01-11-2016, 14:14
1 Listopad 2016
^ A dziękuję, dziękuję :
. Dzisiaj trafił się jeden zwykły.
Żołnierz patriota
Idę jakąś podejrzaną uliczką pogrążony we własnych myślach. Jest noc. Nagle moją uwagę przykuła pewna lampa, a właściwie jej specyficzne światło. Ten blask przypominał bardziej naturalne światło słoneczne niż takie typowe z lampy. Z początku czułem ciepło a po chwili odpłynąłem. To światło mnie wciągało. Zamknąłem oczy, wziąłem głęboki wdech, wydech. Chwila przerwy i znowu wdech, wydech, otwieram oczy i... teleportacja. Lampa przemieniła się w słońce. Jest brzask i nie jestem już w mieście, tylko na łące przed jakimś wzgórzem. To na pewno BYŁO piękne miejsce lecz zasieki przeciwpiechotne i dziury po minach/granatach trochę psuły tę sielankę. Zauważyłem w oddali ziomeczka w moro siedzącego obok AK-47. Skubany dobrze się kamuflował bo odrazu go nie dostrzegłem. Dosiadłem się do niego a on w tym momencie wyciągnął szlugi, zapalniczkę benzynową i rozpoczął rozmowę:
-Palisz?
-Rzucam.
-Ha-ha-ha. Jak my wszyscy. **Podaje mi palidło, odpala sobie potem mi**
-Dlaczego walczysz?
[i]-Bo dałem słowo.
-Zabijasz ludzi?
-Zabijam.
-Czyli zabijasz ludzi dla słowa?
-Można tak powiedzieć. Właściwie masz rację. Dla słowa, słowa honoru.
-Nie możesz go złamać w imię wyższego dobra? Co to za honor jeżeli przez niego zabijasz ludzi? Nie można się jakoś, no nie wiem dogadać? Dla mnie wojna jest zawsze zła.
-Ja też nie widzę niczego szlachetnego w zabijaniu, nawet tych najgorszych skurwieli na planecie. Ale tak trzeba.Ze złem się nie dyskutuję, nie idzie się na kompromisy, przed złem się broni, zło się atakuję. Zwłaszcza jebanych terrorystów. Wyobraź sobie taką sytuację - złodziej włamał się do ciebie do domu. Nie dyskutujesz z nim. "Ooo... Przyłapałeś mnie.To co robimy? Ukradnę tylko połowę a ty udasz, że mnie nie widziałeś." No może to nie jest najlepszy przykład ale rozumiesz o co mi chodzi. Z wojną jest tak samo. Mam oddać połowę swojej ojczyzny? Po moim kurwa trupie.
-Nigdy tak na to nie patrzyłem.
[/i]
Przesiedziałem tam z nim w ciszy jeszcze jednego szluga po czym usłyszałem świst. To było coraz głośniejsze i zrozumiałem, że zaraz jebnie w nas rakieta. Obudziłem się. Chyba przez tą panikę. W sumie to się nie dziwie myślałem, że za chwilę zginę. W głowie miałem tylko takie coś: "To był tylko sen. Dzięki bogu. TYLKO SEN"





