03-10-2016, 17:09
Czekoladki, na innej planecie
03.10.2016
Fragment dłuższego snu. Na tyłach, na zewnątrz pracowali chłopacy, układali torby ze słodyczami, w każdej były czekoladki o różnych kształtach z białej czekolady. Gdy kierowniczka odeszła, zaczęli zajadać się torbami czekoladek. Też wziąłem jedną torbę, były tam czekoladki w kształcie kółek, ale gdy zacząłem jeść, a brałem garściami, kształt zmienił się w gwiazdki. Coś się zbliżało. Schowaliśmy się w oszklonym korytarzu. Za drzwiami widziałem, że stoi niedźwiedź. Szybko otworzyłem drzwi i rzuciłem mu paczkę czekoladek, które i tak były dla mnie bezsmakowe i zamknąłem drzwi na zasuwkę. Po chwili zauważyłem, że go nie ma. Pewnie najadł się i sobie poszedł.
Na początku tego snu było coś o lądowaniu na innej planecie. Nie wiem kto tam był, skąd i dokąd lecieli, bo to wszystko było raczej abstrakcyjne trudne do opowiedzenia. Mniej więcej było tak, że ten statek kosmiczny się rozbił, ale zrobił się płynny jakby z błota, albo z kolorowej kałuży, może się rozpuszczał. Ktoś miał przybyć, aby go naprawić, ale nie przyleciał. Jeden element był cały, malutka piramidka, która miała teleportować. Niestety nie potrafiłem tego naprawić, ani odpowiednio złożyć i zrezygnowałem z czekania. Zostałem na tej planecie, była mniej rozwinięta, natrafiłem na miejsce ze straganami. Była ze mną dziewczyna, jechaliśmy rowerami, ale niestety się rozdzieliliśmy, ona pojechała dalszą ścieżką, równoległą do mojej. Goniłem ją, bo chyba nie mogła się zatrzymać i miałem ją złapać, aby się nie przewróciła i nie wpadła na coś.
03.10.2016
Fragment dłuższego snu. Na tyłach, na zewnątrz pracowali chłopacy, układali torby ze słodyczami, w każdej były czekoladki o różnych kształtach z białej czekolady. Gdy kierowniczka odeszła, zaczęli zajadać się torbami czekoladek. Też wziąłem jedną torbę, były tam czekoladki w kształcie kółek, ale gdy zacząłem jeść, a brałem garściami, kształt zmienił się w gwiazdki. Coś się zbliżało. Schowaliśmy się w oszklonym korytarzu. Za drzwiami widziałem, że stoi niedźwiedź. Szybko otworzyłem drzwi i rzuciłem mu paczkę czekoladek, które i tak były dla mnie bezsmakowe i zamknąłem drzwi na zasuwkę. Po chwili zauważyłem, że go nie ma. Pewnie najadł się i sobie poszedł.
Na początku tego snu było coś o lądowaniu na innej planecie. Nie wiem kto tam był, skąd i dokąd lecieli, bo to wszystko było raczej abstrakcyjne trudne do opowiedzenia. Mniej więcej było tak, że ten statek kosmiczny się rozbił, ale zrobił się płynny jakby z błota, albo z kolorowej kałuży, może się rozpuszczał. Ktoś miał przybyć, aby go naprawić, ale nie przyleciał. Jeden element był cały, malutka piramidka, która miała teleportować. Niestety nie potrafiłem tego naprawić, ani odpowiednio złożyć i zrezygnowałem z czekania. Zostałem na tej planecie, była mniej rozwinięta, natrafiłem na miejsce ze straganami. Była ze mną dziewczyna, jechaliśmy rowerami, ale niestety się rozdzieliliśmy, ona pojechała dalszą ścieżką, równoległą do mojej. Goniłem ją, bo chyba nie mogła się zatrzymać i miałem ją złapać, aby się nie przewróciła i nie wpadła na coś.





