10-12-2016, 21:21
Jestem z Bożenką w piwnicy wieżowca, w głównym korytarzu. Za okienkiem jednego z prostopadłych korytarzy piwnic miga jakąś postać. Skojarzenie - ktoś nas śledzi. Bożenka mówi, że to jakiś jej klient który usilnie stara się dowiedzieć coś o niej. Powstaje luźne skojarzenie że chcę znaleźć mnie lub gdzie mieszka.
Kręcimy się trochę po głównym korytarzu idąc w jedną stronę. Gdzieś za oknem znowu miga on. Z typową dla snu powolnością ja się wlekę, podczas gdy on porusza się błyskawicznie (rozpędzony myślą pojawia się tam gdzie się obawiam że pojawi).
Idziemy w drugą stronę, mijamy schody i drzwi do klatki schodowej. Niedaleko jest moja piwnica, za dodatkowymi stalowymi drzwiami, które pozwolą ukryć się przed jego wzrokiem. Dodatkowo piwnica wewnętrzna sprawi że nie zobaczy mnie z okienka z ulicy.
Ale klucze ma Bożenka. Mówię by mi je dała. Chwilę trwa zanim się nimi wymienimy. W tym momencie po schodach wchodzi na dół on. To grubasek, lekko łysiejący z nierozumiejącym wyrazem twarzy. Moja postawa się zmienia. Zaczynam na niego krzyczeć i napierać, skojarzenie że go zastraszę i będę grał rolę przygodnie spotkanego sąsiada zaniepokojonego sąsiadką. Uderzam prawą pięścią w jego twarz. Uderzenie jest słabe jak dziecka uderzającego ojca. I tak samo postrzegam różnicę wzrostu - czuję się niższy i dosięgnięcie go jest kłopotliwe. Nie zmienia to mojej determinacji.
Nadal napieram, uderzam 2 razy jeszcze, on nadal bezrozumnie spogląda. Jesteśmy na klatce przy drzwiach wyjściowych. Krzyczę na niego że nie życzę sobie go tutaj. Ma się tu więcej nie pojawiać.
-----
Przeczytanie kilku zapisanych snów do poduszki znacznie poprawiło mi zapamiętywanie. Obawiałem się, że ich czytanie może skończyć się inkubacją snów na bazie tych treści.
Kręcimy się trochę po głównym korytarzu idąc w jedną stronę. Gdzieś za oknem znowu miga on. Z typową dla snu powolnością ja się wlekę, podczas gdy on porusza się błyskawicznie (rozpędzony myślą pojawia się tam gdzie się obawiam że pojawi).
Idziemy w drugą stronę, mijamy schody i drzwi do klatki schodowej. Niedaleko jest moja piwnica, za dodatkowymi stalowymi drzwiami, które pozwolą ukryć się przed jego wzrokiem. Dodatkowo piwnica wewnętrzna sprawi że nie zobaczy mnie z okienka z ulicy.
Ale klucze ma Bożenka. Mówię by mi je dała. Chwilę trwa zanim się nimi wymienimy. W tym momencie po schodach wchodzi na dół on. To grubasek, lekko łysiejący z nierozumiejącym wyrazem twarzy. Moja postawa się zmienia. Zaczynam na niego krzyczeć i napierać, skojarzenie że go zastraszę i będę grał rolę przygodnie spotkanego sąsiada zaniepokojonego sąsiadką. Uderzam prawą pięścią w jego twarz. Uderzenie jest słabe jak dziecka uderzającego ojca. I tak samo postrzegam różnicę wzrostu - czuję się niższy i dosięgnięcie go jest kłopotliwe. Nie zmienia to mojej determinacji.
Nadal napieram, uderzam 2 razy jeszcze, on nadal bezrozumnie spogląda. Jesteśmy na klatce przy drzwiach wyjściowych. Krzyczę na niego że nie życzę sobie go tutaj. Ma się tu więcej nie pojawiać.
-----
Przeczytanie kilku zapisanych snów do poduszki znacznie poprawiło mi zapamiętywanie. Obawiałem się, że ich czytanie może skończyć się inkubacją snów na bazie tych treści.
Nie wolno się bać, strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jestem tylko ja.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jestem tylko ja.





