30-07-2016, 12:21
Baloniki, nuda, błędy
30.07.2016
Szedłem z mamą chodnikiem przy ulicy, chyba do cioci. Trzymałem trzy baloniki napełnione helem. Puściłem jeden. Byłem zdziwiony, ponieważ zamiast polecieć do góry poleciał ukosem i zderzył się głową mamy, zabolało ją. Chodnik zmienił się w szkolny korytarz. Za karę miałem cofnąć się do trzeciej klasy podstawówki. Przed drzwiami tłum dzieci czekających na wejście do klasy. Pokazywałem im te balony, bo było to bardzo dziwne, że unosiły się cały czas ukosem, zamiast pionowo. Przyszedł ksiądz z ministrantami. Wypuściłem te balony. Uderzyły w drzwi z dużą siłą jakby były piłkami lekarskimi. Leżały tam sflaczałe. Sięgnąłem po nie, i nie wiem po co, uklęknąłem razem ze wszystkimi i się przeżegnałem. Myślałem, że to będzie lekcja religii. Na szczęście ksiądz i ministranci, gdzieś zniknęli. Do sali weszły dzieci i pani nauczycielka od polskiego albo angielskiego. Przez okna wpadało mocne światło. Pokazywałem znowu uczniom i nauczycielce jak te balony się unoszą pod kątem, raz do przodu, a potem zmieniły kierunek i pochyliły się do tyłu. Myślałem, że pewnie zmienił się środek magnetyczny. Nauczycielka kazała mi się przestać bawić i siadać. Wypuściłem te balony, usiadłem przy ławce po środku. Widziałem dwie, może trzy osoby w moim wieku, była tam dziewczyna i chłopak. Pewnie też za karę. Przesiadłem się do ostatniego rzędu do tego chłopaka obok okna. Podłoga była drewniana, a ten rząd ławek był trochę oddalony i umieszczony na także drewnianym podwyższeniu. Miałem talerz z jedzeniem, obiad pewnie, ziemniaki, zapewne też kotlet schabowy. Zacząłem jeść i śmiałem się, że ugniatam te ziemniaki jak na plastyce. Miałem ze sobą trzy książki (albo cztery, nie wiem), jedna już otwarta. Ta otwarta to były ćwiczenia, trzeba było odpowiednio uzupełnić słówka. Druga zatytułowana "nuda", to była książka z odpowiedziami, wszystko tam było uzupełnione ta jak powinno być poprawnie. Trzecia z tytułem "błędy", wszystko było źle wpisane, pokazane jak nie powinno się tego robić, np. zamiast h było ch lub odwrotnie, błędy gramatyczne i inne. Przypomniało mi się, że matematyczka kazała nam nie zapisywać błędnie działań dla pokazania błędów, aby potem tego tak nie zapamiętać. Powiedziałem to koledze obok. I w ogóle myślałem, że to głupota i nie będę uzupełniać tych głupich ćwiczeń skoro mam całą książeczkę wypełnioną poprawnie.
30.07.2016
Szedłem z mamą chodnikiem przy ulicy, chyba do cioci. Trzymałem trzy baloniki napełnione helem. Puściłem jeden. Byłem zdziwiony, ponieważ zamiast polecieć do góry poleciał ukosem i zderzył się głową mamy, zabolało ją. Chodnik zmienił się w szkolny korytarz. Za karę miałem cofnąć się do trzeciej klasy podstawówki. Przed drzwiami tłum dzieci czekających na wejście do klasy. Pokazywałem im te balony, bo było to bardzo dziwne, że unosiły się cały czas ukosem, zamiast pionowo. Przyszedł ksiądz z ministrantami. Wypuściłem te balony. Uderzyły w drzwi z dużą siłą jakby były piłkami lekarskimi. Leżały tam sflaczałe. Sięgnąłem po nie, i nie wiem po co, uklęknąłem razem ze wszystkimi i się przeżegnałem. Myślałem, że to będzie lekcja religii. Na szczęście ksiądz i ministranci, gdzieś zniknęli. Do sali weszły dzieci i pani nauczycielka od polskiego albo angielskiego. Przez okna wpadało mocne światło. Pokazywałem znowu uczniom i nauczycielce jak te balony się unoszą pod kątem, raz do przodu, a potem zmieniły kierunek i pochyliły się do tyłu. Myślałem, że pewnie zmienił się środek magnetyczny. Nauczycielka kazała mi się przestać bawić i siadać. Wypuściłem te balony, usiadłem przy ławce po środku. Widziałem dwie, może trzy osoby w moim wieku, była tam dziewczyna i chłopak. Pewnie też za karę. Przesiadłem się do ostatniego rzędu do tego chłopaka obok okna. Podłoga była drewniana, a ten rząd ławek był trochę oddalony i umieszczony na także drewnianym podwyższeniu. Miałem talerz z jedzeniem, obiad pewnie, ziemniaki, zapewne też kotlet schabowy. Zacząłem jeść i śmiałem się, że ugniatam te ziemniaki jak na plastyce. Miałem ze sobą trzy książki (albo cztery, nie wiem), jedna już otwarta. Ta otwarta to były ćwiczenia, trzeba było odpowiednio uzupełnić słówka. Druga zatytułowana "nuda", to była książka z odpowiedziami, wszystko tam było uzupełnione ta jak powinno być poprawnie. Trzecia z tytułem "błędy", wszystko było źle wpisane, pokazane jak nie powinno się tego robić, np. zamiast h było ch lub odwrotnie, błędy gramatyczne i inne. Przypomniało mi się, że matematyczka kazała nam nie zapisywać błędnie działań dla pokazania błędów, aby potem tego tak nie zapamiętać. Powiedziałem to koledze obok. I w ogóle myślałem, że to głupota i nie będę uzupełniać tych głupich ćwiczeń skoro mam całą książeczkę wypełnioną poprawnie.





