
Jakaś pusta sala kinowa, w której trwa przygotowanie do konferencji czy podobnego spotkania. Wchodzi jakaś facetka w stereotypowym biurowym stroju - rozpięta marynarka, spódnica do kolan, jasna koszula. Usta pomalowane dość ciemną szminką.
Obraz pojawił się jakby był fazą przejściową między hipnagogami a snem, przybliżał się jak scena z filmu.
============================================
Ja i siostra chyba jeszcze jesteśmy niepełnoletnie i mieszkamy z rodzicami. Przyjeżdżamy na jakiś czas do starego domku na odludziu. Dom urządzony jak u starszych ludzi na wsiach, pod ścianami i w kątach stoją dziwnie krótkie łóżka, przywalone wysokimi prawie na metr zwałami pościeli i koców. Do jednego z tych łóżek praktycznie nie ma dojścia, zastawia je fotel i mała szafka. Stoję przez chwilę obok, próbując ogarnąć logikę takiego ustawienia.
Wchodzę na strych po staroświeckiej szerokiej schodo-drabinie z lakierowanego drewna. Widzę, że dach od spodu jest niewykończony, tak jak w realu w domu rodziców, widać wszystkie deski i podtrzymujące belki. Dach schodzi ukosem w dół, tak, że ściany tam mają niewiele ponad pół metra i stojąc w kącie trzeba przykucnąć.
Podchodzę do kąta, zaczynam przegrzebywać pudełka. Wyciągam małe laleczki z tworzywa sztucznego, coś w rodzaju tych Polly. Te we śnie mogą mieć albo gumowe ubranka albo z materiału. Szukam jak najwięcej strojów dla pięciu laleczek. Z dołu słyszę głosy rodziców. Rozmawiają o czymś, co wprawia mnie w irytację - teraz nie pamiętam, co to było.
Siostra dołącza do mnie. Razem staramy się znaleźć ubranka, w których laleczki będą wyglądać jak bezwstydne kurtyzany. Ma to być z naszej strony jakaś forma złośliwości (?).
Później jakoś od tych laleczek zaczyna się historia, przedstawiana jakby na ilustracjach w takiej księdze-kreskówce. Narrator opowiada bajkę o tym, jak to Bill Gates był dzieckiem i jaki był wredny i złośliwy. Czasami obrazki z tej książki jakby nakładają się na scenografię tego domku, w którym siedzieliśmy.
===========================================
Na jakimś trawniku za szkołą (przypuszczalnie gimnazjum), mającym być boiskiem, kilka grup chłopaków grało w piłkę. Ja chodziłam wokół i przyglądałam się. Czterej czarnoskórzy grający wydawali mi się bardzo sympatyczni. Chciałam patrzeć jak się śmieją, podobało mi się to, ale bałam się, że będę patrzeć zbyt nachalnie i wyjdę na rasistkę czy coś w tym stylu. Potem trzej z nich usiedli na takiej szerokiej drewnianej huśtawce, stojącej pod zadaszeniem na tyłach szkoły. Przysiadłam się do nich. Jak rozmawialiśmy, jakoś tak wynikło, że siedzący najbliżej przytulał mnie. Z jednej strony było mi miło, z drugiej bałam się, że ktoś patrzy z boku. Nie chciałam, żeby zarzucili mi uwodzenie nieletnich, a nie byłam pewna, za jak bardzo niejednoznaczną zostanie uznana ta sytuacja.
============================================
Jakaś pusta sala kinowa, w której trwa przygotowanie do konferencji czy podobnego spotkania. Wchodzi jakaś facetka w stereotypowym biurowym stroju - rozpięta marynarka, spódnica do kolan, jasna koszula. Usta pomalowane dość ciemną szminką.
Obraz pojawił się jakby był fazą przejściową między hipnagogami a snem, przybliżał się jak scena z filmu.
============================================
Ja i siostra chyba jeszcze jesteśmy niepełnoletnie i mieszkamy z rodzicami. Przyjeżdżamy na jakiś czas do starego domku na odludziu. Dom urządzony jak u starszych ludzi na wsiach, pod ścianami i w kątach stoją dziwnie krótkie łóżka, przywalone wysokimi prawie na metr zwałami pościeli i koców. Do jednego z tych łóżek praktycznie nie ma dojścia, zastawia je fotel i mała szafka. Stoję przez chwilę obok, próbując ogarnąć logikę takiego ustawienia.
Wchodzę na strych po staroświeckiej szerokiej schodo-drabinie z lakierowanego drewna. Widzę, że dach od spodu jest niewykończony, tak jak w realu w domu rodziców, widać wszystkie deski i podtrzymujące belki. Dach schodzi ukosem w dół, tak, że ściany tam mają niewiele ponad pół metra i stojąc w kącie trzeba przykucnąć.
Podchodzę do kąta, zaczynam przegrzebywać pudełka. Wyciągam małe laleczki z tworzywa sztucznego, coś w rodzaju tych Polly. Te we śnie mogą mieć albo gumowe ubranka albo z materiału. Szukam jak najwięcej strojów dla pięciu laleczek. Z dołu słyszę głosy rodziców. Rozmawiają o czymś, co wprawia mnie w irytację - teraz nie pamiętam, co to było.
Siostra dołącza do mnie. Razem staramy się znaleźć ubranka, w których laleczki będą wyglądać jak bezwstydne kurtyzany. Ma to być z naszej strony jakaś forma złośliwości (?).
Później jakoś od tych laleczek zaczyna się historia, przedstawiana jakby na ilustracjach w takiej księdze-kreskówce. Narrator opowiada bajkę o tym, jak to Bill Gates był dzieckiem i jaki był wredny i złośliwy. Czasami obrazki z tej książki jakby nakładają się na scenografię tego domku, w którym siedzieliśmy.





