02-11-2016, 18:28
8 wieczorem
02.11.2016
Ustawiłem budzik na 7 i poszedłem spać. We śnie dzień, siedzę przed laptopem. Otwieram prawą szufladę biurka (chociaż w rzeczywistości jest tylko po lewej stronie) i wyciągam część siatki po chlebie albo ciastkach. W szufladzie jest kilka minerałów, większe czarne, podobne do węgla, i kilka drobnych chyba też czarnych, ale może były także czerwone. Nie wiem po co chciałem wyciągać te kamienie. Po chwili patrzę, a jeden z tych drobnych się porusza, podobny jest do okruszka ciemnego chleba. To czarny robal, rozgniatam go i wyrzucam go do śmietnika. Robi się ciemno. Mama, która już spała, woła, abym już kończył i też szedł spać, bo jest późno, chyba po jedenastej w nocy. Dziwne to było, bo niby byłem w swoim pokoju, ale jakbym był w dużym pokoju połączonym z sypialnią rodziców, co jest niemożliwe, ponieważ te pokoje są rozdzielone kuchnią i ubikacją. Sprawdzam na zegarku, jakoś szybko ten czas leci, bo była już 7 rano, a ja nie zdążyłem pójść spać. Nagle "budzę się" wychodząc z tego niby mojego pokoju przemieszanego z dużym i sypialnią rodziców, w której rodzice cały czas śpią. Patrzę na zegar na przedpokoju, a tam 8 wieczorem. Idę do pokoju siostry, na łóżku siedzi siostra i mama (przecież śpi w sypialni) i mówię, że to jednak dopiero 8 godzina. Siadam też na łóżku, mam ponoć urodziny. Siostra przyczepia mi coś do twarzy, coś jak biały urodzinowy nos klauna na gumce, przesuwam to na mój nos. Siostra daje mi bitą śmietanę, ale jakąś dziwną, taki bezkształtny kawałek na materiale, pachniało bandażem.
Chyba koniec snu, teraz kawałek, który może był teraz, a może wcześniej, gdzieś pomiędzy. Czytam książkę, mam uczucie, że to podręcznik do angielskiego. Przeczytałem kawałek tekstu po angielsku, wtedy rozumiałem i wiedziałem o co chodzi. Pozostało tylko jedno niewyraźne słowo. Było napisane czcionką stylizowaną na chińskie znaczki. WoodGate albo FloodGate, miałem jakieś skojarzenia z widget czy gadget. Później szedłem ulicą i chyba trafiłem na dach wieżowca, padał deszcz. Miałem widok na trzy batony - snickers, mars i jakiś jeszcze. "Kamera" kilkakrotnie pokazywała każdego batona. Miały takie ceny jak 7.45 zł. Każdy miał w cenie 4. Przez te chińskie znaczki skojarzyło mi się to z tym, że w Japonii cyfra 4 przynosi nieszczęście tak jak 13 (oczywiście w to nie wierzę), bo wymawia się ją jak śmierć
02.11.2016
Ustawiłem budzik na 7 i poszedłem spać. We śnie dzień, siedzę przed laptopem. Otwieram prawą szufladę biurka (chociaż w rzeczywistości jest tylko po lewej stronie) i wyciągam część siatki po chlebie albo ciastkach. W szufladzie jest kilka minerałów, większe czarne, podobne do węgla, i kilka drobnych chyba też czarnych, ale może były także czerwone. Nie wiem po co chciałem wyciągać te kamienie. Po chwili patrzę, a jeden z tych drobnych się porusza, podobny jest do okruszka ciemnego chleba. To czarny robal, rozgniatam go i wyrzucam go do śmietnika. Robi się ciemno. Mama, która już spała, woła, abym już kończył i też szedł spać, bo jest późno, chyba po jedenastej w nocy. Dziwne to było, bo niby byłem w swoim pokoju, ale jakbym był w dużym pokoju połączonym z sypialnią rodziców, co jest niemożliwe, ponieważ te pokoje są rozdzielone kuchnią i ubikacją. Sprawdzam na zegarku, jakoś szybko ten czas leci, bo była już 7 rano, a ja nie zdążyłem pójść spać. Nagle "budzę się" wychodząc z tego niby mojego pokoju przemieszanego z dużym i sypialnią rodziców, w której rodzice cały czas śpią. Patrzę na zegar na przedpokoju, a tam 8 wieczorem. Idę do pokoju siostry, na łóżku siedzi siostra i mama (przecież śpi w sypialni) i mówię, że to jednak dopiero 8 godzina. Siadam też na łóżku, mam ponoć urodziny. Siostra przyczepia mi coś do twarzy, coś jak biały urodzinowy nos klauna na gumce, przesuwam to na mój nos. Siostra daje mi bitą śmietanę, ale jakąś dziwną, taki bezkształtny kawałek na materiale, pachniało bandażem.
Chyba koniec snu, teraz kawałek, który może był teraz, a może wcześniej, gdzieś pomiędzy. Czytam książkę, mam uczucie, że to podręcznik do angielskiego. Przeczytałem kawałek tekstu po angielsku, wtedy rozumiałem i wiedziałem o co chodzi. Pozostało tylko jedno niewyraźne słowo. Było napisane czcionką stylizowaną na chińskie znaczki. WoodGate albo FloodGate, miałem jakieś skojarzenia z widget czy gadget. Później szedłem ulicą i chyba trafiłem na dach wieżowca, padał deszcz. Miałem widok na trzy batony - snickers, mars i jakiś jeszcze. "Kamera" kilkakrotnie pokazywała każdego batona. Miały takie ceny jak 7.45 zł. Każdy miał w cenie 4. Przez te chińskie znaczki skojarzyło mi się to z tym, że w Japonii cyfra 4 przynosi nieszczęście tak jak 13 (oczywiście w to nie wierzę), bo wymawia się ją jak śmierć





