03-11-2016, 12:14
Smartphony, żółty samochód
03.11.2016
Jakieś dziewczyny chodziły po mieście. Jedna chciała być modna i kupiła iPhona, którego dopiero co widziała u koleżanki. Pokazała jej jakiego ma wreszcie modnego wąskiego iPhona. Tamta mówi, że takie są już niemodne i pokazuje dopiero co kupionego z dziwną nazwą, właśnie wychodziła ze sklepu. No i ta pierwsza dziewczyna nie chciała być gorsza i też poszła kupić takiego jak jej koleżanka. Chyba tak kilka razy zmieniały i kupowały nowe smartfony…
Wchodzę do tego niby sklepu z telefonami. Jest to chyba przychodnia. Jest tam moja mama i ciocia, pielęgniarki i lekarz. Na środku stoi ławka, na której leży koperta wysłana do mnie. Ciocia mówi, że to pieniądze dla mnie. Dziwię się, bo nie znam adresata, otwieram, a tam nie ma żadnych pieniędzy, tylko strój jak dla panie pielęgniarki, zostawiam to na ławce. Potem coś znowu ze smartfonem. Lekarz daje mojej mamie jakiś niby lepszy telefon, ale trzeba jakoś przeciąć tą gumę, która wystaje i oplata smartfona. Lekarz przecina, teraz wystają długie szerokie kawałki tej gumy czy czegoś. Mama mówi, że nie chce czegoś takiego, zostawia na ławce i oznajmia, że więcej tam nie będzie przychodzić.
Lato, jest ciepło. Zostawiam rower na parkingu obok lasu. Przyjeżdża jakiś stary samochód, na szczęście jedzie obok. Idę dalej. Z daleka widzę, że ten sam stary (zabytkowy?) żółty samochód znowu jedzie w stronę mojego roweru. Robi jakieś ewolucje, wyskakuje obracając się wokół własnej osi, ląduje na boku. Przewraca przy tym mój rower. Podbiegam do roweru. Ktoś wychodzi z samochodu i z uśmieszkiem na twarzy się tłumaczy.
03.11.2016
Jakieś dziewczyny chodziły po mieście. Jedna chciała być modna i kupiła iPhona, którego dopiero co widziała u koleżanki. Pokazała jej jakiego ma wreszcie modnego wąskiego iPhona. Tamta mówi, że takie są już niemodne i pokazuje dopiero co kupionego z dziwną nazwą, właśnie wychodziła ze sklepu. No i ta pierwsza dziewczyna nie chciała być gorsza i też poszła kupić takiego jak jej koleżanka. Chyba tak kilka razy zmieniały i kupowały nowe smartfony…
Wchodzę do tego niby sklepu z telefonami. Jest to chyba przychodnia. Jest tam moja mama i ciocia, pielęgniarki i lekarz. Na środku stoi ławka, na której leży koperta wysłana do mnie. Ciocia mówi, że to pieniądze dla mnie. Dziwię się, bo nie znam adresata, otwieram, a tam nie ma żadnych pieniędzy, tylko strój jak dla panie pielęgniarki, zostawiam to na ławce. Potem coś znowu ze smartfonem. Lekarz daje mojej mamie jakiś niby lepszy telefon, ale trzeba jakoś przeciąć tą gumę, która wystaje i oplata smartfona. Lekarz przecina, teraz wystają długie szerokie kawałki tej gumy czy czegoś. Mama mówi, że nie chce czegoś takiego, zostawia na ławce i oznajmia, że więcej tam nie będzie przychodzić.
Lato, jest ciepło. Zostawiam rower na parkingu obok lasu. Przyjeżdża jakiś stary samochód, na szczęście jedzie obok. Idę dalej. Z daleka widzę, że ten sam stary (zabytkowy?) żółty samochód znowu jedzie w stronę mojego roweru. Robi jakieś ewolucje, wyskakuje obracając się wokół własnej osi, ląduje na boku. Przewraca przy tym mój rower. Podbiegam do roweru. Ktoś wychodzi z samochodu i z uśmieszkiem na twarzy się tłumaczy.





