02-10-2016, 13:19
Ucieczka z zamku, bar
02.10.2016
Wewnątrz mrocznego zamku. Wchodzę po szarych kamiennych schodach na górę. Ze mną jest młoda kobieta. Na samej górze jest stół przy oknie. Kobieta siada do tego stołu. Znowu wchodzę na górę, tym razem z jakimś strasznym, a może raczej szalonym, mężczyzną, chyba ma ciemną karnację. Ma jakąś dziwną, zmieniającą się twarz, po chwili się stabilizuje. Ma w ręku długi zakrwawiony nóż, mówi, że był na polowaniu w lesie. Przechwalam się, że takich słabych narzędzi to nie używam, ja tworzę ręką falę uderzeniową i gotowe. Dosiadamy się do stołu, przy którym siedzi ta kobieta. O czymś rozmawiamy, ale nie pamiętam. Ta kobieta jest chyba jego. Po cichu wymykam się, schodzę bocznymi schodami, jest tam jego wielki pokój, sala. Po środku stoi jakieś urządzenie z robotycznymi ramionami i siedzenie jak u dentysty, na którym można leżeć. Wiem, że prowadzi jakieś eksperymenty z DNA. Chcę coś zabrać, jednak nie mam czasu na przeszukanie tego urządzenia, ponieważ słyszę jak tamten schodzi. Uciekam, znajduję drzwi po lewej stronie. Są tam podziemia. Ciemno, szaro, pełno kurzu i pajęczyn. Jestem pewien, że to będzie się ciągnęło kilometrami, ale okazuje się, że to tylko jedno wielkie pomieszczenie, po środku którego poustawiane są grubo zakurzone szafy z różnymi rzeczami. Okrążam to wszystko i znajduję białe plastikowe drzwi podobne do balkonowych. Otwieram je i widzę coś czego nigdy bym się tam nie spodziewał. Bo stoję chyba kilka kilometrów nad ziemią, w dole widzę wielkie morze i gdzie nie gdzie kawałki lądu. Muszę skoczyć, ale wiem, że będzie nieprzyjemne uczucie spadania. Jednak nieprzyjaciel jest coraz bliżej. Skaczę i dziwne, bo robi się bardzo nisko, łagodnie zsuwam się ze ściany kilka metrów w dół i już jestem w wodzie. Jest to raczej wielki basen niż morze. Wszystko wygląda jakoś futurystycznie i kolorowo. Z wody wystają takie granatowe mini wysepki, chyba plastikowe. I albo pomarańczowe rybki pływają w tej wodzie, albo to tylko obrazy na tych wysepkach. Czuję, że nie wolno mi się zatrzymywać, bo tamten jest panem tego miejsca i może mnie łatwo złapać. Płynę pomiędzy tymi wysepkami. W moją stronę płynie kilka osób, pewnie mają zajęcia w tej wodzie. Dopływam do jakiegoś wlotu, tunelu, jakbym przeniósł się do przyszłości. Tam jest pewnie ich szkoła. Przejścia są ciemno niebieskich materaców lub czegoś podobnego. Wyciągam takie materacowe drzwiczki i przechodzę dalej. Budzę się.
Siedzę na krześle, nie wiem gdzie, w powietrzu? Jest to chyba jakiś bar. Ktoś kto siedzi obok mnie, coś mi pokazuje. Domyślam się, że to siedzenie kierujące na dół. Siadam, to siedzenie zsuwa się w dół i już jestem na niższym poziomie. Biegnę, nie wiem po co, w górę po drewnianych schodach. Na piętrze w korytarzu po lewej stronie siedzi na krześle chłopak, ma może dziesięć lat. Jest ubrany w ciepłą kurtkę. Chwytam go za rękę, aby go wyprowadzić, on nie chce. Czeka na kogoś. Odsuwam białą materiałową zasłonę i wchodzę do niewielkiej salki. Tam są dwie kobiety i dziewczynka w wieku tego chłopaka. Myślę, że jedna jest jego matką. Gdy patrzę na nią ona i ta druga także młodnieją. Są to teraz Japonki, które mają dwadzieścia kilka lat. Nie wiem dlaczego, ale chcę, abyśmy wyszli z tego budynku (może się pali czy coś?), a poza tym dopytuję się czemu jej niby syn jest ubrany w grubą ciepłą zimową kurtkę chociaż jest ciepłe lato? Jakoś ją obejmuję i podciąga mnie do okna, mocno świeci słońce. Biorę ją jednak za rękę i wyprowadzam na zewnątrz, pozostali podążają za nami. Po wyjściu chwilę się rozglądam, ponieważ jestem zdezorientowany, nie wiem gdzie się znajdujemy, nigdy tam nie byłem. Wybieram prawą stronę i idziemy. Cały czas trzymam ją za rękę. Nie wiem, gdzie tak dokładnie się udajemy, może one wskażą mi kierunek. Niestety budzę się.
02.10.2016
Wewnątrz mrocznego zamku. Wchodzę po szarych kamiennych schodach na górę. Ze mną jest młoda kobieta. Na samej górze jest stół przy oknie. Kobieta siada do tego stołu. Znowu wchodzę na górę, tym razem z jakimś strasznym, a może raczej szalonym, mężczyzną, chyba ma ciemną karnację. Ma jakąś dziwną, zmieniającą się twarz, po chwili się stabilizuje. Ma w ręku długi zakrwawiony nóż, mówi, że był na polowaniu w lesie. Przechwalam się, że takich słabych narzędzi to nie używam, ja tworzę ręką falę uderzeniową i gotowe. Dosiadamy się do stołu, przy którym siedzi ta kobieta. O czymś rozmawiamy, ale nie pamiętam. Ta kobieta jest chyba jego. Po cichu wymykam się, schodzę bocznymi schodami, jest tam jego wielki pokój, sala. Po środku stoi jakieś urządzenie z robotycznymi ramionami i siedzenie jak u dentysty, na którym można leżeć. Wiem, że prowadzi jakieś eksperymenty z DNA. Chcę coś zabrać, jednak nie mam czasu na przeszukanie tego urządzenia, ponieważ słyszę jak tamten schodzi. Uciekam, znajduję drzwi po lewej stronie. Są tam podziemia. Ciemno, szaro, pełno kurzu i pajęczyn. Jestem pewien, że to będzie się ciągnęło kilometrami, ale okazuje się, że to tylko jedno wielkie pomieszczenie, po środku którego poustawiane są grubo zakurzone szafy z różnymi rzeczami. Okrążam to wszystko i znajduję białe plastikowe drzwi podobne do balkonowych. Otwieram je i widzę coś czego nigdy bym się tam nie spodziewał. Bo stoję chyba kilka kilometrów nad ziemią, w dole widzę wielkie morze i gdzie nie gdzie kawałki lądu. Muszę skoczyć, ale wiem, że będzie nieprzyjemne uczucie spadania. Jednak nieprzyjaciel jest coraz bliżej. Skaczę i dziwne, bo robi się bardzo nisko, łagodnie zsuwam się ze ściany kilka metrów w dół i już jestem w wodzie. Jest to raczej wielki basen niż morze. Wszystko wygląda jakoś futurystycznie i kolorowo. Z wody wystają takie granatowe mini wysepki, chyba plastikowe. I albo pomarańczowe rybki pływają w tej wodzie, albo to tylko obrazy na tych wysepkach. Czuję, że nie wolno mi się zatrzymywać, bo tamten jest panem tego miejsca i może mnie łatwo złapać. Płynę pomiędzy tymi wysepkami. W moją stronę płynie kilka osób, pewnie mają zajęcia w tej wodzie. Dopływam do jakiegoś wlotu, tunelu, jakbym przeniósł się do przyszłości. Tam jest pewnie ich szkoła. Przejścia są ciemno niebieskich materaców lub czegoś podobnego. Wyciągam takie materacowe drzwiczki i przechodzę dalej. Budzę się.
Siedzę na krześle, nie wiem gdzie, w powietrzu? Jest to chyba jakiś bar. Ktoś kto siedzi obok mnie, coś mi pokazuje. Domyślam się, że to siedzenie kierujące na dół. Siadam, to siedzenie zsuwa się w dół i już jestem na niższym poziomie. Biegnę, nie wiem po co, w górę po drewnianych schodach. Na piętrze w korytarzu po lewej stronie siedzi na krześle chłopak, ma może dziesięć lat. Jest ubrany w ciepłą kurtkę. Chwytam go za rękę, aby go wyprowadzić, on nie chce. Czeka na kogoś. Odsuwam białą materiałową zasłonę i wchodzę do niewielkiej salki. Tam są dwie kobiety i dziewczynka w wieku tego chłopaka. Myślę, że jedna jest jego matką. Gdy patrzę na nią ona i ta druga także młodnieją. Są to teraz Japonki, które mają dwadzieścia kilka lat. Nie wiem dlaczego, ale chcę, abyśmy wyszli z tego budynku (może się pali czy coś?), a poza tym dopytuję się czemu jej niby syn jest ubrany w grubą ciepłą zimową kurtkę chociaż jest ciepłe lato? Jakoś ją obejmuję i podciąga mnie do okna, mocno świeci słońce. Biorę ją jednak za rękę i wyprowadzam na zewnątrz, pozostali podążają za nami. Po wyjściu chwilę się rozglądam, ponieważ jestem zdezorientowany, nie wiem gdzie się znajdujemy, nigdy tam nie byłem. Wybieram prawą stronę i idziemy. Cały czas trzymam ją za rękę. Nie wiem, gdzie tak dokładnie się udajemy, może one wskażą mi kierunek. Niestety budzę się.






