13-08-2016, 13:50
Kontrola umysłu
13.08.2016
Przed wejściem do budynku ktoś stał na krótkim jasnym chodniku. Zbierali na coś, pewnie na biednych, trzeba było dać 50zł. Weszliśmy do środka. Była mama i zmarły dziadek. Stali chyba w poczekalni do czegoś. Miałem dać niby od dziadka te pieniądze, ale wziąłem z portfela mamy. Z drobnych wyszło prawie te 50zł. Dziadek wyszedł. Nie pamiętam części. Dalej byłem jako obserwator. Byłem w domu nieznanego mi starszego pana. Było wiadomo, że obcy z kosmosu przybyli zajmowali ciała ludzi, kontrolowali ich. W kuchni była jego żona i inna kobieta. Był pewien, że jego żona jest jeszcze niekontrolowanym człowiekiem i chciał zabić tamtą drugą. Znalazł stołek. Było mu ciężko, jednak dał radę, chciał nim rzucić. Żona mówiła coś do niego. Z tego wywnioskował, że w nią też wlazła obca istota, tylko udawała. Zostawił stołek i wybiegł z domu. Biegł aż trafił do tunelu. Od tunelu odchodziły różne korytarze i schody do nieznanej mi szkoły. Śmiały się tam i bawiły dzieciaki. Dziadek krzyknął na nich, aby uciekały, bo obcy gonią go i ich też mogą złapać. Pobiegły, pewnie do tej szkoły. On pobiegł na sam koniec tunelu. Przed końcem był jeszcze korytarz zastawiony ławkami. Byłem pewien, że tam mi się coś kiedyś śniło i był to raczej koszmar, zapewne z zombie. Wybiegł na zewnątrz. Trafił do wielkiego centrum handlowego, galerii. Zbiegł białymi schodami na dół. Zauważył przyjaciółkę swojej córki. Spytał się czy jest tu, gdzieś blisko lotnisko, ponieważ chciał uciec jak najdalej. Odpowiedziała, że nie. Objął ją i zaczął płakać.
13.08.2016
Przed wejściem do budynku ktoś stał na krótkim jasnym chodniku. Zbierali na coś, pewnie na biednych, trzeba było dać 50zł. Weszliśmy do środka. Była mama i zmarły dziadek. Stali chyba w poczekalni do czegoś. Miałem dać niby od dziadka te pieniądze, ale wziąłem z portfela mamy. Z drobnych wyszło prawie te 50zł. Dziadek wyszedł. Nie pamiętam części. Dalej byłem jako obserwator. Byłem w domu nieznanego mi starszego pana. Było wiadomo, że obcy z kosmosu przybyli zajmowali ciała ludzi, kontrolowali ich. W kuchni była jego żona i inna kobieta. Był pewien, że jego żona jest jeszcze niekontrolowanym człowiekiem i chciał zabić tamtą drugą. Znalazł stołek. Było mu ciężko, jednak dał radę, chciał nim rzucić. Żona mówiła coś do niego. Z tego wywnioskował, że w nią też wlazła obca istota, tylko udawała. Zostawił stołek i wybiegł z domu. Biegł aż trafił do tunelu. Od tunelu odchodziły różne korytarze i schody do nieznanej mi szkoły. Śmiały się tam i bawiły dzieciaki. Dziadek krzyknął na nich, aby uciekały, bo obcy gonią go i ich też mogą złapać. Pobiegły, pewnie do tej szkoły. On pobiegł na sam koniec tunelu. Przed końcem był jeszcze korytarz zastawiony ławkami. Byłem pewien, że tam mi się coś kiedyś śniło i był to raczej koszmar, zapewne z zombie. Wybiegł na zewnątrz. Trafił do wielkiego centrum handlowego, galerii. Zbiegł białymi schodami na dół. Zauważył przyjaciółkę swojej córki. Spytał się czy jest tu, gdzieś blisko lotnisko, ponieważ chciał uciec jak najdalej. Odpowiedziała, że nie. Objął ją i zaczął płakać.






