17-10-2016, 17:13
Krwiożercze zmutowanie zombie, sala rozpraw
17.10.2016
Niestety (jak zwykle) nie pamiętam co tam się wcześniej działo. Nie wiem czy to był wcześniejszy sen, czy część tego. A więc znowu jestem w szkole siedzę przy ławce, ławki są jakoś inaczej poustawianie niż zazwyczaj, jakoś skośnie po bokach. W ławce po prawej stronie siedzi CosmicKid. Podchodzi do tablicy i coś pisze. Zapisał kilka podpunktów, możliwe, że to tematy do wyboru, ale nie wiem. Przepisuję to do zeszytu. Ostatni to nie żaden temat tylko jego podpis, podpisał się samym "Kid" i chyba podkreślił. Wraca do ławki. W tym momencie sen przenika się i przenosi się do mojego pokoju, ale w taki sposób jak bym w nim był przez cały czas. Czytałem właśnie co zapisałem w zeszycie. Pojechałem z siostrą rowerami, byłem częściowo świadomy, ale nie wiem po co chciałem jechać do szkoły i jeszcze na dodatek podsuwałem siostrze pomysły, gdzie pójść, do jakiej sali, może gimnastycznej... Nic nie wyszło, nie był to przyjemny sen, zaczął się koszmar, a nawet horror. Ocknąłem się na łóżku, niby w tej szkole. Do pomieszczenia zbliżało się kilka osób. Gdy podeszły bliżej, wiedziałem już, że coś jest nie w porządku. Trzy zombie rzuciły się na mnie, chciały mnie pogryźć, rozszarpać. Uderzałem z całej siły pięściami w głowy niebezpiecznych postaci. Nie zrobiłem im za wiele, ich głowy robiły się jedynie miękkie i potem dziwnie chodziły. Wybiegłem z pokoju, przyszła starucha zombie, silniejsza od innych i mnie zaatakowała. Z góry zeszła po schodach wysoka pani ubrana na biało. Zaprowadziła mnie na górę, stały tam tłumy innych kobiet, także ubranych na biało i w szaty o innych jasnych kolorach. Prawdopodobnie nie były to zombie, może nawet elfy, ale i tak się przestraszyłem i uciekłem. Biegłem korytarzem, tamta pani szła powoli za mną, goniły mnie dziewczyny zombie, miały dziwne kolorowe, zielone i różowe, świecące oczy. Trafiłem do jakiejś sali, była jednocześnie sypialnią rodziców. Był tam mały tłumek ludzi, wbiegła ta straszna starucha i zaczęła ich gryźć, mnie na szczęście nie zauważyła. Pobiegłem o łazienki obok i przeszedłem przez lustro, myśląc, że trafię do równoległej rzeczywistości bez zombie. Okrążyłem łazienkę, wybiegłem z niej i na zewnątrz. Biegłem schodami na górę. Byłem trochę świadomy i mogłem przypomnieć sobie jakie anime aktualnie oglądam (Aria the Natural). Biegnę, wspinam się po schodach, jestem już przy 11, dalej powinien być dach, ale dalej prowadzi korytarz, i jest jeszcze 12, 13 i może następne drzwi. Są to jakieś firmy, jedna związana ze zwierzętami (weterynarz?). Przy ścianie po dwóch stronach tego korytarza siedziało kilka osób na pojedynczych drewnianych krzesłach (takich szkolnych z metalowymi nogami). Przestraszyłem się, że to znowu zombie i się wróciłem chcąc wejść do innego mieszkania. Na schodach dogoniła mnie pani podobna do sprzedawczyni ze sklepu. Jednak była normalna. Wołała mnie i pytała się o coś, chyba między innymi dlaczego zawróciłem. Sen zaczął się kończyć. Już znalazłem się w łóżku. Widziałem jednak jak jeden z zombich chce mnie zaatakować, a ja się nie mogę obronić, bo nie mogę się poruszać. Na szczęście zjawa szybko zniknęła, gdy się obudziłem.
Idę z dawnym kolegą (już się wyprowadził, na imię miał Tomek) po jakimś placu, o czymś rozmawiamy. Dziwię się, ponieważ samochód wyjeżdża z małej bramy nie przeznaczonej dal pojazdów, normalnie by się nie zmieścił. Skręcamy w prawo, a tam kałuża przed chodnikiem. Idę, buty już mi mokną, dalej będzie woda ponad kostki. Chcę więc wyciągnąć do niego rękę, aby mi pomógł, ale jest już za późno i się przewracam na prawy bok, jestem w połowie zmoknięty, już lepiej było zamoczyć buty... Jakoś wstaję, sceneria płynnie się zmienia. Idąc w stronę budynku opowiadam ten poprzedni sen o zombie, myśląc, że to co teraz to rzeczywistość. W tym czasie wchodzimy po schodach i idziemy korytarzem. Nie zdążyłem mu opowiedzieć całego snu. Gdy pani z rozmowy o pracę szybko wprowadza mnie do sali i zamyka na klucz. Okazuje się, że jest to symulacyjna sala rozpraw. Dziwię się, bo z pracą w prawie to ja nie mam nic wspólnego. Siadam na krześle pod ścianą, kilka osób jest z lewej i z prawej strony. Mam chyba plecak, kładę na podłogę. Coś chcę powiesić czy wpiąć w wieszak, już nie wiem co, na pewno nie kurtka, takie małe coś zwinięte w kółko jakby pasek od spodni. Męczę się z tym, ktoś ze "sceny" się na mnie patrzy z miną "czy możemy już zacząć?", ale chyba chodzi mu o kogoś innego, który czymś hałasował przez chwilę. Mało to wyglądało na rozprawę sądową, bardziej jak przedstawienie, bo były i tańce. Obok mnie pod ścianą walały się kable od internetu i moja komórka. Dziewczyna siedząca po lewej stronie się przepycha, o chce siedzieć dalej i tym samym mnie przesuwa (nie siedzimy już na krzesłach, lecz bezpośrednio na podłodze). Tamta pani karze jej pozwolić siedzieć mi gdzie chcę, chociaż tak na prawdę bym jej ustąpił miejsca. Budzę się.
17.10.2016
Niestety (jak zwykle) nie pamiętam co tam się wcześniej działo. Nie wiem czy to był wcześniejszy sen, czy część tego. A więc znowu jestem w szkole siedzę przy ławce, ławki są jakoś inaczej poustawianie niż zazwyczaj, jakoś skośnie po bokach. W ławce po prawej stronie siedzi CosmicKid. Podchodzi do tablicy i coś pisze. Zapisał kilka podpunktów, możliwe, że to tematy do wyboru, ale nie wiem. Przepisuję to do zeszytu. Ostatni to nie żaden temat tylko jego podpis, podpisał się samym "Kid" i chyba podkreślił. Wraca do ławki. W tym momencie sen przenika się i przenosi się do mojego pokoju, ale w taki sposób jak bym w nim był przez cały czas. Czytałem właśnie co zapisałem w zeszycie. Pojechałem z siostrą rowerami, byłem częściowo świadomy, ale nie wiem po co chciałem jechać do szkoły i jeszcze na dodatek podsuwałem siostrze pomysły, gdzie pójść, do jakiej sali, może gimnastycznej... Nic nie wyszło, nie był to przyjemny sen, zaczął się koszmar, a nawet horror. Ocknąłem się na łóżku, niby w tej szkole. Do pomieszczenia zbliżało się kilka osób. Gdy podeszły bliżej, wiedziałem już, że coś jest nie w porządku. Trzy zombie rzuciły się na mnie, chciały mnie pogryźć, rozszarpać. Uderzałem z całej siły pięściami w głowy niebezpiecznych postaci. Nie zrobiłem im za wiele, ich głowy robiły się jedynie miękkie i potem dziwnie chodziły. Wybiegłem z pokoju, przyszła starucha zombie, silniejsza od innych i mnie zaatakowała. Z góry zeszła po schodach wysoka pani ubrana na biało. Zaprowadziła mnie na górę, stały tam tłumy innych kobiet, także ubranych na biało i w szaty o innych jasnych kolorach. Prawdopodobnie nie były to zombie, może nawet elfy, ale i tak się przestraszyłem i uciekłem. Biegłem korytarzem, tamta pani szła powoli za mną, goniły mnie dziewczyny zombie, miały dziwne kolorowe, zielone i różowe, świecące oczy. Trafiłem do jakiejś sali, była jednocześnie sypialnią rodziców. Był tam mały tłumek ludzi, wbiegła ta straszna starucha i zaczęła ich gryźć, mnie na szczęście nie zauważyła. Pobiegłem o łazienki obok i przeszedłem przez lustro, myśląc, że trafię do równoległej rzeczywistości bez zombie. Okrążyłem łazienkę, wybiegłem z niej i na zewnątrz. Biegłem schodami na górę. Byłem trochę świadomy i mogłem przypomnieć sobie jakie anime aktualnie oglądam (Aria the Natural). Biegnę, wspinam się po schodach, jestem już przy 11, dalej powinien być dach, ale dalej prowadzi korytarz, i jest jeszcze 12, 13 i może następne drzwi. Są to jakieś firmy, jedna związana ze zwierzętami (weterynarz?). Przy ścianie po dwóch stronach tego korytarza siedziało kilka osób na pojedynczych drewnianych krzesłach (takich szkolnych z metalowymi nogami). Przestraszyłem się, że to znowu zombie i się wróciłem chcąc wejść do innego mieszkania. Na schodach dogoniła mnie pani podobna do sprzedawczyni ze sklepu. Jednak była normalna. Wołała mnie i pytała się o coś, chyba między innymi dlaczego zawróciłem. Sen zaczął się kończyć. Już znalazłem się w łóżku. Widziałem jednak jak jeden z zombich chce mnie zaatakować, a ja się nie mogę obronić, bo nie mogę się poruszać. Na szczęście zjawa szybko zniknęła, gdy się obudziłem.
Idę z dawnym kolegą (już się wyprowadził, na imię miał Tomek) po jakimś placu, o czymś rozmawiamy. Dziwię się, ponieważ samochód wyjeżdża z małej bramy nie przeznaczonej dal pojazdów, normalnie by się nie zmieścił. Skręcamy w prawo, a tam kałuża przed chodnikiem. Idę, buty już mi mokną, dalej będzie woda ponad kostki. Chcę więc wyciągnąć do niego rękę, aby mi pomógł, ale jest już za późno i się przewracam na prawy bok, jestem w połowie zmoknięty, już lepiej było zamoczyć buty... Jakoś wstaję, sceneria płynnie się zmienia. Idąc w stronę budynku opowiadam ten poprzedni sen o zombie, myśląc, że to co teraz to rzeczywistość. W tym czasie wchodzimy po schodach i idziemy korytarzem. Nie zdążyłem mu opowiedzieć całego snu. Gdy pani z rozmowy o pracę szybko wprowadza mnie do sali i zamyka na klucz. Okazuje się, że jest to symulacyjna sala rozpraw. Dziwię się, bo z pracą w prawie to ja nie mam nic wspólnego. Siadam na krześle pod ścianą, kilka osób jest z lewej i z prawej strony. Mam chyba plecak, kładę na podłogę. Coś chcę powiesić czy wpiąć w wieszak, już nie wiem co, na pewno nie kurtka, takie małe coś zwinięte w kółko jakby pasek od spodni. Męczę się z tym, ktoś ze "sceny" się na mnie patrzy z miną "czy możemy już zacząć?", ale chyba chodzi mu o kogoś innego, który czymś hałasował przez chwilę. Mało to wyglądało na rozprawę sądową, bardziej jak przedstawienie, bo były i tańce. Obok mnie pod ścianą walały się kable od internetu i moja komórka. Dziewczyna siedząca po lewej stronie się przepycha, o chce siedzieć dalej i tym samym mnie przesuwa (nie siedzimy już na krzesłach, lecz bezpośrednio na podłodze). Tamta pani karze jej pozwolić siedzieć mi gdzie chcę, chociaż tak na prawdę bym jej ustąpił miejsca. Budzę się.






