27-12-2016, 17:55
27.12.2016
Porachunki
Nieznane okolice, wchodzę do czyjegoś domu na skraju lasu. Przychodzi gangster z kapeluszem na głowie (a może to był szary kaptur?). Jest podobny do aktora Johna Travolty. Ma wspólnika. Wchodzą do domu, mają do załatwienia jakieś porachunki. Zbliża się właściciel domu. Zaczyna się rozmowa (chyba bardziej jest kłótnia, ale nie wiem). Pewien jestem, że chcą go sprzątnąć. Myślę jak mu pomóc, ale nie mam pojęcia i chowam się za kolumną, aby mnie nie zobaczyli. Raz widać właściciela domu, a raz gangsterów. Ciągle jakby się powtarzała ta scena, albo tak długo trwa rozmowa. Wydaje mi się, że tamten ucieka wgłąb domu, a gangster stoi za kolumną i strzela. Po chwili wychodzę zza kolumny, a tam nie ma gangsterów, tylko jacyś zwykli ludzie, którzy dopiero co przyszli i się dziwią. Wcześniej z głębi domu wybiegała dwójka dzieci i się wracała, tak z dwa razy to się działo. Brak rozstrzygnięcia, nie wiem co się stało z gangsterami, ani z właścicielem…
Kroki
Drugi już bardziej świadomy sen. Wstałem z łóżka i przeszedłem przez przedpokój, aż do dużej szafy. Otworzyłem przesuwane drzwiczki szafy i zacząłem pchać tył szafy wraz z ścianą otworzyło się przejście, wąski, ciemny tunel. Normalnie po drugiej stronie tej ściany jest mieszkanie trójki, nie wszedłem tam jednak, ponieważ miałem wrażenie, że się obudzę. Wyszedłem drzwiami na klatkę schodową, idąc schodami na górę słyszałem i czułem własne kroki (myślałem o tym przed snem, aby usłyszeć własne kroki). Wszedłem do mieszkania czwórki, bo jeszcze tam nie byłem we śnie (i w rzeczywistości także). Przeszedłem przez kilka pokojów, aż doszedłem do dużego salonu. Było tam jakieś przyjęcie, urodziny, albo po prostu rodzina zebrała się na święta. Było dużo ludzi, jednak najbardziej zwróciłem uwagę na karzełka siedzącego przy stole i patrzącego się na mnie. Szybko stamtąd wyszedłem.
Chyba się n krótko przebudziłem. Otworzyłem okno i wyskoczyłem na trawnik. Pobiegłem dalej. Zatrzymałem się. Dotknąłem ręką asfaltowej uliczki. Chciałem zafalować nią jak wodą. Kilka razy uderzałem kilka razy i nic, twarde. Potem tylko dotknąłem dłonią i się skupiłem, część ulicy zrobiła się płynna i lekko zafalowała. Słabe to było, kiedyś w innych snach udawało się o wiele lepiej i bez dotykania, widać było nawet różne kolory wody. Biegłem dalej, bo mi się sen kończył. Wbiegłem w drzewa przy ulicy, których było więcej niż w rzeczywistości. Wskoczyłem na jedno, chwyciłem się rękoma, a nogi ułożyłem z przodu na gałęzi, co wyglądało jakbym zwisał z tego drzewa w podobnej pozycji do leżenia na hamaku. Miałem taką myśl, że następnym razem jak zasnę to w tym miejscu się zacznie sen i się obudziłem.
Porachunki
Nieznane okolice, wchodzę do czyjegoś domu na skraju lasu. Przychodzi gangster z kapeluszem na głowie (a może to był szary kaptur?). Jest podobny do aktora Johna Travolty. Ma wspólnika. Wchodzą do domu, mają do załatwienia jakieś porachunki. Zbliża się właściciel domu. Zaczyna się rozmowa (chyba bardziej jest kłótnia, ale nie wiem). Pewien jestem, że chcą go sprzątnąć. Myślę jak mu pomóc, ale nie mam pojęcia i chowam się za kolumną, aby mnie nie zobaczyli. Raz widać właściciela domu, a raz gangsterów. Ciągle jakby się powtarzała ta scena, albo tak długo trwa rozmowa. Wydaje mi się, że tamten ucieka wgłąb domu, a gangster stoi za kolumną i strzela. Po chwili wychodzę zza kolumny, a tam nie ma gangsterów, tylko jacyś zwykli ludzie, którzy dopiero co przyszli i się dziwią. Wcześniej z głębi domu wybiegała dwójka dzieci i się wracała, tak z dwa razy to się działo. Brak rozstrzygnięcia, nie wiem co się stało z gangsterami, ani z właścicielem…
Kroki
Drugi już bardziej świadomy sen. Wstałem z łóżka i przeszedłem przez przedpokój, aż do dużej szafy. Otworzyłem przesuwane drzwiczki szafy i zacząłem pchać tył szafy wraz z ścianą otworzyło się przejście, wąski, ciemny tunel. Normalnie po drugiej stronie tej ściany jest mieszkanie trójki, nie wszedłem tam jednak, ponieważ miałem wrażenie, że się obudzę. Wyszedłem drzwiami na klatkę schodową, idąc schodami na górę słyszałem i czułem własne kroki (myślałem o tym przed snem, aby usłyszeć własne kroki). Wszedłem do mieszkania czwórki, bo jeszcze tam nie byłem we śnie (i w rzeczywistości także). Przeszedłem przez kilka pokojów, aż doszedłem do dużego salonu. Było tam jakieś przyjęcie, urodziny, albo po prostu rodzina zebrała się na święta. Było dużo ludzi, jednak najbardziej zwróciłem uwagę na karzełka siedzącego przy stole i patrzącego się na mnie. Szybko stamtąd wyszedłem.
Chyba się n krótko przebudziłem. Otworzyłem okno i wyskoczyłem na trawnik. Pobiegłem dalej. Zatrzymałem się. Dotknąłem ręką asfaltowej uliczki. Chciałem zafalować nią jak wodą. Kilka razy uderzałem kilka razy i nic, twarde. Potem tylko dotknąłem dłonią i się skupiłem, część ulicy zrobiła się płynna i lekko zafalowała. Słabe to było, kiedyś w innych snach udawało się o wiele lepiej i bez dotykania, widać było nawet różne kolory wody. Biegłem dalej, bo mi się sen kończył. Wbiegłem w drzewa przy ulicy, których było więcej niż w rzeczywistości. Wskoczyłem na jedno, chwyciłem się rękoma, a nogi ułożyłem z przodu na gałęzi, co wyglądało jakbym zwisał z tego drzewa w podobnej pozycji do leżenia na hamaku. Miałem taką myśl, że następnym razem jak zasnę to w tym miejscu się zacznie sen i się obudziłem.






