31-12-2016, 15:00
31.12.2016
Wieczór, jadę autobusem trzymając się poręczy. Na przystanku wchodzi tylnymi drzwiami mężczyzna. Woła, aby ktoś z przodu wprowadził wózek z dzieckiem. Wjeżdża wózek, zatrzymuje się obok downa rozmawiającego przez telefon. Tamten facet nie idzie do swojego dziecka (chyba jego) tylko siada na tylnym siedzeniu. Po chwili ja sam znajduję się na tylnym siedzeniu obok niego. Wsiada młoda kobieta z dziewczynką, siadają obok mnie. Dziewczynka siada mi na kolanach, że niby mam się nią zająć na czas jazdy. Siedzenia są dosyć wysoko, a ta dziewczynka niebezpiecznie wychyla się za metalowe poręcze. Nie przytrzymuję jej, a ona robi przewrót w tył i spada na podłogę. Nic się jej nie stało. Mam wrażenie, że wiedziała co robi i wszystko kontrolowała.
Idę plażą, obok mnie przechodzą ludzie, jest słoneczne lato. Przykucam na piasku i biorę kamyk tam leżący. Mam problemy z wyprostowaniem się i spojrzeniem do góry. Pomyślałem, że jak wyciągnę rękę do góry to wzrok skieruje się na tego kamyka. Tak też się stało, chociaż z wielką trudnością, zobaczyłem chmury na błękitnym niebie. Obróciłem się, morze zmieniło się w jezioro z krystalicznie czystą, przejrzystą wodą. Chciałem tam wejść z tym kamieniem. Drogę niestety zagrodził mi ktoś ubrany całkowicie na czarno (jakiś satanista może?). Chciałem, aby mnie przepuścił, a ten zaczął się szyderczo śmiać i złapał mnie za szyję z zamiarem uduszenia mnie. Udało mi się wyrwać z jego uścisku i dalej chciałem iść w stronę wody. Ten znowu chce mnie dusić, więc uciekłem stamtąd. Jeszcze na plaży komuś opowiadałem o tym duszeniu i byłem pewien, że to był jeden z odcinków anime, którego tytułu nie mogę sobie przypomnieć. Długo próbowałem sobie przypomnieć i się przez to obudziłem.
Zrobiło się ciemniej. Trafiłem do dużej sali. Na początku wyglądało to pomieszczenie jak bar. Stał tam długi stół. Byli ta gangsterzy z mafii, którzy sobie imprezowali. Ktoś przyszedł, inny wyszedł i chyba było słychać strzały. Siedziałem obok stołu. Przeglądałem jakieś breloczki w małej drewnianej skrzynce. Wyciągnąłem jeden z czarną kulką. Energicznie wyciągnąłem w górę, aby niby ich postraszyć, że to broń czy bomba. Na chwilę jakby ucichły rozmowy, ale raczej nic nie zauważyli. Schowałem breloczek. Wstałem i przeszedłem kawałek. W rogu była rodzina uwięziona w klatkach. Rozejrzałem się i zauważyłem, ze ci wszyscy "gangsterzy" to potwory wyglądające jak jaszczury. Jeden znęcał się nad człowiekiem. Jak to we śnie wmawiam sobie, że jestem supersilny i wszystkich pokonam. Uderzam każdego po kolei i idę wokół stołu. Robi się jasno. Przy rogu stołu siedzi na podłodze ta dziewczynka z autobusu. Bawi się z małym chłopczykiem cytryną (albo to ona jest tą cytryną?). Idę dalej, uderzam pięściami wszystkich, w jednego rzucam krzesłem. Ale zaraz, to przecież zwykli ludzie i to uczniowie. Widzę teraz, że nikogo nie biłem, co najwyżej lekko popychałem, a to krzesło tylko trochę przesunąłem. Dziwię się, trafiłem do jakiejś klasy. Idę dalej wokół stołu. Już przy drzwiach widzę, że przygotowują muzykę na imprezę. Wychodzę.
Jeszcze było coś o Songo z Dragon Balla. Było mowa, że osiągnął on najwyższy w możliwych poziomów rozwoju i był najsilniejszy z wszystkich istot. Wyglądał dziwnie. Zaczął lecieć nad morzem, a ja za nim, byłem tylko obserwatorem. Ktoś ze statku strzelał do niego. Później on szukał jakiegoś miasta, ale okazało się, że ta bomba co na niego zrzucali zniszczyła wszystko.
Wieczór, jadę autobusem trzymając się poręczy. Na przystanku wchodzi tylnymi drzwiami mężczyzna. Woła, aby ktoś z przodu wprowadził wózek z dzieckiem. Wjeżdża wózek, zatrzymuje się obok downa rozmawiającego przez telefon. Tamten facet nie idzie do swojego dziecka (chyba jego) tylko siada na tylnym siedzeniu. Po chwili ja sam znajduję się na tylnym siedzeniu obok niego. Wsiada młoda kobieta z dziewczynką, siadają obok mnie. Dziewczynka siada mi na kolanach, że niby mam się nią zająć na czas jazdy. Siedzenia są dosyć wysoko, a ta dziewczynka niebezpiecznie wychyla się za metalowe poręcze. Nie przytrzymuję jej, a ona robi przewrót w tył i spada na podłogę. Nic się jej nie stało. Mam wrażenie, że wiedziała co robi i wszystko kontrolowała.
Idę plażą, obok mnie przechodzą ludzie, jest słoneczne lato. Przykucam na piasku i biorę kamyk tam leżący. Mam problemy z wyprostowaniem się i spojrzeniem do góry. Pomyślałem, że jak wyciągnę rękę do góry to wzrok skieruje się na tego kamyka. Tak też się stało, chociaż z wielką trudnością, zobaczyłem chmury na błękitnym niebie. Obróciłem się, morze zmieniło się w jezioro z krystalicznie czystą, przejrzystą wodą. Chciałem tam wejść z tym kamieniem. Drogę niestety zagrodził mi ktoś ubrany całkowicie na czarno (jakiś satanista może?). Chciałem, aby mnie przepuścił, a ten zaczął się szyderczo śmiać i złapał mnie za szyję z zamiarem uduszenia mnie. Udało mi się wyrwać z jego uścisku i dalej chciałem iść w stronę wody. Ten znowu chce mnie dusić, więc uciekłem stamtąd. Jeszcze na plaży komuś opowiadałem o tym duszeniu i byłem pewien, że to był jeden z odcinków anime, którego tytułu nie mogę sobie przypomnieć. Długo próbowałem sobie przypomnieć i się przez to obudziłem.
Zrobiło się ciemniej. Trafiłem do dużej sali. Na początku wyglądało to pomieszczenie jak bar. Stał tam długi stół. Byli ta gangsterzy z mafii, którzy sobie imprezowali. Ktoś przyszedł, inny wyszedł i chyba było słychać strzały. Siedziałem obok stołu. Przeglądałem jakieś breloczki w małej drewnianej skrzynce. Wyciągnąłem jeden z czarną kulką. Energicznie wyciągnąłem w górę, aby niby ich postraszyć, że to broń czy bomba. Na chwilę jakby ucichły rozmowy, ale raczej nic nie zauważyli. Schowałem breloczek. Wstałem i przeszedłem kawałek. W rogu była rodzina uwięziona w klatkach. Rozejrzałem się i zauważyłem, ze ci wszyscy "gangsterzy" to potwory wyglądające jak jaszczury. Jeden znęcał się nad człowiekiem. Jak to we śnie wmawiam sobie, że jestem supersilny i wszystkich pokonam. Uderzam każdego po kolei i idę wokół stołu. Robi się jasno. Przy rogu stołu siedzi na podłodze ta dziewczynka z autobusu. Bawi się z małym chłopczykiem cytryną (albo to ona jest tą cytryną?). Idę dalej, uderzam pięściami wszystkich, w jednego rzucam krzesłem. Ale zaraz, to przecież zwykli ludzie i to uczniowie. Widzę teraz, że nikogo nie biłem, co najwyżej lekko popychałem, a to krzesło tylko trochę przesunąłem. Dziwię się, trafiłem do jakiejś klasy. Idę dalej wokół stołu. Już przy drzwiach widzę, że przygotowują muzykę na imprezę. Wychodzę.
Jeszcze było coś o Songo z Dragon Balla. Było mowa, że osiągnął on najwyższy w możliwych poziomów rozwoju i był najsilniejszy z wszystkich istot. Wyglądał dziwnie. Zaczął lecieć nad morzem, a ja za nim, byłem tylko obserwatorem. Ktoś ze statku strzelał do niego. Później on szukał jakiegoś miasta, ale okazało się, że ta bomba co na niego zrzucali zniszczyła wszystko.





